20.10.2023, 22:50 ✶
No tak. To nic nie znaczyło, a potem mogliśmy się zastanawiać, dlaczego większość ludzi uważała cyrkowców za dziwaków. A potemu, gdyż po prostu dziwakami byliśmy, a Flynn potwierdzał tę regułę jak mało kto. Był mistrzem dziwactwa, ale miało to swoje uroki. Przynajmniej niewiele się zmienił przez te lata i po prostu musiałem się na nowo nauczyć jego alfabetu i słownika. Tak też, zanotowałem w głowie, że jęknięcia rzekomo nic nie znaczyły. Rzekomo, bo dla niego to tak naprawdę pewnie był ciąg rozmyślań i przewidywanych zdarzeń.
Flynn dużo milczał. Od zawsze tak miał, że dużo milczał. W tych momentach pomiędzy wypowiadaniem pełnych zdań czy słów a pojedynczymi sylabami... Ja wiedziałem, że tam musiało się coś kryć, coś, czego nie chciał z siebie wyrzucić, bo przecież nie mógł siedzieć jak ten debil czy też leżeć, tam w środku, w sobie mieć totalną ciszę i pustkę, a potem z dupy mówić ngk. Unikał tematu, więc pozostawał zamkniętą księgą. Nie byłem pewien, czy powinienem ją otwierać, czy właśnie tego ode mnie oczekiwał, czy raczej sam zamierzał ją powoli otwierać, a może po prostu pozostawić totalnie zamkniętą na innych... Tylko że wtedy pewnie pozostałby na podłodze i w dupie miał mnie, jakieś rozmowy, a przecież patrzył mi w oczy, utrzymywał kontakt i błądził gdzieś tam po swoim umyśle. Flynn, ty kurwiu mały.
Każdy kontakt - nawet ten milczący, w ramach prostych bądź skomplikowanych gestów - był jakimś takim zagadkowym zlepkiem, który zapewne z opóźnieniem miał mi komunikować prawdę, która się za nim kryła, albo nie mówić nic, pozostawiając mnie w niedopowiedzeniach. Mimo to, tej ciszy i skrajnego zachowania, zastygłem w bezruchu, czując jego dłoń splecioną z moją własną. Ba!, wstrzymałem oddech w niepewności, w końcu pękając i chwytając nadmiary powietrza, bo Flynn, ten właśnie Flynn, za którym tak tęskniłem, był teraz tak blisko mnie, że czułem jego zapach.
Flynn się bał, unikał spojrzenia. I mówił. Na drobną chwilę się otworzył, przez co zamknąłem oczy, wsłuchany w jego głos. Nawet objąłem go odruchowo wolną ręką by czuł wsparcie, że nie był z tymi myślami sam. Nie wiem, co o tym wszystkim myślałem, ale cholernie się wzruszyłem, bo to było coś, co sam bym mógł powiedzieć, ale może ujmując to nieco inaczej, z innej perspektywy. Bardziej tęskniłem za tym, co było, za tym, co już nie powróci. Ale... przecież mogło coś przyjść.
Wyplątałem dłoń z jego dłoni i przytuliłem go mocno, na misia. Może właśnie tego potrzebował? Ja z pewnością tego potrzebowałem. Wszyscy tu potrzebowaliśmy wsparcia, bo demony przeszłości ciągnęły się za każdą sierotą, niezależnie od tego, co w życiu zrobiła. A to był jeszcze Flynn, mruk-zawadiaka, dzikus, kurwikleszcz i mój przyjaciel od zawsze... i na zawsze?
Nie zmuszałem go by na mnie spojrzał. Mogłoby to być dla niego kłopotliwe, peszące, powodujące chęć ucieczki, więc tak wtulony postanowiłem powiedzieć swoje. Może mądrości całego świata nie zjadłem, ale...
- Niezależnie od tego, co zrobisz, a czego nie zrobisz, to będzie ostateczne. Wyobraź sobie, że jak się do czegoś nie przyznasz, to nigdy nie będziesz żył w świecie, w którym się do tego przyznałeś. Jeśli, cóż, mnie nie pocałujesz, to już nigdy nie zaznasz świata, w którym to zrobisz. Tego też nigdy nie cofniesz, rozumiesz? - zapytałem, choć nie oczekiwałem odpowiedzi. Przełknąłem ślinę, zastanawiając się, czy aby nie zrobię w jego głowie jeszcze większej czarnej dziury. - Nie możesz żyć nadzieją, że brak działania nic nie zmieni, bo kiedy ty będziesz stał w miejscu, reszta będzie szła do przodu, się zmieniała, przeobrażała, a ty zostaniesz z tyłu sam. Też tęsknię za tym, co było. Bardzo tęsknię za nami, bo byliśmy super kolesiowskim duetem... i to byłoby spełnienie moich marzeń, gdybyś został i gdyby między nami znowu było super, a może nawet lepiej, ale... jeśli będziesz wycofany, jeśli będziesz uciekał przede mną i resztą cyrku, bał się działania albo chociażby nie chciał tu być, to... nic z tego nie będzie - odparłem, te ostatnie słowa właściwie szepcząc, bo nie chciałem ich wypowiadać głośno by się przypadkiem nie spełniły. Nie chciałem by się spełniały.
Wplotłem palce jednej w rąk we włosy Flynna. Taka burza ciemnych loków, nieładu, kosmosu. Wziąłem głęboki wdech, czując go całym sobą i marzyłem o lepszych nas.
@The Edge
Flynn dużo milczał. Od zawsze tak miał, że dużo milczał. W tych momentach pomiędzy wypowiadaniem pełnych zdań czy słów a pojedynczymi sylabami... Ja wiedziałem, że tam musiało się coś kryć, coś, czego nie chciał z siebie wyrzucić, bo przecież nie mógł siedzieć jak ten debil czy też leżeć, tam w środku, w sobie mieć totalną ciszę i pustkę, a potem z dupy mówić ngk. Unikał tematu, więc pozostawał zamkniętą księgą. Nie byłem pewien, czy powinienem ją otwierać, czy właśnie tego ode mnie oczekiwał, czy raczej sam zamierzał ją powoli otwierać, a może po prostu pozostawić totalnie zamkniętą na innych... Tylko że wtedy pewnie pozostałby na podłodze i w dupie miał mnie, jakieś rozmowy, a przecież patrzył mi w oczy, utrzymywał kontakt i błądził gdzieś tam po swoim umyśle. Flynn, ty kurwiu mały.
Każdy kontakt - nawet ten milczący, w ramach prostych bądź skomplikowanych gestów - był jakimś takim zagadkowym zlepkiem, który zapewne z opóźnieniem miał mi komunikować prawdę, która się za nim kryła, albo nie mówić nic, pozostawiając mnie w niedopowiedzeniach. Mimo to, tej ciszy i skrajnego zachowania, zastygłem w bezruchu, czując jego dłoń splecioną z moją własną. Ba!, wstrzymałem oddech w niepewności, w końcu pękając i chwytając nadmiary powietrza, bo Flynn, ten właśnie Flynn, za którym tak tęskniłem, był teraz tak blisko mnie, że czułem jego zapach.
Flynn się bał, unikał spojrzenia. I mówił. Na drobną chwilę się otworzył, przez co zamknąłem oczy, wsłuchany w jego głos. Nawet objąłem go odruchowo wolną ręką by czuł wsparcie, że nie był z tymi myślami sam. Nie wiem, co o tym wszystkim myślałem, ale cholernie się wzruszyłem, bo to było coś, co sam bym mógł powiedzieć, ale może ujmując to nieco inaczej, z innej perspektywy. Bardziej tęskniłem za tym, co było, za tym, co już nie powróci. Ale... przecież mogło coś przyjść.
Wyplątałem dłoń z jego dłoni i przytuliłem go mocno, na misia. Może właśnie tego potrzebował? Ja z pewnością tego potrzebowałem. Wszyscy tu potrzebowaliśmy wsparcia, bo demony przeszłości ciągnęły się za każdą sierotą, niezależnie od tego, co w życiu zrobiła. A to był jeszcze Flynn, mruk-zawadiaka, dzikus, kurwikleszcz i mój przyjaciel od zawsze... i na zawsze?
Nie zmuszałem go by na mnie spojrzał. Mogłoby to być dla niego kłopotliwe, peszące, powodujące chęć ucieczki, więc tak wtulony postanowiłem powiedzieć swoje. Może mądrości całego świata nie zjadłem, ale...
- Niezależnie od tego, co zrobisz, a czego nie zrobisz, to będzie ostateczne. Wyobraź sobie, że jak się do czegoś nie przyznasz, to nigdy nie będziesz żył w świecie, w którym się do tego przyznałeś. Jeśli, cóż, mnie nie pocałujesz, to już nigdy nie zaznasz świata, w którym to zrobisz. Tego też nigdy nie cofniesz, rozumiesz? - zapytałem, choć nie oczekiwałem odpowiedzi. Przełknąłem ślinę, zastanawiając się, czy aby nie zrobię w jego głowie jeszcze większej czarnej dziury. - Nie możesz żyć nadzieją, że brak działania nic nie zmieni, bo kiedy ty będziesz stał w miejscu, reszta będzie szła do przodu, się zmieniała, przeobrażała, a ty zostaniesz z tyłu sam. Też tęsknię za tym, co było. Bardzo tęsknię za nami, bo byliśmy super kolesiowskim duetem... i to byłoby spełnienie moich marzeń, gdybyś został i gdyby między nami znowu było super, a może nawet lepiej, ale... jeśli będziesz wycofany, jeśli będziesz uciekał przede mną i resztą cyrku, bał się działania albo chociażby nie chciał tu być, to... nic z tego nie będzie - odparłem, te ostatnie słowa właściwie szepcząc, bo nie chciałem ich wypowiadać głośno by się przypadkiem nie spełniły. Nie chciałem by się spełniały.
Wplotłem palce jednej w rąk we włosy Flynna. Taka burza ciemnych loków, nieładu, kosmosu. Wziąłem głęboki wdech, czując go całym sobą i marzyłem o lepszych nas.
@The Edge