Wszystko działo się bardzo szybko. Wood naprawdę zależało na tym, aby nikomu nie stała się krzywda, ale nie była w stanie przewidzieć jak zareaguje chłopiec, co wydarzy się ze ścianą i czy Brennie uda się uciec. Podjęła decyzję - wybrała dziecko, instynkt podpowiadał jej, że musi mu pomóc, bo mógł również sam sobie zrobić krzywdę, no i przy okazji wszystkim wokół.
Gdy Wood się do niego zbliżała zapadła ciemność. Gdzieś z dali docierał do niej głos Brenny. Żyła, nie pochłonął ją rozpadający się budynek, bardzo dobrze, nie wybaczyłaby sobie, gdyby coś się stało Longbottom. Przywiązała się do niej bardzo przez te kilka ostatnich miesięcy. Uspokoiło ją to trochę, mimo, że krzyczała, że ma uważać. Rozproszyła się na chwilę, nie była bardzo doświadczona w takich sytuacjach. Stanęła w miejscu, Brenna mówiła, że ma uważać. Spojrzała przed siebie, w ciemności było ciężko dostrzec cokolwiek. Dotarło do niej jednak, że chłopiec im nie ufał. Pewnie się bał, okropnie bał. Budował wokół siebie mur z tych cegieł, co to chwilę wcześniej się posypały. Nie chciał, żeby one się do niego zbliżyły. Było to zrozumiałe, skąd mógł wiedzieć, jakie one w ogóle mają zamiary. Dlaczego miał im od razu zaufać.
Nie pozostawało jej nic innego, jak rzucić się w prawo, próbowała uciec przed tym, czym w nią rzucał. Zamknęła oczy, i padła na ziemię.
rzucam na aktywność fzyczną
Sukces!
Slaby sukces...