Bellatrix nigdy w życiu nie nachodziłaby w nocy żadnego mężczyzny bez konkretnego powodu. Jak widać kuzyn miał w swoim życiu do czynienia z innymi kobietami. Nie ma się co dziwić, był bardzo atrakcyjny, mógł zawrócić w głowie. Nie dziwiło jej wcale jego podejście. Kobiety musiały być rozczarowane jego krótkim zainteresowaniem. Były jednak chyba bardzo głupie, jeśli spodziewały się, że będzie im w stanie dać coś więcej. Miał narzeczoną, z dobrego domu, rozsądne było, że nie chciał dopuszczać do siebie na dłużej żadnej tymczasowej wybranki, jeszcze nie chciałaby się od niego odczepić.
Zupełnie zignorowała jego słowa. Nie była nawet na niego zła, że się na nią wydziera. Rozumiała, czym jest to spowodowane. Musiała jednak działać szybko, nie miała czasu na rozczulanie się i niepotrzebny słowotok. Uśmiech pojawił się na jej twarzy, kiedy usłyszała swoje imię. Czyli jednak, tylko do niej zwracał się w ten sposób, nawet ją to usatysfakcjonowało. Lubiła mieć świadomość, że jest wyjątkowa. - Tak, to ja. - Odprała teraz już spokojniejszym tonem. Widziała, że jej zapewnienia nie wystarczyły. Lou nadal był niepewny tego, czy faktycznie stoi przed nim panna Black. To całkiem rozważne, chociaż w tym wypadku nieco jej to podejście przeszkadzało, bo akurat jej zależało teraz na czasie.
Złapał ją za rękę. Ten dotyk był zupełnie inny od wszystkich znajomych, zimny, ale nie zwyczajnie chłodny, lodowaty, jakby nie było w nim nic z człowieczeństwa, jakby dotykał ją trup z którego uszło całe życie. Słyszała opowieści o tym, że wszedł na drugą stronę. Musiały być one prawdziwe. Pociągnął ją za sobą w głąb mieszkania. Tak bardzo skupiła się na chłodzie jego ciała, że nie zauważyła, że sięga po nóż do listów. Syknęła cicho, kiedy nóż przeciął skórę na jej palcu. Pojawiła się krew. Czarna, jak jej dusza. Ich rodzina została obdarzona tym darem już dawno temu. Nie można jej było pomylić z żadną inną. Rozsądne posunięcie. Mogła tak od razu. - Nie mam czego wybaczać, to całkiem racjonalne, musimy się kryć i pilnować. - W końcu wiele osób chciało się ich pozbyć. Musieli być czujni. Zawsze.
Złożyła sobie ręce na piersi i wpatrywała się dłuższą chwilę w kuzyna. Nareszcie przeszli do konkretów. - Potrzebuję ciebie. - Nikt inny nie mógł jej pomóc, przynajmniej nie znała wśród swoich znajomych popleczników Voldemorta takiej osoby. - Musimy przetransportować mugoli z Doliny w bezpieczne miejsce. - Nie brzmiało to może zbyt dobrze, bo sama chętniej by ich zabiła, dlatego zaczęła wyjaśniać. - Chcą im wyczyścić pamięć, myślę, że mogą nam się jeszcze przydać. Chciałabym, żeby trochę namieszali w ich świecie. Poopowiadali o tym, co widzieli. - Patrzyła uważnie na kuzyna, chciała zobaczyć jego reakcję, miała nadzieję, że jej nie wyśmieje.