24.10.2023, 01:03 ✶
Czy istniały piękniejsze kobiety od Brenny? Owszem; Maeve uważała się za eksperta w temacie, więc znała się na rzeczy. Nie zmieniało to jednak faktu, że była ładna, nawet z tą rozczochraną czupryną i długim dniu pracy, który malował się cieniem zmęczenia na jej twarzy. Chang takie rzeczy zauważała, nawet wtedy gdy rozmówca próbował je skrzętnie ukryć, bo miała takie zboczenie zawodowe. Oceniała książkę po okładce, bo dobrze odtworzone lico było już połową szarlatańskiego sukcesu. Dzięki tej rozmowie Longbottom wykuła się sama w pamięci metamorfomagini, czy tego chciała, czy nie. Ale Maeve jeszcze za mało o niej wiedziała, by ocenić, czy ta maska się jej kiedyś przyda.
- Zaskakująco wiele, jeśli to ja zapraszam. Ciężko mi się oprzeć - oświadczyła bez żadnego pardonu, ani krzty wstydu. Changówna kipiała pewnością siebie i była święcie przekonana, że jeśli Brenna jej odmówi, to tylko dlatego, że bogowie pokarali ją orientacją w kierunku przeciwnego bieguna. Nie było w głowie Maeve innej opcji, żadnej innej wymówki by nie przyjęła.
Uśmiechnęła się znowu, wciąż zuchwale, ale nieco bardziej enigmatycznie. Jakby chciała, żeby iluzja strojenia sobie żartów zaczęła parować.
Przestępcy tutaj bywali, owszem. Mieszkali tu nawet, a ponadto Brenna właśnie z jednym z nich rozmawiała. Mewa była niepozorna, jej urok osobisty nie kojarzył się z kimś, kto miał krew na rękach, ale miała też wiele innych odsłon, które już na pierwszy rzut oka byłyby do tego zdolne. Diabeł tkwił w szczegółach, w tym zadziornym spojrzeniu, w diabelskim błysku fiołkowych oczu. Podrywając Brennę, zabijała ją w swojej głowie jednocześnie, bo Maeve też głupia nie była i wiedziała, że mogła przyciągnąć swojego do swego. Jeden nieostrożny ruch brygadzistki, nos wsadzony zbyt głęboko w nieswoje sprawy i może się to skończyć dla niej tragicznie. Chang miała wymalowane przed oczyma już kilka sposobów na obwinięcie trującego bluszczu wokół tej ślicznej szyi.
- Nie znam żadnego mężczyzny, który nim nie jest. Konkrety, kochana, konkrety - przypomniała raz jeszcze, nie chcąc marnować ich wspólnego czasu. Brenna jednak szybko przeszła do opisywania blizny i jej właściciela dokładniej, na co Mewa przechyliła głowę, przyjmując pusty wyraz twarzy, a kolor oczu na moment mignął. Prawie jakby gotowała się, do przybrania wyglądu z jej opisu. Powstrzymała się jednak w ostatniej chwili, dochodząc do wniosku, że nie powinna odsłaniać swojego największego asa w rękawie komuś, kogo zupełnie nie zna. Przecież aż tak nie zależało jej, żeby się przed panienką popisać.
- Kupić? Och nie, nie trzeba. Załatwimy to umową in blanco, po prostu będziesz mi dłużna - odparła tonem nieznoszącym sprzeciwu. Uśmiechnęła się przy tym szeroko, ale spojrzenie miała nieprzyjemne; takie, które zostaje na skórze zbyt długo, które czuje się na swoim karku w ciemnej uliczce.
Przerwała je puszczeniem kolejnego oczka. Może spłaci go po prostu przyjemną randką w nieco bardziej cywilizowanej dzielnicy?
- Ble? - Powtórzyła zdziwiona, jak jej się wydawało - dobrze. Nigdy nie słyszała imienia brzmiącego Bre, więc uznała, że usłyszała coś innego. Nie spodziewała się, że Longbottom poda jej swoje prawdziwe imię, nie wyglądała na idiotkę, a tylko idiotka przyszłaby tu samotnie w poszukiwaniu jakiegoś gagatka i jeszcze wyśpiewałaby wszystko jak na spowiedzi. Niemniej mogła się nieco wysilić. Wymyślić jakieś niedorzeczne imię, pseudonim artystyczny. - I to tyle? No hej, ja cię nie okłamałam. Nie pytam cię przecież o nazwisko, tylko o imię. Możesz podać pełne, nie wstydź się. Na pewno jest równie śliczne, co właścicielka - zaczęła drążyć, pochylając się ku niej. Przesunęła swoje ciało po blacie, kładąc na nim prawie cały swój tułów, zaciskając palce na zewnętrznej krawędzi kontuaru. Pozycja nieco niewygodna, ale za to bardzo bliska Brennie. Dziewczyna czegoś od niej chciała, wskazówki, którą tylko ona mogła jej dać. Maeve miała więc prawo zażądać od niej więcej niż minimum wysiłku, choćby dla własnej zabawy. Coś musiała dostać w zamian - Changówna nie była osobą, która wyświadczała przysługi z dobrego serca.
- Zaskakująco wiele, jeśli to ja zapraszam. Ciężko mi się oprzeć - oświadczyła bez żadnego pardonu, ani krzty wstydu. Changówna kipiała pewnością siebie i była święcie przekonana, że jeśli Brenna jej odmówi, to tylko dlatego, że bogowie pokarali ją orientacją w kierunku przeciwnego bieguna. Nie było w głowie Maeve innej opcji, żadnej innej wymówki by nie przyjęła.
Uśmiechnęła się znowu, wciąż zuchwale, ale nieco bardziej enigmatycznie. Jakby chciała, żeby iluzja strojenia sobie żartów zaczęła parować.
Przestępcy tutaj bywali, owszem. Mieszkali tu nawet, a ponadto Brenna właśnie z jednym z nich rozmawiała. Mewa była niepozorna, jej urok osobisty nie kojarzył się z kimś, kto miał krew na rękach, ale miała też wiele innych odsłon, które już na pierwszy rzut oka byłyby do tego zdolne. Diabeł tkwił w szczegółach, w tym zadziornym spojrzeniu, w diabelskim błysku fiołkowych oczu. Podrywając Brennę, zabijała ją w swojej głowie jednocześnie, bo Maeve też głupia nie była i wiedziała, że mogła przyciągnąć swojego do swego. Jeden nieostrożny ruch brygadzistki, nos wsadzony zbyt głęboko w nieswoje sprawy i może się to skończyć dla niej tragicznie. Chang miała wymalowane przed oczyma już kilka sposobów na obwinięcie trującego bluszczu wokół tej ślicznej szyi.
- Nie znam żadnego mężczyzny, który nim nie jest. Konkrety, kochana, konkrety - przypomniała raz jeszcze, nie chcąc marnować ich wspólnego czasu. Brenna jednak szybko przeszła do opisywania blizny i jej właściciela dokładniej, na co Mewa przechyliła głowę, przyjmując pusty wyraz twarzy, a kolor oczu na moment mignął. Prawie jakby gotowała się, do przybrania wyglądu z jej opisu. Powstrzymała się jednak w ostatniej chwili, dochodząc do wniosku, że nie powinna odsłaniać swojego największego asa w rękawie komuś, kogo zupełnie nie zna. Przecież aż tak nie zależało jej, żeby się przed panienką popisać.
- Kupić? Och nie, nie trzeba. Załatwimy to umową in blanco, po prostu będziesz mi dłużna - odparła tonem nieznoszącym sprzeciwu. Uśmiechnęła się przy tym szeroko, ale spojrzenie miała nieprzyjemne; takie, które zostaje na skórze zbyt długo, które czuje się na swoim karku w ciemnej uliczce.
Przerwała je puszczeniem kolejnego oczka. Może spłaci go po prostu przyjemną randką w nieco bardziej cywilizowanej dzielnicy?
- Ble? - Powtórzyła zdziwiona, jak jej się wydawało - dobrze. Nigdy nie słyszała imienia brzmiącego Bre, więc uznała, że usłyszała coś innego. Nie spodziewała się, że Longbottom poda jej swoje prawdziwe imię, nie wyglądała na idiotkę, a tylko idiotka przyszłaby tu samotnie w poszukiwaniu jakiegoś gagatka i jeszcze wyśpiewałaby wszystko jak na spowiedzi. Niemniej mogła się nieco wysilić. Wymyślić jakieś niedorzeczne imię, pseudonim artystyczny. - I to tyle? No hej, ja cię nie okłamałam. Nie pytam cię przecież o nazwisko, tylko o imię. Możesz podać pełne, nie wstydź się. Na pewno jest równie śliczne, co właścicielka - zaczęła drążyć, pochylając się ku niej. Przesunęła swoje ciało po blacie, kładąc na nim prawie cały swój tułów, zaciskając palce na zewnętrznej krawędzi kontuaru. Pozycja nieco niewygodna, ale za to bardzo bliska Brennie. Dziewczyna czegoś od niej chciała, wskazówki, którą tylko ona mogła jej dać. Maeve miała więc prawo zażądać od niej więcej niż minimum wysiłku, choćby dla własnej zabawy. Coś musiała dostać w zamian - Changówna nie była osobą, która wyświadczała przysługi z dobrego serca.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —