21.10.2023, 22:40 ✶
Było w tym jej cmoknięciu coś, co przyciągnęło jego uwagę na dłużej, jakby wyczuwał że w gruncie rzeczy to przed czymś się właśnie próbowała wstrzymać. Levi nigdy ani zbytnio nie jawił się jako charyzmatyczny człowiek, ani też przesadnie nad własnym urokiem osobistym nie pracował, głównie dlatego, że uważał to za absolutnie bezsensowne. Dogadywał się ze zwierzętami i to mu absolutnie wystarczyło i w życiu osobistym i w karierze, bo ich zachowania przynajmniej były schematyczne, ludzie natomiast posiadali swoje oczekiwania. Przesunął się nieco, przybliżając do fotela i przysiadając na jego podłokietniku, po czym splótł ręce przed sobą, z pewnym zaskoczeniem przysłuchując się jej słowom.
Kusiło go nieco, żeby głośno i wyraźnie powiedzieć się coś o tym, że wreszcie zaczęła mówić, a nie pleść trzy po trzy, jakby usilnie próbowała go do tej pory nakłonić do współpracy, ale ugryzł się w język. Przez moment jeszcze patrzył na nią, kiedy wybrzmiewała między nimi pauza. Cholera, chyba nawet mu się spodobało to, jak właśnie go podsumowała.
- Mam wrażenie, że istnieje zasadnicza różnica między prośbą, a zmuszeniem - powiedział wreszcie. Jeśli jej ojczulek grzecznie zapytał jej, czy może miała ochotę wyjść za mąż, to nie miał co wieszać na niej psów. - Uwodzenie na odległość natomiast, wiele by ułatwiało, nie powiem że nie - prychnął nawet rozbawiony, drapiąc się kciukiem po skroni. - Przyjechałem, bo napisałaś i nawet nie będę próbował się gimnastykować na temat tego, czy może był tu temu jakiś głębszy powód, bo wcale tak nie było - pomijając fakt, że Septima próbowała go przekonać do tego, że to małżeństwo wcale nie było takim złym pomysłem i powinien chociaż spróbować poznać swoją przyszłą pannę młodą.
- Chcesz zadawać pytania o moje życie, proszę bardzo - machnął ręką. - Ale mam też pytanie do ciebie, jak ty właściwie widzisz tę naszą przyszłość? Powiedzieli ci chociaż cokolwiek? Bo nie mam planów na najbliższą przyszłość by na dłużej opuszczać Snowdonię. - bo to była jego praca. To był jego dom, ale taki, który niekoniecznie chciał dzielić z kimś kogo dopiero miał poznać. - Będziesz w takim razie tak sobie siedzieć w tym kowenie i czekać? Czy może siedzieć tutaj i popijać pigwówkę?
Kusiło go nieco, żeby głośno i wyraźnie powiedzieć się coś o tym, że wreszcie zaczęła mówić, a nie pleść trzy po trzy, jakby usilnie próbowała go do tej pory nakłonić do współpracy, ale ugryzł się w język. Przez moment jeszcze patrzył na nią, kiedy wybrzmiewała między nimi pauza. Cholera, chyba nawet mu się spodobało to, jak właśnie go podsumowała.
- Mam wrażenie, że istnieje zasadnicza różnica między prośbą, a zmuszeniem - powiedział wreszcie. Jeśli jej ojczulek grzecznie zapytał jej, czy może miała ochotę wyjść za mąż, to nie miał co wieszać na niej psów. - Uwodzenie na odległość natomiast, wiele by ułatwiało, nie powiem że nie - prychnął nawet rozbawiony, drapiąc się kciukiem po skroni. - Przyjechałem, bo napisałaś i nawet nie będę próbował się gimnastykować na temat tego, czy może był tu temu jakiś głębszy powód, bo wcale tak nie było - pomijając fakt, że Septima próbowała go przekonać do tego, że to małżeństwo wcale nie było takim złym pomysłem i powinien chociaż spróbować poznać swoją przyszłą pannę młodą.
- Chcesz zadawać pytania o moje życie, proszę bardzo - machnął ręką. - Ale mam też pytanie do ciebie, jak ty właściwie widzisz tę naszą przyszłość? Powiedzieli ci chociaż cokolwiek? Bo nie mam planów na najbliższą przyszłość by na dłużej opuszczać Snowdonię. - bo to była jego praca. To był jego dom, ale taki, który niekoniecznie chciał dzielić z kimś kogo dopiero miał poznać. - Będziesz w takim razie tak sobie siedzieć w tym kowenie i czekać? Czy może siedzieć tutaj i popijać pigwówkę?