21.10.2023, 23:12 ✶
Tak, teraz to wszystko grało i było na swoim miejscu - stwierdziłem, kiedy Elaine się uśmiechnęła zadowolona. Zauważalnie jej ulżyło, głuptasek, ale i tak cieszyłem się, że mogłem pomóc, a przy okazji wykraść jej nawet trzy całusy. Piechotą nie chodziły, a były oznaką zaakceptowania mnie jako swojego chłopa.
Zgodnie z obietnicą odstawiłem ją na ziemię. Była lekka niczym piórko i choć obawiałem się ją odstawiać na ziemię, to jednak było to kompletnie irracjonalne, bo dziewczę było niczym kot i szybciej znajdowało drogę na równe podłoże nim mógłbym się spodziewać. Można by nawet rzec, że przelewała mi się w rękach by wylądować stabilnie na swoich zwinnych łapach. No tak... Może bardziej jak lis.
Skinąłem jej grzecznie głową i czym prędzej przysiadłem przy stoliku, szczególnie że żołądek ponownie mi się odezwał, zbulwersowany, że wymyślałem jakieś mizianki, zamiast spełnić jego oczekiwania. Jakby zapomniał, że dla mnie ludzie i cyrk byli ważniejsi niż ja sam. Westchnąłem lekko, czując te zapachy i bez ociągania chwyciłem bułkę, która swoją świeżością wręcz krzyczała: WGRYŹ SIĘ WE MNIE. Wgryzłem się i napiłem łyżką zupy.
Pokręciłem w międzyczasie głową na jej słowa.
- A daj spokój, nawet nikt nie powinien się tu zbliżać obcy, bo to nasze domy, nasza prywatność - odparłem do niej, wyrywając się ze schematu poważnego gościa, którym starałem się być jako zarządca cyrku, i pozwalając sobie na oburzenie. Tak, wstrętne zboki. - Jak nie BUM, to my sprawę załatwimy prędzej czy później - ciągnąłem pewny swego. Mierziło mnie to totalnie, bo Elaine nie powinna się obawiać o własne życie we własnym wozie.
- Możesz być spokojna. Chłopaki właśnie rozpalają ognisko i zamierzają pić do rana, więc to myślę skutecznie odstraszy wszelkich ciekawskich - przyznałem. Mówiłem im, żeby za bardzo tam nie popili, ale znając ich, to nic nie było w stanie ich otrząsnąć z alkoholowego amoku. Poza tym, jeśli jakiś śmiałek się znajdzie, to i totalnie narąbani wezmą belki w ręce i mu nakopią, może nawet z większa werwą i szaleństwem.
- Jeśli chcesz, możemy w coś pograć i posłuchać radia... Przyznam się, że niespecjalnie jestem senny. Chyba że ty jesteś zmęczona, to nie ma problemu - zaproponowałem, dalej zajadając się zupą. - I pytałaś o herbatę wcześniej...? Dałoby radę jedną? - zapytałem jeszcze już z gębą wypchaną bułką, więc nie byłem pewien, czy to zrozumiała. Zamierzałem to powtórzyć, kiedy tylko przegryzę.
Zgodnie z obietnicą odstawiłem ją na ziemię. Była lekka niczym piórko i choć obawiałem się ją odstawiać na ziemię, to jednak było to kompletnie irracjonalne, bo dziewczę było niczym kot i szybciej znajdowało drogę na równe podłoże nim mógłbym się spodziewać. Można by nawet rzec, że przelewała mi się w rękach by wylądować stabilnie na swoich zwinnych łapach. No tak... Może bardziej jak lis.
Skinąłem jej grzecznie głową i czym prędzej przysiadłem przy stoliku, szczególnie że żołądek ponownie mi się odezwał, zbulwersowany, że wymyślałem jakieś mizianki, zamiast spełnić jego oczekiwania. Jakby zapomniał, że dla mnie ludzie i cyrk byli ważniejsi niż ja sam. Westchnąłem lekko, czując te zapachy i bez ociągania chwyciłem bułkę, która swoją świeżością wręcz krzyczała: WGRYŹ SIĘ WE MNIE. Wgryzłem się i napiłem łyżką zupy.
Pokręciłem w międzyczasie głową na jej słowa.
- A daj spokój, nawet nikt nie powinien się tu zbliżać obcy, bo to nasze domy, nasza prywatność - odparłem do niej, wyrywając się ze schematu poważnego gościa, którym starałem się być jako zarządca cyrku, i pozwalając sobie na oburzenie. Tak, wstrętne zboki. - Jak nie BUM, to my sprawę załatwimy prędzej czy później - ciągnąłem pewny swego. Mierziło mnie to totalnie, bo Elaine nie powinna się obawiać o własne życie we własnym wozie.
- Możesz być spokojna. Chłopaki właśnie rozpalają ognisko i zamierzają pić do rana, więc to myślę skutecznie odstraszy wszelkich ciekawskich - przyznałem. Mówiłem im, żeby za bardzo tam nie popili, ale znając ich, to nic nie było w stanie ich otrząsnąć z alkoholowego amoku. Poza tym, jeśli jakiś śmiałek się znajdzie, to i totalnie narąbani wezmą belki w ręce i mu nakopią, może nawet z większa werwą i szaleństwem.
- Jeśli chcesz, możemy w coś pograć i posłuchać radia... Przyznam się, że niespecjalnie jestem senny. Chyba że ty jesteś zmęczona, to nie ma problemu - zaproponowałem, dalej zajadając się zupą. - I pytałaś o herbatę wcześniej...? Dałoby radę jedną? - zapytałem jeszcze już z gębą wypchaną bułką, więc nie byłem pewien, czy to zrozumiała. Zamierzałem to powtórzyć, kiedy tylko przegryzę.