– Nie, nie, jaka klątwa? Miałaś zabrać mnie do Godryka… – szepnęła patrząc na nich niepewnie. Nie wiedziała, co oni robili, ale nie podobało jej się to. Czuła jak narastała w niej panika, więc musiała się czymś zająć. Popatrzyła w przestrzeń za Rookwoodem znowu się do niego odwracając. Jej oczom pokazał się czajnik, więc stwierdziła, że dobrym pomysłem będzie wypić znowu herbaty. Tak, herbata na taką noc była odpowiednia.
– To ja zrobię herbaty – popatrzyła na nich mając nadzieję, że ogarną dupy i nie będą tak krzyczeć, że za chwilę wyjdą i poszukają tego, którego Avelina pragnęła z całego swojego serca.
Cały czas analizowała w głowie swoje wspomnienia dotyczące tamtego chłopaka. Czuła, ze coś było nie tak, że to nie powinno tak działać, że nie powinna być w nim zakochana, ale jej umysł i serce nie chciało tego słuchać. Emocje wyrywały się w kierunku kogoś nieznajomego, dreszcze po plecach jej przechodził, gdy tylko o tym pomyślała. Wstawiła wodę na gaz, a potem zagapiła się na płomyk, który z dużą siłą uderzał w dno czajnika. Zawiesiła się czując zmęczenie.
Znowu zaczęła wracać wspomnieniami do tamtego dnia, gdy była z nim w księgarni rodziców, jak czytał dialogi Romea, jak się uśmiechał, jak na nią patrzył. Chciała znowu usłyszeć jego głos, znowu spojrzeć w jego oczy i zobaczyć uśmiech. Nie słuchała tego, co mówili za jej plecami, znowu odleciała, znowu się zamyśliła, a woda zaczęła się gotować dosyć szybko, bo specjalnie zaczarowała czajnik, aby gotował wodę szybciej. Nigdy nie miała na nic czasu, może to dobrze, że Godryk ją porzucił? Pewnie dla niego też nie miałaby czasu. Zalała trzy kubki herbaty i postawiła na stół.
– Wypijcie – powiedziała w końcu do nich i usiadła przy stole wgapiając swój wzrok w kubek. – On lubił odgrywać role, może jest w teatrze Selwynów? – przypomniała sobie, że chciała o tym powiedzieć, ale nawet nie pamiętała, czy o tym myślała.