22.10.2023, 19:34 ✶
- To oby ten Stanley cię nie zawiódł - odparłem niezadowolony, że Elaine tak ufa obcym i jeszcze składa im obietnice, że może będzie nas pilnowała? Może była w tym lekka zazdrość, ale... Właściwie oboje mieli rację, że sprawą powinni zająć się odpowiednie osoby, więc dobrze, że ten Stanley tak mówił, bo to mogło oznaczać, że serio się tą sprawą zajmie.
- I nie musisz im niczego zanosić, bo przygotowują wielkie prosię jako wyżerkę. Będą je wieszać nad paleniskiem... Są po występach, więc należy im się - przyznałem, wzruszając ramionami, poza tym jak mieli prosiaka, to ja mogłem mieć całą zupę dla siebie. Prawie dla siebie, bo jeden chętny się napatoczył, zapewne wiedziony zapachami. Na szczęście - bądź nieszczęście - był to Flynn, więc z nim to byłem w stanie podzielić się wszystkim, co tylko miałem. I też zupą Elaine, rzecz jasna, czyli też tym, czego nie miałem na dobra sprawę.
Przegryzłem i połknąłem to, co tam miałem w tej swojej buźce, żeby wskazać łyżką na Flynna i mu właściwie nią pogrozić.
- To nie jest zabawne, Flynn... - odparłem, bo dobrze wiedział, że Elaine nastraszył koleś, właśnie przez okno się dobijając. - Swoją drogą, może chciałabyś jakieś kraty na okna? Może to mało ciepła wizja, ale mogłabyś spać swobodniej, nawet jeśli złapią winnego - dodałem, bo mi to tak przyszło do głowy. Można było nawet wykuć jakieś takie ozdobne by dziewczyna nie czuła się jak w więzieniu, tylko dalej jak w domu. Jakieś kwiatki czy inne listki.
Kiedy Elaine Flynna zaprosiła drzwiami, a nie oknem, to pozwoliłem sobie wyciągnąć nieco nogę by nią odsunąć nieco krzesło. Ot, leniwe zaproszenie kompana do wspólnego jedzenia, niech doceni. Sam doceniałem jego obecność już kolejny rok w cyrku, choć wciąż gdzieś z tyłu głowy miałem obawy, że to któregoś dnia się skończy, że coś zrobię nie tak albo że nic nie zrobię, a on mimo wszystko zniknie i się rozpłynie w powietrzu. Tak jak wtedy, ale to tylko takie moje ciemne scenariusze były, bo nikt nic podobnego nie planował, ale, niestety, każdy miał tu prawo wyboru i mógł w każdym momencie odejść. O tym to też nie powinienem myśleć.
- Wiesz, te kraty to może jakieś zdobione, żeby nie było jak w więzieniu - zasugerowałem, gdyby te wcześniejsze moje słowa brzmiały jednak źle. Cóż, bądź co bądź dowaliłem się dalej do zupy, póki gorąca była i póki w ogóle była, a miałem nadzieję przeogromną na dokładkę, mimo że jeszcze połowy miski nie wyjadłem.
- I nie musisz im niczego zanosić, bo przygotowują wielkie prosię jako wyżerkę. Będą je wieszać nad paleniskiem... Są po występach, więc należy im się - przyznałem, wzruszając ramionami, poza tym jak mieli prosiaka, to ja mogłem mieć całą zupę dla siebie. Prawie dla siebie, bo jeden chętny się napatoczył, zapewne wiedziony zapachami. Na szczęście - bądź nieszczęście - był to Flynn, więc z nim to byłem w stanie podzielić się wszystkim, co tylko miałem. I też zupą Elaine, rzecz jasna, czyli też tym, czego nie miałem na dobra sprawę.
Przegryzłem i połknąłem to, co tam miałem w tej swojej buźce, żeby wskazać łyżką na Flynna i mu właściwie nią pogrozić.
- To nie jest zabawne, Flynn... - odparłem, bo dobrze wiedział, że Elaine nastraszył koleś, właśnie przez okno się dobijając. - Swoją drogą, może chciałabyś jakieś kraty na okna? Może to mało ciepła wizja, ale mogłabyś spać swobodniej, nawet jeśli złapią winnego - dodałem, bo mi to tak przyszło do głowy. Można było nawet wykuć jakieś takie ozdobne by dziewczyna nie czuła się jak w więzieniu, tylko dalej jak w domu. Jakieś kwiatki czy inne listki.
Kiedy Elaine Flynna zaprosiła drzwiami, a nie oknem, to pozwoliłem sobie wyciągnąć nieco nogę by nią odsunąć nieco krzesło. Ot, leniwe zaproszenie kompana do wspólnego jedzenia, niech doceni. Sam doceniałem jego obecność już kolejny rok w cyrku, choć wciąż gdzieś z tyłu głowy miałem obawy, że to któregoś dnia się skończy, że coś zrobię nie tak albo że nic nie zrobię, a on mimo wszystko zniknie i się rozpłynie w powietrzu. Tak jak wtedy, ale to tylko takie moje ciemne scenariusze były, bo nikt nic podobnego nie planował, ale, niestety, każdy miał tu prawo wyboru i mógł w każdym momencie odejść. O tym to też nie powinienem myśleć.
- Wiesz, te kraty to może jakieś zdobione, żeby nie było jak w więzieniu - zasugerowałem, gdyby te wcześniejsze moje słowa brzmiały jednak źle. Cóż, bądź co bądź dowaliłem się dalej do zupy, póki gorąca była i póki w ogóle była, a miałem nadzieję przeogromną na dokładkę, mimo że jeszcze połowy miski nie wyjadłem.