22.10.2023, 01:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.10.2023, 02:00 przez Brenna Longbottom.)
Brenna wiedziała, że to nie będzie łatwy temat. Musiała wiedzieć. A jednak go poruszyła. Bo chciała. Tyle że teraz prawie żałowała, że to zrobiła, bo jak zwykle w takich chwilach - czuła, że nie znajduje właściwych słów, które w bzdurnych sprawach same cisnęły się jej na usta. Że tak bardzo się do tego nie nadaje, do prób pocieszania i udzielania innym wsparcia inaczej niż przez podrzucenie paru ciasteczek.
Bo Victoria nie powiedziała wiele, ale kryło się za tym przecież mnóstwo znaczeń. Zwłaszcza, kiedy Brenna miała w pamięci tamtą rozmowę w Zakazanym Lesie - gdy pomyślała, że Lestrange może pierwszy raz w życiu naprawdę wybrała sama, bo może i początkowo zaręczyny narzucili jej rodzice, to nie chciała jej zakończyć. A zakończyć się je najwyraźniej dało, skoro mógł zrobić to Sauriel.
Nie była pewna, czy się cieszyć, bo przecież nie ufała Rookwoodom za grosz, a Sauriel był wampirem, na litość boską, czy raczej martwić się o przyjaciółkę. Oba te uczucia teraz walczyły w jej duszy o pierwszeństwo, mieszając się ze sobą w różnych proporcjach.
- Sauriel w takim wypadku potwierdza moją teorię - powiedziała powoli, zwracając spojrzenie na Victorię. Miała ochotę wyciągnąć ku niej rękę, ale jak zwykle nie wahała się nad takimi gestami, tak teraz nie była go całkowicie pewna. - Wszyscy Rookwoodowie to nieuleczalni kretyni - dokończyła, wciąż spoglądając na Lestrange. Oczy nawykły jej do mroku już na tyle, że może nie widziała dokładnie jej miny, ale siedziały na tyle blisko siebie, by mogła coś tam dostrzec. No, może Charlie był trochę rozsądniejszy, ale on tak jakby właśnie zmienił nazwisko i został honorowym Longbottomem... Zaraz, to nie świadczyło jednak o rozsądku, to był tylko inny rodzaj szaleństwa. - Naprawdę szkoda, że nie da się zdecydować, że nagle lubi się inną płeć, wiesz? Albo że nie jestem mężczyzną. Wtedy mogłybyśmy stąd razem uciec gdzieś daleko i pewnie obie byłybyśmy dużo szczęśliwe - zażartowała, chociaż był to żart podszyty prawdziwą myślą, że wszystko ostatnio stało się takie trudne. I chyba i dla niej, dla Victorii, na każdym możliwym polu. I bogini z obu postanowiła sobie w paru sprawach zakpić, a mężczyźni byli jedną z nich. Chociaż akurat to, że ktoś nie chciał właściwie Victorii... to było trudne do zrozumienia. Bo Brenna była Brenną, ale Victorii?
Nieuleczalny kretyn, zdecydowanie.
- Chcesz pogadać o tym, co się stało? - spytała po prostu, bo pytanie "co się stało" nie zdawało się jej odpowiednie. Mogłoby rozdrapać ranę, jeszcze pewnie świeżą, skoro do wszystkiego doszło stosunkowo niedawno.
Bo Victoria nie powiedziała wiele, ale kryło się za tym przecież mnóstwo znaczeń. Zwłaszcza, kiedy Brenna miała w pamięci tamtą rozmowę w Zakazanym Lesie - gdy pomyślała, że Lestrange może pierwszy raz w życiu naprawdę wybrała sama, bo może i początkowo zaręczyny narzucili jej rodzice, to nie chciała jej zakończyć. A zakończyć się je najwyraźniej dało, skoro mógł zrobić to Sauriel.
Nie była pewna, czy się cieszyć, bo przecież nie ufała Rookwoodom za grosz, a Sauriel był wampirem, na litość boską, czy raczej martwić się o przyjaciółkę. Oba te uczucia teraz walczyły w jej duszy o pierwszeństwo, mieszając się ze sobą w różnych proporcjach.
- Sauriel w takim wypadku potwierdza moją teorię - powiedziała powoli, zwracając spojrzenie na Victorię. Miała ochotę wyciągnąć ku niej rękę, ale jak zwykle nie wahała się nad takimi gestami, tak teraz nie była go całkowicie pewna. - Wszyscy Rookwoodowie to nieuleczalni kretyni - dokończyła, wciąż spoglądając na Lestrange. Oczy nawykły jej do mroku już na tyle, że może nie widziała dokładnie jej miny, ale siedziały na tyle blisko siebie, by mogła coś tam dostrzec. No, może Charlie był trochę rozsądniejszy, ale on tak jakby właśnie zmienił nazwisko i został honorowym Longbottomem... Zaraz, to nie świadczyło jednak o rozsądku, to był tylko inny rodzaj szaleństwa. - Naprawdę szkoda, że nie da się zdecydować, że nagle lubi się inną płeć, wiesz? Albo że nie jestem mężczyzną. Wtedy mogłybyśmy stąd razem uciec gdzieś daleko i pewnie obie byłybyśmy dużo szczęśliwe - zażartowała, chociaż był to żart podszyty prawdziwą myślą, że wszystko ostatnio stało się takie trudne. I chyba i dla niej, dla Victorii, na każdym możliwym polu. I bogini z obu postanowiła sobie w paru sprawach zakpić, a mężczyźni byli jedną z nich. Chociaż akurat to, że ktoś nie chciał właściwie Victorii... to było trudne do zrozumienia. Bo Brenna była Brenną, ale Victorii?
Nieuleczalny kretyn, zdecydowanie.
- Chcesz pogadać o tym, co się stało? - spytała po prostu, bo pytanie "co się stało" nie zdawało się jej odpowiednie. Mogłoby rozdrapać ranę, jeszcze pewnie świeżą, skoro do wszystkiego doszło stosunkowo niedawno.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.