22.10.2023, 23:11 ✶
Oj nie, to wcale nie było tak, że Rowle nic nie miał, bo na przeznaczonym na pracę z zielarstwa pergaminie znajdowało się parę ładnych akapitów. Problemem jednak dla niego był fakt, że nie było to absolutnie nic odkrywczego. Nic, co zapewniłoby mu Powyżej Oczekiwań, a przecież na to liczył. Pisanie wypracowań traktował poważnie, a z drugiej strony uważał ich za niezwykle banalną okazję do zdobycia bardzo dobrej oceny z danego przedmiotu. Wystarczyło tylko dokopać się do odpowiednich pozycji w księgozbiorze jakim dysponowała szkoła, albo poprosić rodziców o odpowiedni zakup w jakichś kryzysowych przypadkach. W tym momencie więc zwyczajnie wybrzydzał i kręcił nosem na to, co już miał i w jakiś sposób dochodził do wniosku, że skoro Olivia teraz przed nim stała, to chodziło jej o to samo - o dostanie najlepszej możliwej oceny.
Uśmiechnął się do niej lekko, kiedy zgodziła się na jego pomysł. Nie był kimś, kto za punkt honoru stawiał sobie gromadzenie wiedzy tylko i wyłącznie na własny użytek, więc przyjął jej słowa nawet z zadowoleniem.
- Może liczą na to, że aby napisać tę pracę co niektórzy zdesperowani podejmą się próby wsadzenia ręki do Wnykopieńka. - zażartował, ale zaraz pochylił się nad nią nieco, zniżając głos do konspiracyjnego szeptu. - Powiedz, przeszło ci to przez głowę? - zapytał w taki sposób, że nie było pewności czy sobie właśnie żartuje, czy może jednak jest całkiem poważny. - Bo jeśli tak, to możemy iść do szklarni i spróbować - obdarzył ją rozbawionym, może trochę zaczepnym uśmiechem, jakby chcąc sprawdzić czy faktycznie była gotowa na aż takie poświęcenia.
Jeśli Quirke w jakikolwiek sposób czuła się na szkolnych korytarzach zagubiona, to mogła przynajmniej liczyć na to, że Leviathan nie znał tego uczucia. Przez lata wyrobił sobie krok, który sugerował że czuł się jak u siebie i wcale nie potrzebował do tego oznaki prefekta. Jednocześnie wydawał się też absolutnie rozluźniony, co jakiś czas zerkając do na nią, to na mijane portrety, z jakimś takim zblazowaniem wymalowanym na twarzy.
Chyba dlatego nie spodziewał się, że zaraz złapie go i zaciągnie do kąta, byle dalej od ducha Marty, jej jęczenia i zasięgu wzroku. Akurat oglądał się na jakiś ładny widoczek i nawet samej zjawy nie wyłapał kątem oka. Ba, niekoniecznie nawet usłyszał czyje imię tam sobie pod nosem jego koleżanka jęczy boleściwie, ale posłusznie i bez oporu dał się pochwycić, zawijając za winkiel razem z nią.
Jego twarz wyrażała bezbrzeżne zdziwienie, które zmieniło się na konsternację, kiedy Olivia przytuliła się do ściany między kolumnami, jakby uciekała przed najgorszym wrogiem, albo właśnie objawionym boginem. Niemniej jednak, kiedy odezwała się znowu, nie zastanawiał się długo. Pochylił się nad nią, unosząc jedną rękę i przedramieniem opierając o ścianę, a tym samym zakrywając jej sylwetkę przez zapłakanymi oczami Marty i znajdując się nagle bardzo blisko niej, samemu nie wydając się tym absolutnie skrępowanym.
- Nie mów mi, że się jej boisz - rzucił szeptem, wciąż słysząc gdzieś za kolumnami to irytujące zawodzenie widma. - Co zrobiła, wysadziła łazienkę akurat jak w niej byłaś? - zapytał z pewną dozą rozbawienia, ale też prześmiewczej ironii, wpatrując się w błękitne oczy dziewczyny.
Uśmiechnął się do niej lekko, kiedy zgodziła się na jego pomysł. Nie był kimś, kto za punkt honoru stawiał sobie gromadzenie wiedzy tylko i wyłącznie na własny użytek, więc przyjął jej słowa nawet z zadowoleniem.
- Może liczą na to, że aby napisać tę pracę co niektórzy zdesperowani podejmą się próby wsadzenia ręki do Wnykopieńka. - zażartował, ale zaraz pochylił się nad nią nieco, zniżając głos do konspiracyjnego szeptu. - Powiedz, przeszło ci to przez głowę? - zapytał w taki sposób, że nie było pewności czy sobie właśnie żartuje, czy może jednak jest całkiem poważny. - Bo jeśli tak, to możemy iść do szklarni i spróbować - obdarzył ją rozbawionym, może trochę zaczepnym uśmiechem, jakby chcąc sprawdzić czy faktycznie była gotowa na aż takie poświęcenia.
Jeśli Quirke w jakikolwiek sposób czuła się na szkolnych korytarzach zagubiona, to mogła przynajmniej liczyć na to, że Leviathan nie znał tego uczucia. Przez lata wyrobił sobie krok, który sugerował że czuł się jak u siebie i wcale nie potrzebował do tego oznaki prefekta. Jednocześnie wydawał się też absolutnie rozluźniony, co jakiś czas zerkając do na nią, to na mijane portrety, z jakimś takim zblazowaniem wymalowanym na twarzy.
Chyba dlatego nie spodziewał się, że zaraz złapie go i zaciągnie do kąta, byle dalej od ducha Marty, jej jęczenia i zasięgu wzroku. Akurat oglądał się na jakiś ładny widoczek i nawet samej zjawy nie wyłapał kątem oka. Ba, niekoniecznie nawet usłyszał czyje imię tam sobie pod nosem jego koleżanka jęczy boleściwie, ale posłusznie i bez oporu dał się pochwycić, zawijając za winkiel razem z nią.
Jego twarz wyrażała bezbrzeżne zdziwienie, które zmieniło się na konsternację, kiedy Olivia przytuliła się do ściany między kolumnami, jakby uciekała przed najgorszym wrogiem, albo właśnie objawionym boginem. Niemniej jednak, kiedy odezwała się znowu, nie zastanawiał się długo. Pochylił się nad nią, unosząc jedną rękę i przedramieniem opierając o ścianę, a tym samym zakrywając jej sylwetkę przez zapłakanymi oczami Marty i znajdując się nagle bardzo blisko niej, samemu nie wydając się tym absolutnie skrępowanym.
- Nie mów mi, że się jej boisz - rzucił szeptem, wciąż słysząc gdzieś za kolumnami to irytujące zawodzenie widma. - Co zrobiła, wysadziła łazienkę akurat jak w niej byłaś? - zapytał z pewną dozą rozbawienia, ale też prześmiewczej ironii, wpatrując się w błękitne oczy dziewczyny.