Miała szczęście. Może nie do końca szczęście, bo nie dało się zaprzeczyć, że bardzo mocno pracowała nad tym, żeby być pewna tego, że jej ciało idealnie z nią współpracuje. Dbała o nie bardzo mocno, nadal dużo latała, jak widać przynosiło to zamierzone efekty. Udało jej się umknąć przed ścianą, która próbowała ją zabić. Wspaniale.
Nie był to jednak koniec, dźwięki, które im towarzyszyły sugerowały, że raczej dopiero się wszystko zaczynało. Było słychać kolejne elementy, który postanowiły zmienić swoje miejsce. Budynek zaczynał się walić na dobre.
Chłopiec zaczął szlochać, nie ułatwiało to sprawy, bo co właściwie mogła zrobić? Wiedziała, że nie mogą go tu zostawić. Musiała ponownie spróbować do niego dotrzeć, chociaż bała się reakcji, bo przed chwilą zaprezentował im już swoje umiejętności. Zawsze mogło być gorzej, miała jednak nadzieję, że tym razem tak nie będzie, najwyżej znajdą je tutaj pod tymi gruzami, zagrzebane żywcem - jakby to był pierwszy raz w ich życiu.
Jako, że znajdowała się bardzo blisko chłopca nie przestawała się do niego zbliżać. Wstała i szła przed siebie, a gdy dotarła do tego nieszczęśnika nie czekała specjalnie, nie zastanawiała się. Nachyliła się po raz kolejny i przytuliła go do siebie, w zasadzie to objęła, tak jak siedział - skulony. Chciała, żeby poczuł jej ciepło, uścisk zdaniem Wood wiązał się przynajmniej z pozornym bezpieczeństwem, zależało jej na tym, aby jej mu dać. Musiał poczuć się w jej ramionach pewnie.