23.10.2023, 00:26 ✶
- A więc to dlatego ci tak na doktorku zależy? Chcesz się w końcu zacząć leczyć? - zagaiła bezczelnie, uśmiechając się jak goblin zawadiaka. Długo jednak na odzew nie zamierzała czekać, bo obawiała się, że Rookwood się w odpowiedzi zamachnie i będzie musiała ją zrozumieć nie dość, że bez słów, to jeszcze z bólem. - Zanim wystartujesz do mnie z łapami - poczęła się reflektować i uniosła dłonie w poddańczym geście. - Żartuję oczywiście, żartuję. Przecież obydwoje wiemy, że eliksiry tutaj nie pomogą. - Nie wytrzymała pozornej powagi ani chwili dłużej i parsknęła paskudnym śmiechem, bo nikt tak dobrze nie bawił się w towarzystwie Maeve jak ona sama. Typiara regularnie śmiała się ze swoich własnych żartów i chyba każdy, kto ją znał nieco lepiej, nie powinien się z tego tytułu wcale dziwić.
- Nie chcę od ciebie buzi, to jak całowanie się z popielniczką - burknęła niepocieszona, odbierając od niego teczkę. Miał rację, mogliby się wymieniać nieuprzejmościami oraz pięściami nawet i tydzień, a i tak wróciliby do punktu wyjścia, jakim było wspólne pakowanie się w kłopoty. Niektóre osoby po prostu były sobie pisane, nawet jeśli nie chodziło tutaj ani o krztę miłości. Mewa po prostu zdecydowała się oddać w ręce losu, bo ten prowadził chętnych za rękę, a niechętnych ciągnął za włosy. Skoro i tak miała się znaleźć tam, gdzie zaplanowali bogowie, to chciała tam dotrzeć o własnych siłach i z resztkami godności.
Otworzyła teczkę, najpierw pobieżnie lustrując zawartość, ale kiedy okazała się bardziej konkretna, niż tego się spodziewała, zaczęła krążyć dookoła. Widać, że była istotnie skupiona na rewelacjach o Panu Zagadce, bo namiętnie obgryzała paznokieć na prawym kciuku, bezwiednie zupełnie i nieświadomie. Treści naprawdę rozjaśniały sprawę i tylko przekonywały Chang w tym, że w sumie to dobrze robią, pozbywając się typa. Ba, doszła do wniosku, że chętnie zrobiłaby to pro bono - mniej więcej w tym momencie, jak przeczytała, że marzyło się gagatkowi przejęcie monopolu nad Nokturnem.
Dobre sobie - pomyślała, wypuszczając powietrze nosem w rozbawieniu. Już widzę, jak zmusza Matkę do ugięcia kolana.
- Kurwi syn - skomentowała wreszcie po przydługiej chwili ciszy, zostawiając wreszcie ten biedny paznokieć w spokoju. Widząc, że wygląda żałośnie, westchnęła zniesmaczona sama sobą, po czym wprawiła metamorfomagię w ruch i naprawiła szkody. Na ten moment. - Skąd w ludziach ostatnio ta skłonność do podążania za fałszywymi prorokami? Przyjdzie jakiś przybłęda na Ścieżki, wystarczy trochę świateł, iluzji i powiedzieć, że Ameryka, i już wszyscy tracą rozum - burknęła, pijąc też trochę do tych wielkich fanów supremacji czystej krwi. Dobra, Maeve też święta nie była, miała mugoli za zdecydowanie gorszych i chętnie widziałaby ich wszystkich w piachu, ale sama należała do tych słynnych mieszańców, którzy się Eldirrowi nie podobali, a jakoś nie czuła się wcale mniej kompetentna od takiego Rookwooda, chociażby. Ba! Zwykle to się czuła nawet lepsza!
- Jasne, że będę się wyśmienicie bawić. To jest jakiś, kurwa, oszołom - odparła, jakby to była oczywistość. - Na dodatek ma grupę wyznawców, którzy pewnie nawet fikołka zrobią, jeśli sobie zażyczy. Ale, do cholery, jak ja mam mówić zagadkami? Na Merlina, przecież wiesz, że moje zagadki ograniczają się do "co leży w trawie i nie dycha?". I nie, odpowiedzią nie jest mugol po spotkaniu z tobą. - Pokręciła głową, naprawdę zaczynając się głowić, jak wiernie oddać charakter kogoś, kto postradał zmysły w dosyć przewidywalny sposób. A może to nie było istotne? Może wystarczy mówić zupełnie bez sensu, a oni są tak zaślepieni, że cokolwiek nie padnie, to wezmą to za objawienie? Trzeba będzie improwizować, jak zwykle zresztą. No cóż, kto umrze, ten umrze, bogowie rozpoznają swoich, a diabli złych nie wezmą.
- Ojejku, moje biedactwo - jęknęła z udawanym współczuciem, po czym wyciągnęła wolną rękę w górę, żeby pogłaskać po włosach Sauriela. - Tylko nie dziura w brzuszku... Do wesela się zagoi - Naburmuszyła policzki, folgując sobie dalej, bo wiedziała, że potrzebuje jej do tej akcji, więc jej rąk przy samej dupie za to nie urwie. Mewa wiedziała, kiedy może sobie pozwolić na zuchwałość. Albo... wiercenie dziury w brzuchu.
- Dobra, szefie. Będzie dobrze, wybadam go, zaproszę do naszego klubu przeciwników kodeksu karnego. Będzie pan zadowolony - oświadczywszy to, strzeliła go otwartą dłonią w ramię w geście otuchy. Uśmiechnęła się przyjaźnie, jak to miała w zwyczaju, kiedy nie miała absolutnie nic złego na myśli. Nawet jeśli czasem robiła sobie z niego jaja, absolutnie nigdy nie chciałaby spierdolić mu roboty. Łączyły ich szemrane interesy, ale byli starymi przyjaciółmi i nie chciała, żeby jego życie potoczyło się nieszczęśliwie z jakiegokolwiek powodu.
- Ostatnia kwestia tylko, zanim pójdę uczyć się tej teczki na pamięć. Czy to nie będzie dziwne, jak Tom nagle zacznie przekonywać Leo, żeby dołączyć do szajki, nad którą mieli przejąć rzekomą kontrolę? Bo tak to będzie wyglądać, jak ukradnę tożsamość Panu Zagadce i zacznę go urabiać. Kurwa, jak ta ksywa głupio brzmi. Ale dobra, bo zbaczam z tematu - potrząsnęła głową, zauważając, że się niepotrzebnie rozprasza własnym pieprzeniem od rzeczy. - Chodzi mi o to, czy O'Dwyer nie będzie podejrzliwy, jak nagle Eldirrowi zmieni się agenda? Nie pomyśli, że typowi już zupełnie peron odjeżdża i ten eliksir na łeb trzeba pakować siłą, najlepiej dożylnie? -
- Nie chcę od ciebie buzi, to jak całowanie się z popielniczką - burknęła niepocieszona, odbierając od niego teczkę. Miał rację, mogliby się wymieniać nieuprzejmościami oraz pięściami nawet i tydzień, a i tak wróciliby do punktu wyjścia, jakim było wspólne pakowanie się w kłopoty. Niektóre osoby po prostu były sobie pisane, nawet jeśli nie chodziło tutaj ani o krztę miłości. Mewa po prostu zdecydowała się oddać w ręce losu, bo ten prowadził chętnych za rękę, a niechętnych ciągnął za włosy. Skoro i tak miała się znaleźć tam, gdzie zaplanowali bogowie, to chciała tam dotrzeć o własnych siłach i z resztkami godności.
Otworzyła teczkę, najpierw pobieżnie lustrując zawartość, ale kiedy okazała się bardziej konkretna, niż tego się spodziewała, zaczęła krążyć dookoła. Widać, że była istotnie skupiona na rewelacjach o Panu Zagadce, bo namiętnie obgryzała paznokieć na prawym kciuku, bezwiednie zupełnie i nieświadomie. Treści naprawdę rozjaśniały sprawę i tylko przekonywały Chang w tym, że w sumie to dobrze robią, pozbywając się typa. Ba, doszła do wniosku, że chętnie zrobiłaby to pro bono - mniej więcej w tym momencie, jak przeczytała, że marzyło się gagatkowi przejęcie monopolu nad Nokturnem.
Dobre sobie - pomyślała, wypuszczając powietrze nosem w rozbawieniu. Już widzę, jak zmusza Matkę do ugięcia kolana.
- Kurwi syn - skomentowała wreszcie po przydługiej chwili ciszy, zostawiając wreszcie ten biedny paznokieć w spokoju. Widząc, że wygląda żałośnie, westchnęła zniesmaczona sama sobą, po czym wprawiła metamorfomagię w ruch i naprawiła szkody. Na ten moment. - Skąd w ludziach ostatnio ta skłonność do podążania za fałszywymi prorokami? Przyjdzie jakiś przybłęda na Ścieżki, wystarczy trochę świateł, iluzji i powiedzieć, że Ameryka, i już wszyscy tracą rozum - burknęła, pijąc też trochę do tych wielkich fanów supremacji czystej krwi. Dobra, Maeve też święta nie była, miała mugoli za zdecydowanie gorszych i chętnie widziałaby ich wszystkich w piachu, ale sama należała do tych słynnych mieszańców, którzy się Eldirrowi nie podobali, a jakoś nie czuła się wcale mniej kompetentna od takiego Rookwooda, chociażby. Ba! Zwykle to się czuła nawet lepsza!
- Jasne, że będę się wyśmienicie bawić. To jest jakiś, kurwa, oszołom - odparła, jakby to była oczywistość. - Na dodatek ma grupę wyznawców, którzy pewnie nawet fikołka zrobią, jeśli sobie zażyczy. Ale, do cholery, jak ja mam mówić zagadkami? Na Merlina, przecież wiesz, że moje zagadki ograniczają się do "co leży w trawie i nie dycha?". I nie, odpowiedzią nie jest mugol po spotkaniu z tobą. - Pokręciła głową, naprawdę zaczynając się głowić, jak wiernie oddać charakter kogoś, kto postradał zmysły w dosyć przewidywalny sposób. A może to nie było istotne? Może wystarczy mówić zupełnie bez sensu, a oni są tak zaślepieni, że cokolwiek nie padnie, to wezmą to za objawienie? Trzeba będzie improwizować, jak zwykle zresztą. No cóż, kto umrze, ten umrze, bogowie rozpoznają swoich, a diabli złych nie wezmą.
- Ojejku, moje biedactwo - jęknęła z udawanym współczuciem, po czym wyciągnęła wolną rękę w górę, żeby pogłaskać po włosach Sauriela. - Tylko nie dziura w brzuszku... Do wesela się zagoi - Naburmuszyła policzki, folgując sobie dalej, bo wiedziała, że potrzebuje jej do tej akcji, więc jej rąk przy samej dupie za to nie urwie. Mewa wiedziała, kiedy może sobie pozwolić na zuchwałość. Albo... wiercenie dziury w brzuchu.
- Dobra, szefie. Będzie dobrze, wybadam go, zaproszę do naszego klubu przeciwników kodeksu karnego. Będzie pan zadowolony - oświadczywszy to, strzeliła go otwartą dłonią w ramię w geście otuchy. Uśmiechnęła się przyjaźnie, jak to miała w zwyczaju, kiedy nie miała absolutnie nic złego na myśli. Nawet jeśli czasem robiła sobie z niego jaja, absolutnie nigdy nie chciałaby spierdolić mu roboty. Łączyły ich szemrane interesy, ale byli starymi przyjaciółmi i nie chciała, żeby jego życie potoczyło się nieszczęśliwie z jakiegokolwiek powodu.
- Ostatnia kwestia tylko, zanim pójdę uczyć się tej teczki na pamięć. Czy to nie będzie dziwne, jak Tom nagle zacznie przekonywać Leo, żeby dołączyć do szajki, nad którą mieli przejąć rzekomą kontrolę? Bo tak to będzie wyglądać, jak ukradnę tożsamość Panu Zagadce i zacznę go urabiać. Kurwa, jak ta ksywa głupio brzmi. Ale dobra, bo zbaczam z tematu - potrząsnęła głową, zauważając, że się niepotrzebnie rozprasza własnym pieprzeniem od rzeczy. - Chodzi mi o to, czy O'Dwyer nie będzie podejrzliwy, jak nagle Eldirrowi zmieni się agenda? Nie pomyśli, że typowi już zupełnie peron odjeżdża i ten eliksir na łeb trzeba pakować siłą, najlepiej dożylnie? -
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —