Kiwnęła krótko głową na wyjaśnienie o co chodziło z tym Mulciberem, a to sprawiło, że popchnęło to kolejną myśl:
– Chwila. Czyli jesteście spokrewnieni? – matka Sauriela była z domu Mulciber przecież, była pewna, że dobrze pamiętała. To dlatego tak wspaniale się dogadywali? To dlatego razem robili wokół siebie taki… syf? Nie wiedziała co ma powiedzieć na to, że ojciec Borgina nie uczestniczył w wychowaniu syna, ale znowu – były gorsze rzeczy na tym świecie niż bycie bękartem.
Z pewną ulgą przyjęła, ze Sauriel wziął od niej ten fartuszek, tak delikatnie jakby bał się jej zrobić krzywdę, bo była taka krucha. Po części miał rację, była – nie była w najlepszej kondycji psychicznej, ale starała się robić dobrą minę do złej gry przynajmniej w tym gronie. Zawiązała tasiemki fartuszka na plecach Sauriela, niemalże tak samo delikatnie, jak on wziął go od niej. Byli gotowi.
– No dobrze… – mruknęła, dostając to jakże mgliste i jednocześnie wymowne wyjaśnienie od Atreusa: również chuja się znał na kiszeniu ogórków. Przynajmniej były umyte, jak wynikało ze słów Stanleya. Bo „ciocia mu kazała umyć”. Złota kobieta. Sauriel natomiast miał najwyraźniej zupełnie inny pomysł na ten wieczór… nieważne. Skupiła się na Stanleyu i Atreusie.
Zamrugała bezrozumnie przy wymianie zdań na temat miednicy. Wgapiła się na Stanleya jakby go pierwszy raz na oczy zobaczyła i westchnęła ciężko.
– Nie taka miednica – wyrzuciła z siebie w końcu, odrobinkę tylko poirytowana. – Dobra, skoro ogórki są umyte, to Bulstrode, przepłucz koper i chrzan. Zimną wodą – w czym to będzie musiał sobie zorganizować sam, skoro Borgin pomyślał o miednicy jaką każdy człowiek w sobie miał. – Stanley, ty wyparz słoiki i wszystkie wytrzyj. Muszą być czyste, jasne? Nie muszą być za to suche – uznała, że najlepiej będzie każdemu przydzielić zadanie, bo inaczej będą stali jak te dzieci w lesie we mgle i zaczną wymyślać jakieś dziwne rzeczy.
Sauriel na ten przykład już zaczął. Najpierw zniknął.. gdzieś, potem walił szafkami i po krótkiej kurwie wrócił z nożem i ogórkiem… Victoria patrzyła na niego jednocześnie oceniająco i pytająco, ale ostatecznie machnęła ręką. W trójkę też sobie poradzą, niech się dziecko bawi… Cokolwiek zamierzał robić z nożem i ogórkiem.
– A ja posegreguję ogórki wielkościami – przydzieliła sobie zadanie i poszła wyciągnąć kosze spod stołu, żeby sobie usiąść na podłodze i zacząć przeglądać ogórki dokładnie, żeby żaden za duży albo poobijany się nie trafił. – Spokojnie, wiem co robić – uspokoiła jeszcze Stanleya.