Crow był cholernie zimny. Przed chwilą zaprzeczył temu, aby było mu zimno, więc teraz można było być pewnym jednej z dwóch opcji - był szalony i to szaleństwo nie pozwalało mu ubierać się adekwatnie do pogody, albo po prostu korzystał z jakiś zaklęć, które go przed tym zimnem chroniły i nie zamierzał bawić się w żadne gry pozorów. Niezależnie od tego dotyk mokrej, chłodnej, skórzanej kurtki nie należał do najprzyjemniejszych rzeczy pod słońcem.
- Gwarantuję ci, że to jest dokładnie sposób, w jaki chcesz się ze mną zaznajomić. W innym wypadku znaczyłoby to, że jesteś po drugiej stronie - inaczej: ktoś by go wynajął właśnie po to, żeby to jej zrobić krzywdę, a nie odwrotnie - a tego bym ci nie życzył. - Chociaż prawdę mówiąc... Wahał się wciąż, czy by zrobił krzywdę komuś bezbronnemu, swoje okrutne działania usprawiedliwiał tym, że krzywdził równych sobie, a nie jakieś drobne panienki pracujące w sklepie z eliksirami. Nie miał jakiegoś kompleksu, który by mu kazał ratować z opresji wszystkie damy w okolicy, ale też nie chciał im przecież rozkwasić nosków - pobić zbira to jedno, pobić księżniczkę... Nawet niegodziwość miała swoje granice.
- Zostawiłem ci kontakt do siebie, bo to ja jestem winny przysługę tobie - przypomniał jej. - Ale czego właściwie ode mnie oczekujesz? - Nie wiedział czego się spodziewać, ale po tej smętnej minie wnioskował, że naprawdę nie miała lepszego wyboru niż się do niego zwrócić, a to oznaczało duże kłopoty. Tylko dla jednych dużym kłopotem był upierdliwy sąsiad, a dla innych jakiś zatarg z prawem. Nie we wszystkim mógł cokolwiek poradzić.
- Nikt za nami nie idzie - powiedział, stawiając kolejne kroki na oblodzonym chodniku.
- Gwarantuję ci, że to jest dokładnie sposób, w jaki chcesz się ze mną zaznajomić. W innym wypadku znaczyłoby to, że jesteś po drugiej stronie - inaczej: ktoś by go wynajął właśnie po to, żeby to jej zrobić krzywdę, a nie odwrotnie - a tego bym ci nie życzył. - Chociaż prawdę mówiąc... Wahał się wciąż, czy by zrobił krzywdę komuś bezbronnemu, swoje okrutne działania usprawiedliwiał tym, że krzywdził równych sobie, a nie jakieś drobne panienki pracujące w sklepie z eliksirami. Nie miał jakiegoś kompleksu, który by mu kazał ratować z opresji wszystkie damy w okolicy, ale też nie chciał im przecież rozkwasić nosków - pobić zbira to jedno, pobić księżniczkę... Nawet niegodziwość miała swoje granice.
- Zostawiłem ci kontakt do siebie, bo to ja jestem winny przysługę tobie - przypomniał jej. - Ale czego właściwie ode mnie oczekujesz? - Nie wiedział czego się spodziewać, ale po tej smętnej minie wnioskował, że naprawdę nie miała lepszego wyboru niż się do niego zwrócić, a to oznaczało duże kłopoty. Tylko dla jednych dużym kłopotem był upierdliwy sąsiad, a dla innych jakiś zatarg z prawem. Nie we wszystkim mógł cokolwiek poradzić.
- Nikt za nami nie idzie - powiedział, stawiając kolejne kroki na oblodzonym chodniku.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.