Philip lubił mieć styczność z silnymi i niezależnymi kobietami, zwłaszcza jeśli dotyczyła ona spędzenia z nimi nocy. Widział, że Pandora była jedną z tych kobiet. Gdyby przyszło co do czego to mógłby się z nią naprawdę dobrze bawić w sypialni. Z nim nie musiałaby się martwić o to, że do końca następnego tygodnia zostałaby jego żoną. Po prostu zabawiliby się i tyle. Co nie znaczy, że byłoby to właściwe przez to, że była córką gospodarzy i przez jego relację z jej bratem, która była co prawda bez zobowiązań, ale jednak była i rozsądnie byłoby nie mieć kochanków w obrębie jednej rodziny. Ludzie mieli jakieś wyobrażenie na jego temat i nie zwykł wyprowadzać ich z błędu. Nie pozwalał sobie na to aby dojrzeli to, co kryło się pod fasadą jego popularności i powierzchowności. Przynajmniej nie w pełni.
— Przeprowadziłem dziesiątki takich rozmów i drugie tyle jeszcze przede mną, wypada mi zapamiętywać strzępki tych wszystkich rozmów aby podczas następnego spotkania z kimś nie zachowywałbym się jakbym widział jego syna czy córkę po raz pierwszy na oczu albo bym mógł uczestniczyć w przerwanej przez zakończenie przyjęcia dyskusji. — Wyznał swojej towarzyszce, krótko przy tym wzdychając. To zdecydowanie mogłoby przyprawić człowieka o ból głowy i czasem po takim bankiecie kończył z bólem głowy, jakby przesadził z ilością wypitego szampana. Podczas zaplanowanych spotkań mógł poprosić o wykaz oficjalnych informacji na czyjś temat. Było to dla niego bardzo wygodne. Jego niezadowolenie na nic nie zdałoby się, nawet jak teraz postępował wbrew sobie. Jest najlepszym szukającym Zjednoczonych z Puddlemere i powinien być szeroko rozpoznawalny, a najlepiej i uwielbiany. Taki już był. Uwielbiał znajdować się w centrum zainteresowania. Nie będzie jednak robić problemów córce gospodarzy tego przyjęcia, będącej w dodatku siostrą Laurenta.
— W Quidditchu każdy znajdzie coś dla siebie. Mój przyjaciel chodzi na mecze obserwować zawodników spadających z mioteł, wydaje się ubolewać nad tym, że jako profesjonaliści robimy to za rzadko. — Zażartował dobrze wiedząc o tym, że Bell nie życzył nikomu źle i nie mówił tego na poważnie. Quidditch to brutalna gra, ale do tego należało podchodzić z dystansem. — Może kiedyś wybierzemy się na konną przejażdżkę. Mugolskie pojazdy mechaniczne? Jestem i niewiele jest osób, które choć raz o mnie nie słyszały. — Zasugerował to aby spędzili trochę czasu w ten sposób, skoro łączy ich wspólna pasja. Zaintrygowała to tym zainteresowaniem pojazdami mechanicznymi, o których on nie miał pojęcia. Potrafił rozpoznać to, że dany pojazd był tym mugolskim, jednak na tym się kończyło. Nie uznawał tego za komplement, gdyż to było dla niego stwierdzenie faktu. Za komplement uznałby coś, co nie byłoby związane z jego pracą i powiązaną z nią popularnością.
— Nie ma lepszych hodowców od Was, Prewettów. Mój ojciec też nabył wierzchowca z hodowli pana Prewetta. — Wydawało się to oczywiste, że jako ktoś, kto ma w swojej skrytce niebotyczne ilości galeonów i zawsze musi mieć wszystko, co najlepsze, zakupi zwierzę z renomowanej, drogiej hodowli niż z podrzędnej i taniej. Chodziło również o dobrostan zwierząt. Profesjonalna hodowla gwarantowała zakup zdrowego i silnego zwierzęcia.
— Jestem przekonany, że właśnie nim byłbym — Odparł z przekonaniem. Prawdopodobnie inaczej na to spoglądałby, gdyby nie cechująca go popularność, która stanowiła istotną część jego jestestwa. Niewykluczone, że wtedy wiódłby mniej ekscytujące życie, wciąż skupione wokół Quidditcha, ale też wokół pracy biurowej w Departamencie Magicznych Gier i Sportów. Nie uszło to jego uwadze, że kobieta spoglądała na zegar. Philip dobrze znał szeroką gamę gestów wykonywanych przez kobiety, którym okazywał swoje zainteresowaniem, uwzględniając je w swoich planach na wieczór. Wolał nie komentować infantylności zawartej w reagowaniu młodzieńczym zawstydzeniem. U niego bardzo trudno było wywołać tego rodzaju emocje. Pojawiający się przy nich kelner przykuł jego uwagę, nie tylko dlatego, że był całkiem przystojny, ale też dlatego, że przyniósł kieliszki szampana i przekąski. Jednego i drugiego zdecydowanie nie odmówi, zwłaszcza z taką rekomendacją.
— Bardzo chętnie. Faktycznie pyszne te babeczki. — Odstawił na tacę swój pusty kieliszek szampana, biorąc z niej pełny. Ściągnął z talerzyka jedną z babeczek, od razu jej próbując. Posłał kelnerowi uśmiech. — Niekiedy dla mnie również. Bycie rozpoznawalnym przez fanów mi nie przeszkadza, jeśli tylko rozumieją, że mam prawo do prywatności. Natomiast dziennikarze nawet nie starają się tego respektować. — Przyznał rację Pandorze, która zdawała się doskonale rozumieć wszystkie blaski i cienie sławy.