23.10.2023, 21:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.10.2023, 21:03 przez The Overseer.)
Niejednokrotnie marzyłem o tym, czy to za dnia w trakcie pracy, czy to w nocy, nie mogąc zasnąć, że Flynn był ze mną, że mi pomagał albo dokuczał, albo nie robił nic, ale po prostu był. I to jakby się już spełniało, bo faktycznie tu był, i teraz ja oraz cyrk mieliśmy być pełniejsi, bardziej na miejscu, bardziej swoi. Cichy szept moich słów o tym, że nic z tego nie będzie obijał się z tyłu mojej głowy, powodując niepewności w moim sercu, ale nie chciałem pozwolić im wygrać, szczególnie że on tu serio był i miałem okazję czuć go całym sobą. Tak blisko.
Może w to tak do końca nie wierzyłem? A zdawało się to być takim naturalnym, takim normalnym, choć przecież kompletnie takim nie było. Osiem bitych dni nie odzywaliśmy się do siebie by teraz przerwać to milczenie i się do siebie zbliżyć. Może o tym śniłem? Albo marzyłem? Bałem się i jednocześnie czułem ulgę, że był tu przy mnie, ze mną, tak blisko. Dotykałem go, a on dotykał mnie. Podobało mi się to, te powolne ruchy jego palców na moich plecach sprawiały, że czułem się spokojniejszy, że ten strach zanikał, jakby były słodką obietnicą świetlanej przyszłości, misternym zaklęciem, że wszystko skończy się szczęśliwie, z happy endem. Czułem, że teraz wszystko się zmieni, że będziemy druhami na dobre i na złe, że wszelkie koszmary się skończą i nie będę już podwójną sierotą.
Tylko nie potrafiłem zrozumieć... Flynn wysyłał mi sprzeczne sygnały, z jednej strony pragnąc bliskości, a z drugiej poniżając siebie ile wlezie. Był super facetem, sporo przeszedł, ale to tak jak każdy z nas. To nie oznaczało, że był gorszy, że nie zasługiwał na szczęście. Czy on próbował mnie tym odtrącić? A właściwie sprowokować mnie, bym to ja zrobił ten krok? I potraktował go jak tę szmatę do podłogi, za którą się uważał?
Ale czy szmata do podłogi byłaby tak blisko mnie, przytulałaby się do mnie i całowała mnie w ten sposób? Czy w ogóle by mnie całowała? Czy ja całowałbym ją? I przytulał do siebie, dając jej schronienie przed tym wszystkim, co na zewnątrz i być może częściowo wewnątrz?
Na drobną chwilę wszystko zniknęło, pustka zawitała do mojego umysłu by zaraz wybuchnąć całą paletą myśli. Nie sądziłem, że Flynn mnie pocałuje. Myślałem, że się wycofa ze swoimi planami czy co to tam było. Byłem pewien, że będzie unikał tego, co może się zmienić, a czego nie chciał... Sam już nie wiedziałem, ale uśmiechałem się, kiedy nasze wargi dopadł na powrót chłód powietrza. A to coś znaczyło, wiedziałem, co znaczyło, ale chyba się bałem, nie byłem pewien i... Ty kurwikleszczu.
Patrzyłem mu w oczy, te biedne błyszczące oczy. Zapierały mi dech, czego się nie spodziewałem, tego wszystkiego, nie tak to sobie wyobrażałem, ale z tym było mi jakoś lżej, może nawet lepiej niż mógłbym sobie wymarzyć.
- Polubię cię każdego - odparłem ze ściśniętym gardłem, chcąc go bardziej zapytać o to, czy już mnie nigdy więcej nie zostawi, ale nie mogłem go o to pytać. Nie mogłem zabierać mu wyboru, wolności. Nie zniósłbym tego. - Cieszę się, że tu jesteś. Ale też się zmieniłem i obawiam się, że będę teraz tym, który będzie cię gonił do roboty - stwierdziłem z uśmiechem, o wiele szczerszym i szerszym. Zagryzłem wargę, myśląc o tym pocałunku, o jego ręce na moim udzie, o jego głowie na mojej piersi.
- Chodź tu szmato - powiedziałem zaczepnie, łapiąc go gwałtownie dłonią za podbródek, lekko ścisnąłem, ale tylko dlatego by ponownie go pocałować. Już nie tak niewinnie. Nasza niewinność zniknęła paręnaście, nawet więcej lat temu.
@The Edge
Może w to tak do końca nie wierzyłem? A zdawało się to być takim naturalnym, takim normalnym, choć przecież kompletnie takim nie było. Osiem bitych dni nie odzywaliśmy się do siebie by teraz przerwać to milczenie i się do siebie zbliżyć. Może o tym śniłem? Albo marzyłem? Bałem się i jednocześnie czułem ulgę, że był tu przy mnie, ze mną, tak blisko. Dotykałem go, a on dotykał mnie. Podobało mi się to, te powolne ruchy jego palców na moich plecach sprawiały, że czułem się spokojniejszy, że ten strach zanikał, jakby były słodką obietnicą świetlanej przyszłości, misternym zaklęciem, że wszystko skończy się szczęśliwie, z happy endem. Czułem, że teraz wszystko się zmieni, że będziemy druhami na dobre i na złe, że wszelkie koszmary się skończą i nie będę już podwójną sierotą.
Tylko nie potrafiłem zrozumieć... Flynn wysyłał mi sprzeczne sygnały, z jednej strony pragnąc bliskości, a z drugiej poniżając siebie ile wlezie. Był super facetem, sporo przeszedł, ale to tak jak każdy z nas. To nie oznaczało, że był gorszy, że nie zasługiwał na szczęście. Czy on próbował mnie tym odtrącić? A właściwie sprowokować mnie, bym to ja zrobił ten krok? I potraktował go jak tę szmatę do podłogi, za którą się uważał?
Ale czy szmata do podłogi byłaby tak blisko mnie, przytulałaby się do mnie i całowała mnie w ten sposób? Czy w ogóle by mnie całowała? Czy ja całowałbym ją? I przytulał do siebie, dając jej schronienie przed tym wszystkim, co na zewnątrz i być może częściowo wewnątrz?
Na drobną chwilę wszystko zniknęło, pustka zawitała do mojego umysłu by zaraz wybuchnąć całą paletą myśli. Nie sądziłem, że Flynn mnie pocałuje. Myślałem, że się wycofa ze swoimi planami czy co to tam było. Byłem pewien, że będzie unikał tego, co może się zmienić, a czego nie chciał... Sam już nie wiedziałem, ale uśmiechałem się, kiedy nasze wargi dopadł na powrót chłód powietrza. A to coś znaczyło, wiedziałem, co znaczyło, ale chyba się bałem, nie byłem pewien i... Ty kurwikleszczu.
Patrzyłem mu w oczy, te biedne błyszczące oczy. Zapierały mi dech, czego się nie spodziewałem, tego wszystkiego, nie tak to sobie wyobrażałem, ale z tym było mi jakoś lżej, może nawet lepiej niż mógłbym sobie wymarzyć.
- Polubię cię każdego - odparłem ze ściśniętym gardłem, chcąc go bardziej zapytać o to, czy już mnie nigdy więcej nie zostawi, ale nie mogłem go o to pytać. Nie mogłem zabierać mu wyboru, wolności. Nie zniósłbym tego. - Cieszę się, że tu jesteś. Ale też się zmieniłem i obawiam się, że będę teraz tym, który będzie cię gonił do roboty - stwierdziłem z uśmiechem, o wiele szczerszym i szerszym. Zagryzłem wargę, myśląc o tym pocałunku, o jego ręce na moim udzie, o jego głowie na mojej piersi.
- Chodź tu szmato - powiedziałem zaczepnie, łapiąc go gwałtownie dłonią za podbródek, lekko ścisnąłem, ale tylko dlatego by ponownie go pocałować. Już nie tak niewinnie. Nasza niewinność zniknęła paręnaście, nawet więcej lat temu.
@The Edge