Tutaj akurat Hjalmar miał inne podejście. Nie każdy mógł się poszczycić tak doba formą czy wytrzymałością. To też była pewnego rodzaju sztuka... Ale rozumiał też ojca, który chciał mieć wyedukowane dzieci, mogące się pochwalić dobrymi wynikami na świadectwach, a tym bardziej czwórką dzieci po Durmstrangu.
- Może i tak. Może i nie. Nie wiemy tego i już się o tym nie przekonamy. Nic jednak straconego. Nie uważam, abym stracił jakoś dużo z tego czy innego powodu. Podejmowałem w szkole takie decyzje i nie skończyło się źle, a na pewno nie aż tak źle - dodał od siebie - Przynajmniej mogłeś poznać całą kadrę profesorską, a z dyrektorem to już powinieneś być na Ty... Albo jakimś dobrym przyjacielem - szturchnął ojca, aby się trochę rozchmurzył. Powinien był się cieszyć, że miał problem tylko z synem, a nie jeszcze z trzema córkami.
Z tym się zgadzali. Fach w ręce dawał pewną stabilność. Hjalmar zdawał sobie sprawę, że nie będzie mógł decydować za swoje dzieci w przyszłości - te będą musiały zdecydować za siebie. Oczywiście byłby bardzo dumny gdyby chciały kontynuować rodzinną tradycję ale nie widział przeciwności aby wyruszyły w świat, robiły karierę w Ministerstwie, zwiedzały... Aby były po prostu szczęśliwe bo to była jednak najważniejsze w tym wszystkim. A nawet jeżeli nikt z nich by nie kontynuował tego fachu, aby po prostu pamiętały kim są i skąd pochodzą.
- Trochę wiary ojcze. Urodziłeś się z młotkiem w ręku, ja zresztą też. Potrafimy zrobić z metalu cokolwiek byśmy chcieli. Nie ma tego czego byśmy nie byli w stanie zrobić - mówił pewnym głosem - Wiem, wiem. Powtarzałeś mi to nie raz, ani nie dwa nawet. Musi być porządek aby uniknąć niebezpieczeństwa. Żaden z nas by nie chciał aby to wszystko poszło zaraz z dymem - pokiwał głową na zgodę. To by była prawdziwa tragedia - pożar pierwszego dnia pracy.
- Prawda ale ich chyba nigdy nie ciągnęło do kuźni, a ja przecież od dziecka już lubiłem się pokręcić po warsztacie. Coś sobie porobić... Poprzeszkadzać... - zaśmiał się w głos, przypominając sobie to jak podprowadzał ojcowi młot aby go przed nim schować - Do jubilerstwa by się nadawały ale lepiej, że tego nie robią. Spełniają się w innych kryteriach, są zdolne, utalentowane. Jak wszystkie Twoje dzieci ojcze - przypomniał mu gdyby akurat zapomniał - Katla pewnie raz dwa się przeniesie do Ministerstwa w Wielkiej Brytanii. Ma do tego smykałkę - uśmiechnął się pod nosem na sukces siostry.
Islandczyk starał się czyścić piec na najwyższy połysk, a raczej na tyle na ile będzie to wymagane, wszak nie musiało się świecić, a jedynie przeciwdziałać tragediom - Im szybciej tutaj ogarniemy, tym szybciej pójdziemy na piwo także nie ma czasu do stracenia - przyznał znad pieca - Tutaj poukładamy wszystko, naniesiemy trochę węgla i będziemy mogli kończyć. Nie od razu kowalem się zostaje i tym samym nie od razu się urządzą kuźnię - rzekł, mocząc szmatę aby powrócić do dalszego czyszczenia. Lada moment i będzie jak nówka sztuka!