E tam marnowanie eliksiru. Po to je Victoria robiła, żeby można ich było używać, a nie po to by stały i ładnie wyglądały. Bo większość wyglądała mało zachęcająco i apetycznie (a niektóre były wręcz odstręczające, patrz: eliksir wielosokowy). Ale Apollo mógł już teraz z tą fiolką zrobić co tylko chciał, choć tak po prawdzie bardzo by się przydało, by jak najszybciej doszedł do siebie, skoro tylko na nim polegali, by mógł zabrać ze sobą aresztowanego. W innym wypadku będzie trzeba się teleportować do Ministerstwa i po nocy szukać kogoś, kto będzie w stanie zabrać ze sobą przeklętego kupca.
Nie była tutaj by jedynie ładnie wyglądać, miała swoją niszę jeśli chodzi o zaklęcia i to w czym była dobra, więc wszelkie rozpraszanie magii jak najbardziej mogła i chciała wziąć na siebie. Tak samo była zaangażowana w sprawę, nie trzeba jej było rozkazywać, chodziło o to, by ze sobą współpracować i to dokładnie Victoria robiła: współpracowała. Nie miała problemu z tym, że ktoś miał jakiś pomysł, nie miała problemu też ze słuchaniem rozkazów, zazwyczaj była cicha i nie próbowała nikomu wejść w nogi. Jeszcze sama by się wywaliła…
Victoria z uwagą patrzyła, jak światła wokół drzwi nagle zamigotały, a następnie wygasły – coś ewidentnie się wydarzyło, chociaż była pewna, że jej czar zadziałał. Pytanie tylko, jaki będzie efekt? Brenna zbliżyła się do drzwi, Victoria na wszelki wypadek trzymała różdżkę wyciągniętą przed siebie, bo była w tym momencie gotowa na wszystko (i kto wie, może by podskoczyła, gdyby zza drzwi wychynęła słodka, puchata wiewiórka z rudą kitą?), albo przynajmniej tak jej się wydawało.
A chwilę później Brenna już krzyczała, że inferius.
– Kurwa – zaklęła, zdając sobie sprawę, że muszą go wywabić z domu, jeśli będą próbować go palić, bo inaczej może ucierpieć coś, co mogłoby im się przydać. Nie bez powodu Victoria kiedyś mówiła Brennie i Heather, że na trupy warto próbować ogień, albo dekapitację – zwykle jedno z dwóch działa. Zwykle. Brenna wystrzeliła z różdżki magiczne więzy, z kolei Victoria próbowała wytworzyć ciśnienie powietrza za inferiusem, by go takiego związanego popchnąć do przodu – by znalazł się jak najdalej od domku, ale nie przy Sadwicku i skutym mężczyźnie, i nie przy Apollo, który dochodził do siebie.
– Proponuję ogniem – krzyknęła jeszcze do Brenny.
Kształtowanie
Slaby sukces...
Sukces!