24.10.2023, 21:00 ✶
Czułem i widziałem, że oboje tego chcemy, że pragniemy pogrążyć się w słodkim zapomnieniu, popłynąć rzeką pożądania i zapomnieć o całym świecie. Drżała pod moim dotykiem z pragnienia, które trawiło również mnie, intensywnie, nienasycalnie. Byłem świadom, że mogłem w tej chwili zsunąć jej majtki, obcałować uda i bezwstydnie wziąć ją tu i teraz dla siebie już na wieczność. I cholernie tego pragnąłem, jak niczego innego na tym świecie. Chciałem być najważniejszy dla niej tę drobną chwilę, czuć bezbrzeżną miłość emanującą od niej tak, jak to miało miejsce w moich snach, ułudnych marach, ale...
Ale...
Ale...
Nie mogłem jej tego zrobić. Nie mogłem udawać, że nie widziałem tej szczypty obawy w jej spojrzeniu, drobnego zawachania się, odsunięcia. Bała się... Może inaczej - obawiała. Zapewne toczyła walkę w swoich myślach pomiędzy pożądaniem a rozwagą, a ja nie chciałem jej odbierać wyboru, nie chciałem być tym, który wyrwie ją gwałtem, bez pełnego pozwolenia. Poza tym to wszystko, to co... To co teraz miało miejsce było przecież tylko unikiem, ucieczką przed odpowiedzialnością i tym, co przyszykował dla mnie los.
Pocałowałem ją jeszcze raz, nieco przedłużając pocałunek, ale nie wyrywając się do przodu niczym dzikie zwierzę. Już bez pomruków i jęków rozkoszy, tylko prosto, naturalnie, pocałunek na pożegnanie. Uśmiechnąłem się do niej z lekkim przeproszeniem, ale nie powiedziałem nic. Poprawiłem gumkę jej majtek, by wróciła swobodnie na swoje miejsce i odepchnąłem się, odsunąłem od niej. Ale nie wstawałem, nie chcąc na nią patrzeć tak z góry. Położyłem się tuż obok na trawie, na drobną chwilę mając przed sobą błękitne, niemalże bezchmurne niebo... Ale zaraz zasłoniłem ten świat prawą dłonią, przecierając palcami oczy. Potrzebowałem chwili by się uspokoić, nieco zmięknąć tam na dole i zebrać myśli. Serce waliło mi jak oszalałe, ale nie było to jakoś niepokojące. Po prostu odrobina stresu.
Wiedziałem, że mogłem ją mieć, kiedy była taka przygwożdżona do ziemi moim ciałem, ale... To była dobra decyzja. Mąciłem nam w głowach. Tak nie powinno być. Zarówno tak miało być lepiej dla mnie, jak i dla niej. Nie chciałem sprawiać jej dodatkowego bólu. Już wystarczająco cierpieliśmy. Tak. Oboje mieliśmy za dużo na głowie przez te nasze niedopowiedzenia, niezrozumienia, dziwne akcje.
Ale nie mogłem przestać myśleć o jej nogach, takich miękkich i gładkich. Miałem w głowie to uczucie, które czułem, wędrując swoją dłonią wyżej i wyżej, że aż żałowałem, że nie przyjrzałem się tej bieliźnie z bliska. Albo że ją niechcący rozerwałem...? Zębami może jeszcze? Hahaha.
Ale to nie byłoby na miejscu. Ogólnie te moje myśli nie były na miejscu tak bardzo, że się zaśmiałem z siebie, kretyna jednego. Miałem myśleć o czymś, co pozwoli ujść mojemu podnieceniu, a ja jedynie się nakręcałem.
- Wybacz... Musimy chwilę poczekać, bo ponosi mnie wyobraźnia - odparłem nieco zawstydzony, ale też rozbawiony. Najwyraźniej hormony szczęścia w końcu zechciały zostać wyprodukowane przez mój organizm. - Masz bardzo seksowne ciało. Nie mogę przestać o tobie myśleć, jakbyś mi podała jakiś eliksir na miłość... Ale ja również nieźle zawróciłem ci w głowie, skoro żaden facet nie miał u ciebie szans - zauważyłem z satysfakcją, uśmiechając się do samego siebie, tak leniwie. Właściwie to czułem się już zmęczony, ale przyjemnie mi się tu leżało. Nawet położyłem ręce pod swoją głowę i spojrzałem w niebo. Byłem teraz trochę jak chłop, co to przerwę sobie zrobił od pracy na roli, hę? Tak naprawdę, to ciekaw byłem, ilu mogło być tych delikwentów w otoczeniu Aveliny. Ciekawe, czy ktoś wciąż się wokół niej kręcił, mając nadzieję na coś więcej?
Ale...
Ale...
Nie mogłem jej tego zrobić. Nie mogłem udawać, że nie widziałem tej szczypty obawy w jej spojrzeniu, drobnego zawachania się, odsunięcia. Bała się... Może inaczej - obawiała. Zapewne toczyła walkę w swoich myślach pomiędzy pożądaniem a rozwagą, a ja nie chciałem jej odbierać wyboru, nie chciałem być tym, który wyrwie ją gwałtem, bez pełnego pozwolenia. Poza tym to wszystko, to co... To co teraz miało miejsce było przecież tylko unikiem, ucieczką przed odpowiedzialnością i tym, co przyszykował dla mnie los.
Pocałowałem ją jeszcze raz, nieco przedłużając pocałunek, ale nie wyrywając się do przodu niczym dzikie zwierzę. Już bez pomruków i jęków rozkoszy, tylko prosto, naturalnie, pocałunek na pożegnanie. Uśmiechnąłem się do niej z lekkim przeproszeniem, ale nie powiedziałem nic. Poprawiłem gumkę jej majtek, by wróciła swobodnie na swoje miejsce i odepchnąłem się, odsunąłem od niej. Ale nie wstawałem, nie chcąc na nią patrzeć tak z góry. Położyłem się tuż obok na trawie, na drobną chwilę mając przed sobą błękitne, niemalże bezchmurne niebo... Ale zaraz zasłoniłem ten świat prawą dłonią, przecierając palcami oczy. Potrzebowałem chwili by się uspokoić, nieco zmięknąć tam na dole i zebrać myśli. Serce waliło mi jak oszalałe, ale nie było to jakoś niepokojące. Po prostu odrobina stresu.
Wiedziałem, że mogłem ją mieć, kiedy była taka przygwożdżona do ziemi moim ciałem, ale... To była dobra decyzja. Mąciłem nam w głowach. Tak nie powinno być. Zarówno tak miało być lepiej dla mnie, jak i dla niej. Nie chciałem sprawiać jej dodatkowego bólu. Już wystarczająco cierpieliśmy. Tak. Oboje mieliśmy za dużo na głowie przez te nasze niedopowiedzenia, niezrozumienia, dziwne akcje.
Ale nie mogłem przestać myśleć o jej nogach, takich miękkich i gładkich. Miałem w głowie to uczucie, które czułem, wędrując swoją dłonią wyżej i wyżej, że aż żałowałem, że nie przyjrzałem się tej bieliźnie z bliska. Albo że ją niechcący rozerwałem...? Zębami może jeszcze? Hahaha.
Ale to nie byłoby na miejscu. Ogólnie te moje myśli nie były na miejscu tak bardzo, że się zaśmiałem z siebie, kretyna jednego. Miałem myśleć o czymś, co pozwoli ujść mojemu podnieceniu, a ja jedynie się nakręcałem.
- Wybacz... Musimy chwilę poczekać, bo ponosi mnie wyobraźnia - odparłem nieco zawstydzony, ale też rozbawiony. Najwyraźniej hormony szczęścia w końcu zechciały zostać wyprodukowane przez mój organizm. - Masz bardzo seksowne ciało. Nie mogę przestać o tobie myśleć, jakbyś mi podała jakiś eliksir na miłość... Ale ja również nieźle zawróciłem ci w głowie, skoro żaden facet nie miał u ciebie szans - zauważyłem z satysfakcją, uśmiechając się do samego siebie, tak leniwie. Właściwie to czułem się już zmęczony, ale przyjemnie mi się tu leżało. Nawet położyłem ręce pod swoją głowę i spojrzałem w niebo. Byłem teraz trochę jak chłop, co to przerwę sobie zrobił od pracy na roli, hę? Tak naprawdę, to ciekaw byłem, ilu mogło być tych delikwentów w otoczeniu Aveliny. Ciekawe, czy ktoś wciąż się wokół niej kręcił, mając nadzieję na coś więcej?