21.10.2023, 22:30 ✶
A chciałem by było pięknie między nami, kwieciście, z powerem, z zabawą, śmiechem i niepowagą. Żebyśmy byli jak dwoje przyjaciół, a nie jak ojciec i syn, czy tyran i jego ofiara, a jednak... Edward Prewett nie tracił kontroli, a wstrętne wybryki moich dzieci trzeba było ukrócić. Wszystko, całe zachowanie Laurenta, unikanie odpowiedzi na moje pytania, milczenie tylko potwierdzało regułę, że działo się być może w ich życiu coś jeszcze bardziej gorszego do ckliwych miłostek, że mogło być zdecydowanie gorzej niż przewidywałem, niż przekazywałem swoim wybuchem Laurentowi.
Zacisnąłem dłonie. Nie podobał mi się ten brak zaufania, niechęć do szczerości, jak gdybym miał zaraz z tymi informacjami stąd wyjść i obwieścić je światu. Nieładnie. Niepotrzebny opór stawiał ten mój synek, a te łzy... Choć krajało się to moje ojcowskie serce na ich widok, to nie drgnąłem, jakbym zamienił się w kompletny posąg. Może faktycznie się nim stawałem? Powiało chłodem nie tylko z moich słów, ale również miałem wrażenie, że ręce mi skostniały, że dłonie były kostkami lodu.
Żałowałem jedynie, że Laurent ostatecznie wybrał najgorszą z możliwych opcji.
- Zapewniam cię, synu, że kiedy tylko przestąpisz próg tego gabinetu bez mojego pozwolenia, będzie cię czekać dwutygodniowy szlaban we wschodniej wieży. Zalecam dokończenie rozmowy - odparłem oschle, nawet nie obracając głowy w jego kierunku. To, że wstał, że nie powiedział nic, że ruszył w kierunku drzwi... To było bezczelne nieokazanie szacunku rozmówcy, a potem niech mi mówi, że jestem ważny, że jestem kochany, że jestem jego ojcem. Ach, kotłowało się we mnie, ale nie mówiłem nic więcej, nie krzyczałem ani nie wrzeszczałem, nie unosiłem głosu, bo byłoby jedynie gorzej.
- Zgrzebku! - zawołałem. Czy ja nie zamawiałem jego usług już wcześniej? Gdzież to się on podziewał? Zaraz może być bardziej potrzebny, aniżeli do noszenia herbatki. Jak najbardziej herbaty również potrzebowałem jak diabli, ale niebawem trzeba będzie przykuć mojego syna do więziennej kuli.
Sięgnąłem po jeden z nieotwartych listów z biurka. Laurent miał wolną wolę, więc niech z niej korzysta, ale każdy wybór, ja to wiedziałem, że każdy wybór miał swoje konsekwencje. Każde działanie miało swoje konsekwencje, więc wiedziałem, że mojego zachowania też już nie cofnę...
Aż z tego wszystkiego spadł mi cholerny kałamarz na podłogę, robiąc hałasu, bo się rozbił, pewnie rozlał wszędzie. Przeklęte ręce.
Zacisnąłem dłonie. Nie podobał mi się ten brak zaufania, niechęć do szczerości, jak gdybym miał zaraz z tymi informacjami stąd wyjść i obwieścić je światu. Nieładnie. Niepotrzebny opór stawiał ten mój synek, a te łzy... Choć krajało się to moje ojcowskie serce na ich widok, to nie drgnąłem, jakbym zamienił się w kompletny posąg. Może faktycznie się nim stawałem? Powiało chłodem nie tylko z moich słów, ale również miałem wrażenie, że ręce mi skostniały, że dłonie były kostkami lodu.
Żałowałem jedynie, że Laurent ostatecznie wybrał najgorszą z możliwych opcji.
- Zapewniam cię, synu, że kiedy tylko przestąpisz próg tego gabinetu bez mojego pozwolenia, będzie cię czekać dwutygodniowy szlaban we wschodniej wieży. Zalecam dokończenie rozmowy - odparłem oschle, nawet nie obracając głowy w jego kierunku. To, że wstał, że nie powiedział nic, że ruszył w kierunku drzwi... To było bezczelne nieokazanie szacunku rozmówcy, a potem niech mi mówi, że jestem ważny, że jestem kochany, że jestem jego ojcem. Ach, kotłowało się we mnie, ale nie mówiłem nic więcej, nie krzyczałem ani nie wrzeszczałem, nie unosiłem głosu, bo byłoby jedynie gorzej.
- Zgrzebku! - zawołałem. Czy ja nie zamawiałem jego usług już wcześniej? Gdzież to się on podziewał? Zaraz może być bardziej potrzebny, aniżeli do noszenia herbatki. Jak najbardziej herbaty również potrzebowałem jak diabli, ale niebawem trzeba będzie przykuć mojego syna do więziennej kuli.
Sięgnąłem po jeden z nieotwartych listów z biurka. Laurent miał wolną wolę, więc niech z niej korzysta, ale każdy wybór, ja to wiedziałem, że każdy wybór miał swoje konsekwencje. Każde działanie miało swoje konsekwencje, więc wiedziałem, że mojego zachowania też już nie cofnę...
Aż z tego wszystkiego spadł mi cholerny kałamarz na podłogę, robiąc hałasu, bo się rozbił, pewnie rozlał wszędzie. Przeklęte ręce.