Bardzo długo uderzała w drzwi. Bała się, że Lou jej nie otworzy, a potrzebowała go w tym momencie. Nie wiedziała, co innego mogła zrobić w sytuacji, w której się znalazła. Nie miała przecież czasu, żeby teleportować się od jednego do drugiego śmierciożercy, żeby znaleźć tego, który aktualnie ma wolny wieczór. Zresztą nie znała tożsamości wielu z nich, tylko tych sobie najbliższych, z którymi najczęściej współpracowała. To wcale nie ułatwiało jej sprawy. Czuła, że zaczyna tracić grunt pod nogami, a jej sprytny plan wcale nie był taki sprytny. Zaczynała się irytować, była zła na siebie, że nie zdążyła się lepiej przygotować.
Na całe szczęście jednak usłyszała kroki, które oznaczały, że ktoś zbliżał się do drzwi. Usłyszał ją, była uratowana, uda jej się zrealizować swoje plany. Zapomniała jednak, że nie jest sobą. Znaczy była sobą, ale jej wygląd bardzo odbiegał od tego, jak wyglądała na co dzień.
Skorzystała z okazji, kiedy drzwi się uchyliły wsunęła w nie stopę, żeby kuzyn przypadkiem nie zamknął jej ich przed nosem. Najwyżej zmiażdży jej przy okazji stopę. Nie, żeby ją specjalnie cieszyła taka wizja, ale za bardzo nie miała wyboru.
- Lou, nie wiem, z jakimi myszkami się zadajesz, ale na pewno nie jestem jedną z nich. O mnie nie chciałbyś zapomnieć. - Powiedziała nieco zirytowanym tonem. Musieli się spieszyć, mugole czekali na nich w lesie, a nie teraz zastanawiać nad jego gustami.
Skorzystała z okazji i użyła siły swojej nogi, aby nieco szerzej otworzyć drzwi. Wsunęła się do środka i zatrzymała tuż przed Lestrangem. - To ja, twoja słodka kuzynka. - Nie miała pojęcia, czy do każdej z żeńskiej części rodziny się tak zwraca, wierzyła jednak, że zrozumie, że ma do czynienia z kimś innym, a nie z dawną kochanką.
Musiałą mu chyba wyjaśnić po co się tutaj pojawiła. Nie miała pojęcia, czy już jej wierzy, czy nie, ale zaczęła mówić. - To ja, Trixie. - Wydawało jej się, że najbardziej odpowiednio będzie zacząć właśnie od tego. - Potrzebuję pomocy, nie chciałam cię nachodzić, ale nie wiedziałam do kogo innego mogłabym pójść. - W jej głosie było słychać desperację, bo naprawdę zależało jej na tym, żeby wszystko poszło po jej myśli. - To moje alter ego, Rabastan je dla mnie stworzył. - Gdyby miał wątpliwości, dlaczego wyglądała właśnie w ten sposób. Lou powinien wiedzieć o tych nietypowych umiejętnościach swojego kuzyna. Miała nadzieję, że uwierzy w to, że stoi przed nim Bellatrix Black.