22.10.2023, 20:47 ✶
Nie mogłem uwierzyć, że miałem ją w swoich ramionach, pode mną, taką nieco uwięzioną, ale głównie podnieconą, bo nie wyszarpywała się, wręcz przeciwnie... Nie umykały moim uszom jej piękne jęki, niczym magiczny akompaniament, którego mógłbym słuchać, słuchać i słuchać, a przede wszystkim go wywoływać z jeszcze większą intensywnością, bo to właśnie z powodu mojego dotyku, błądzących palców po jej ciele, a także żarliwych pocałunków, pełnych utęsknienia się on pojawiał, te jęki się pojawiały, westchnienia, przyspieszony oddech i ogólnie ten nasz głód... Taki nienasycony. Mogłem się założyć, że właśnie czułem to samo co ona w równie ogromnym stopniu, bo trwaliśmy spleceni w miłosnym uścisku, ciężko oddychając, a przynajmniej ja ciężko oddychałem. Może nie był aż taki ciężki, bardziej przyspieszony, ale ogólnie roztapiałem się pod naporem jej kobiecego zapachu, zmieszanego z delikatną wonią lawendy.
Przerwałem tylko dlatego że wyszeptała moje imię... Tak pięknie to zrobiła, że usilnie pragnąłem ujrzeć jej twarz. A ja, cóż, byłem zakochany, owładnięty pożądaniem i nadzieją na te lepsze jutro, którego wiedziałem, że nie będzie.
Uśmiechnąłem się, widząc jej roziskrzone oczy, delikatny uśmiech na wargach, zaróżowione policzki. Ach, te pełne usta, te pełne usta zasługiwały na wieczną pieszczotę, więc ponownie ją pocałowałem. Ponownie ten intensywny, głodny sposób, jak gdyby jutra miało nie być i pozostały nam te ostatnie godziny do zachodu słońca.
- Jesteś taka piękna, taka seksowna i... tak mnie kusisz... Tak bardzo chciałbym... - szeptałem, spijając kolejne możliwe słowa, które mogłaby wypowiedzieć, ale nie mówiła, nic nie mówiła, bo ją wciąż obcałowywałem, ale na drobną chwilę przestałem, bo skupiłem się na jej nogach, udach, po których przesunąłem niby to leniwie palcami. Jej sukienka była podwinięta przez to, że na mnie usiadła tak okrakiem, niegrzecznie, jak damie nie przystało, ale była przy tym taka pewna siebie i naturalna... Że na to samo wspomnienie miałem żar w sobie i chęć by brnąć w to dalej, bliżej, namiętniej, głębiej, najgłębiej.
Przesunąłem dłonią wyżej, zahaczając palcem skrawek jej bielizny. Wsunąłem się pod niego dwoma palcami, śledząc jej reakcję, szukając przyzwolenia, pożądania w jej oczach, chęci oddania mi się tu i teraz.
Sam uśmiechałem się zadziornie. Uciekłem, skupiając się tylko i wyłącznie na niej, tu i teraz.
Przerwałem tylko dlatego że wyszeptała moje imię... Tak pięknie to zrobiła, że usilnie pragnąłem ujrzeć jej twarz. A ja, cóż, byłem zakochany, owładnięty pożądaniem i nadzieją na te lepsze jutro, którego wiedziałem, że nie będzie.
Uśmiechnąłem się, widząc jej roziskrzone oczy, delikatny uśmiech na wargach, zaróżowione policzki. Ach, te pełne usta, te pełne usta zasługiwały na wieczną pieszczotę, więc ponownie ją pocałowałem. Ponownie ten intensywny, głodny sposób, jak gdyby jutra miało nie być i pozostały nam te ostatnie godziny do zachodu słońca.
- Jesteś taka piękna, taka seksowna i... tak mnie kusisz... Tak bardzo chciałbym... - szeptałem, spijając kolejne możliwe słowa, które mogłaby wypowiedzieć, ale nie mówiła, nic nie mówiła, bo ją wciąż obcałowywałem, ale na drobną chwilę przestałem, bo skupiłem się na jej nogach, udach, po których przesunąłem niby to leniwie palcami. Jej sukienka była podwinięta przez to, że na mnie usiadła tak okrakiem, niegrzecznie, jak damie nie przystało, ale była przy tym taka pewna siebie i naturalna... Że na to samo wspomnienie miałem żar w sobie i chęć by brnąć w to dalej, bliżej, namiętniej, głębiej, najgłębiej.
Przesunąłem dłonią wyżej, zahaczając palcem skrawek jej bielizny. Wsunąłem się pod niego dwoma palcami, śledząc jej reakcję, szukając przyzwolenia, pożądania w jej oczach, chęci oddania mi się tu i teraz.
Sam uśmiechałem się zadziornie. Uciekłem, skupiając się tylko i wyłącznie na niej, tu i teraz.