Tak! Chciałaby powiedzieć mu, że tak, jedziemy, zostawimy to. Wyjedziemy gdzieś daleko, może do Polski, w góry. Tam nikt ich nie będzie szukać, tam nikt ich nie znajdzie. Będą mogli zaszyć się małej wsi, ona zajmie się robieniem lekarstw w małej wiosce magicznej. On będzie leczył, zostanie miejscowym lekarzem. Nie będzie to nic wielkiego, nie będą potężni, ale będą razem. Ona urodzi dwójkę dzieci, będą chodzić do tamtej szkoły, uczyć się i może kiedyś na starość wrócą do domu, do Londynu. Jak już nikt nie będzie o nich pamiętał, jak nikt nie będzie ich znał. Będą razem. Chciała mu to powiedzieć, chciała mu to zaproponować. Tak wiele rzeczy chciała, aby się ziściło, ale czuła, że jeśli to zrobią to ona nigdy nie będzie szczęśliwa, to nigdy nie będzie w stanie przestać myśleć o tym, czy jej przyjaciele przeżyli ataki tych, którzy byli tutaj postrachem, czy jego dzieci byłyby bez niego bezpieczne. Nie chciała, aby ich porzucał, aby zostawiał swoją rodzinę dla niej, bo nie była warta tego, aby być tak kochana, aby być tak szczęśliwa kosztem czyjegoś nieszczęścia.
– Proszę, proszę, nie – szepnęła widząc jego smutek, to jak bardzo się zawiódł na jej odpowiedzi. Tak bardzo nie chciała, aby cierpiał. Wolałaby sama cierpieć, aby tylko on był szczęśliwy, ale nie chciała, aby zostawiał swoją rodzinę, aby ich porzucał tutaj na pastwę szemranego losu. Wolałaby już być tą drugą byle nie był tak bardzo smutny. Obcałowała jego twarz prosząc, aby się nie smucił, aby przestał cierpieć. Nie chciała, aby się obwiniał, bo ona również mogła do niego napisać, mogła się z nim wcześniej skontaktować, ale jak wyszła ze szkoły było już za późno, miał żonę to oznaczało jedno, nie kochał Aveliny Paxton. Wolał inną kobietę, piękną, z czystego rodu, a nie jakąś brudną Paxtownówne.
– Ciii… nasze dusze trafiły na nieodpowiedni czas, moment i miejsce – szepnęła, bo głos chciał się jej łamać.
To prawda. Powinni urodzić się kimś innym, w innym świecie, z innymi historiami, które by do siebie pasowały. Nie powinni trafić na ten moment. Był nieodpowiedni, zły i podły dla ich złamanych dusz oraz serc. Każde z nich wybrało złą ścieżkę, która doprowadziła ich do punktu bez wyjścia dla szczęśliwego zakończenia. Jego pocałunek był tak cholernie przyjemny, że z jej ust wydobyło się ciche jęknięcie, którego nie była w stanie powstrzymać. Objęła go odwzajemniając równie żarliwie. Kolejny dźwięk z jej ust wydostał się, gdy ją odwrócił kładąc na trawie, zaczął całował jej szyję, a ona zacisnęła dłonie na jego koszulce czując jak wszystko w niej płonie. Nie mogła wytrzymać, to uczucie było nie do opisania. Tak bardzo go pragnęła, tyle lat, tak długi czas rozłąki i brak dotyku sprawił, że potrzebowała go jak nikogo innego.
– Augustus – szepnęła chcąc spojrzeć mu w twarz. Chcąc zobaczyć emocje, które malują mu się na twarzy. Nie była pewna, czy chce to robić tutaj, w tym miejscu.