13.11.2022, 00:01 ✶
Pierwsze Yule, jakiego nie spędzała całkowicie w Wiltshire. Pierwsze Yule z mężem, pierwze Yule w ich wspólnym domu, świeżo uwitym gniazdku. Była z niego na swój sposób dumna, choć brakowało w nim jeszcze podpięcia do sieci Fiuu – niemniej zależało jej na tak szybkiej wyprowadzce z Grimmauld Place, że przymykała oczy na niedoskonałości w jego urządzeniu.
Wszystko, byleby tylko wynieść się jak najdalej od Daphne, której miała naprawdę serdecznie dość. Choć to i tak bardzo delikatnie powiedziane – tarcia nie ustawały, wręcz przeciwnie, zdawały się przybierać na sile, co prędzej czy później musiało doprowadzić do jakiegoś wybuchu. Może i Eunice była „tą najmilszą Malfoyówną”, ale wciąż pozostawała Malfoyem, nawet jeśli od niedawna podpisywała się jako Black.
- Jak ty to robisz? – spytała, zsuwając płaszcz z ramion – Bo owszem, jestem już trochę zmęczona – przyznała, zsuwając z nóg buty, żeby zamienić je na domowe – te wygodniejsze; na dziś już miała jednak dość wysokich obcasów, w których zazwyczaj lubiła chodzić również i wtedy, gdy nie mieli żadnych gości. Dała się jednak poprowadzić do salonu, zamiast zniknąć w swej sypialni, by odespać dwie skądinąd trudne przecież wizyty.
Jednakże to było Yule.
Ich pierwsze Yule.
I miała w tej chwili całkiem niczego sobie humor, choć to pewnie był efekt tej ilości wina, jaką w siebie nie tak dawno wlała. Być może trochę za dużo, ale kto by się tym przejmował? Na pewno nie oni, najwyraźniej.
- Zatańczę – zgodziła się cicho. Może z uwagi na tę nieszczęsną nogę nie był najlepszym pod słońcem tancerzem, ale też niezbyt widziała powody, żeby mu odmawiać. Toteż objęła męża i dostosowała się do jego tempa. I tak się nigdzie im nie spieszyło, prawda? W końcu byli sami, nie musieli zachowywać rytmu melodii oraz innych tancerzy – Żartujesz chyba? – zdziwiła się nielicho. Mogłaby różnymi epitetami określić ten wieczór, ale „dobra zabawa” niekoniecznie do nich należała. No, chyba żeby uwzględnić wino, to może. Może.
- Mimo tego, że ojciec oczywiście musiał marudzić o polityce? – uniosła głowę, spoglądając na Perseusa.
Wszystko, byleby tylko wynieść się jak najdalej od Daphne, której miała naprawdę serdecznie dość. Choć to i tak bardzo delikatnie powiedziane – tarcia nie ustawały, wręcz przeciwnie, zdawały się przybierać na sile, co prędzej czy później musiało doprowadzić do jakiegoś wybuchu. Może i Eunice była „tą najmilszą Malfoyówną”, ale wciąż pozostawała Malfoyem, nawet jeśli od niedawna podpisywała się jako Black.
- Jak ty to robisz? – spytała, zsuwając płaszcz z ramion – Bo owszem, jestem już trochę zmęczona – przyznała, zsuwając z nóg buty, żeby zamienić je na domowe – te wygodniejsze; na dziś już miała jednak dość wysokich obcasów, w których zazwyczaj lubiła chodzić również i wtedy, gdy nie mieli żadnych gości. Dała się jednak poprowadzić do salonu, zamiast zniknąć w swej sypialni, by odespać dwie skądinąd trudne przecież wizyty.
Jednakże to było Yule.
Ich pierwsze Yule.
I miała w tej chwili całkiem niczego sobie humor, choć to pewnie był efekt tej ilości wina, jaką w siebie nie tak dawno wlała. Być może trochę za dużo, ale kto by się tym przejmował? Na pewno nie oni, najwyraźniej.
- Zatańczę – zgodziła się cicho. Może z uwagi na tę nieszczęsną nogę nie był najlepszym pod słońcem tancerzem, ale też niezbyt widziała powody, żeby mu odmawiać. Toteż objęła męża i dostosowała się do jego tempa. I tak się nigdzie im nie spieszyło, prawda? W końcu byli sami, nie musieli zachowywać rytmu melodii oraz innych tancerzy – Żartujesz chyba? – zdziwiła się nielicho. Mogłaby różnymi epitetami określić ten wieczór, ale „dobra zabawa” niekoniecznie do nich należała. No, chyba żeby uwzględnić wino, to może. Może.
- Mimo tego, że ojciec oczywiście musiał marudzić o polityce? – uniosła głowę, spoglądając na Perseusa.
324