13.11.2022, 07:32 ✶
Myśli przesiąknięte gorzkim smakiem tytoniu kłębiły się pod blond kosmykami, szargały, zaciągnięte ostrymi hakami przyziemienia, wspomnienia. Zapędzona w kozi róg świadomość nie miała czym się bronić, więc zostawała podtapiana kolejnymi łykami bursztynowego trunku, gdy umysł ulegał regularnemu ruchowi dłoni, a usta dotykały chłodnej szklanki, aby przez przełyk przeszedł ostry i cierpki smak alkoholu.
Bezwzględna gilotyna absolutu przecięła cienką linkę pozwalającą na przepływ gromadzących się powoli w zgaszonym sercu emocji do dzielnie broniącego się umysłu. Alkohol działał odprężająco, miękkie słowa, chociaż wypuszczane przez Erika w dobrej wierze zapalały lampiony odległych krzywd. Ciepło i skumulowane, pijackie oddechy ciasnego pomieszczenia sprawiły, że oparł głowę na dłoni z trudem powstrzymując się, aby nie przymknąć szczypiących oczu. Potrzebował odetchnąć świeżym powietrzem, spojrzeć na pogrążone w ciemności szare i białe cegły imperialnej stolicy, aby przywrócić swojej postawie chłód, do którego przywykła. Ocucić świadomość i instynkt samozachowawczy, ostudzić krzywdy i rozpalone logiczną argumentacją zmysły. Uległ zaledwie podchmieleniu, ciężkości stukotu wspomnień, ale tylko na krótką chwilę, jakby cały świat nagle miał się zatrzymać i ... Przesunął palcami po skroni mierzwiąc odrobinę jasne brwi powróciwszy do swojej wcześniejszej pozycji.
Brzmi jak randka, czyli jesteśmy umówieni?, chciał powiedzieć, ale roześmiał się jedynie do swoich myśli, gdy młoda twarz małżonki stanęła mu przed oczyma, a zaraz za nią przygalopował portret ojca, zawziętego, uśmiechającego się w ten obrzydliwy sposób, który świadczył o wygranej, o tym że zgarnął wszystkie pionki, że szach stał się matem.
- Czyli wystarczy kolacja, abyś już myślał o odkrywaniu kolejnych kart? Strach pomyśleć co by było jakbym zaproponował wspólny, krótki wypad do Portugalii. - kontynuacja żartu przyszła mu naturalnie, a słowa, pomimo nękających umysł myśli, brzmiały wciąż odpowiednio wyważenie, ton głosu pozostał filuternie zaczepny, a gardło odpowiednio zachrypnięte. Automatycznie zaczął się zastanawiać się czym mógłby Erikowi pachnie eliksir miłości, czymś z odległego, acz przyjemnego wspomnienia? Perfumami najbliższej osoby? Nutą natury? Rodzinym domem? A może jabłecznikiem ulubionym napojem? Sam dobrze pamiętał wyrazistą nutę cedru, czarnej herbaty i wypolerowanych drewnianych podłóg, jaką poczuł pierwszy raz, gdy przyszło mu obcować z Amortencją.
Jakby na zawołanie poczuł ciepło przebijających się przez zaciętość oceanicznego powiewu promieni słonecznych, oplecionych w biel lnu; przekierowywanych przez rondo kapelusza; odbijanych od ciemnobeżowych szkieł okularów; zapadających się pomiędzy cienką granicą lenistwa, a odprężenia; rozkwitających w szkle kryształowego kieliszka. Czuł jak z każdą chwilą jego myśli odpływają i to nie dlatego, ze cała rozmowa go nudziła. Ilość alkoholu jaką zdążył w siebie wlać, zanim jeszcze zaczął rozmawiać z Longbottomem nie była wcale mała, a przymus wyłączania emocji w momentach, gdy rozmowa sięgała w regiony o wiele mniej komfortowe dla zmęczonego umysłu był mordęgą. Nie miał zamiaru kapitulować, ścisnął przedziwne fantazje o wakacjach nad Atlantykiem w zaciągnięciu się kolejnym papierosem, którego zdążył odpalić i odgoniwszy zmęczenie powiedział sobie wprost 'ogarnij się' - ironicznie proste, acz działało. W gorszych momentach potrzebował, aby ktoś taki jak Eden postawił go do pionu, a najgorszych, niestety ojciec, ale z tak niewielkimi kwestiami jak podróże myśli po meandrach wspomnień i niespełnionych pragnień sam nauczył się już dawno odcinać stając zdecydowanym krokiem na rurce dostarczającej nadziejom ostatki paliwa.
Fakt, każda z powyższych emocji wzięła go z zaskoczenia. Spodziewał się, że Erik dotrzyma mu towarzystwa, aby skończyć napoczęty drink, nie zakładał, że rzuci się na głęboką wodę mroźnego jeziora nostalgii, którego dno było pogrążone w granacie niedoczekań i rozczarowań. Większość osób zapewne cieszyłaby się ze spotkania przyjaciela z lat szkolnych, w wypadku Elliotta wiązało się to z ogromnym bagażem nigdy nie rozpakowanych emocji z tamtych lat, większość nie dotyczyła samego Longbottoma, ale w stanie nietrzeźwości wszystko przychodziło prościej, zwłaszcza ckliwość myśli. Poniekąd, fakt, że ta sytuacja pozwoliła mu sięgnąć ręką do dogasającego ogniska i odrobinę się poparzyć nie poskutkowało wcale niechęcią, wręcz odwrotnie, ekscytacja i wzrost adrenaliny, jakie poparzenie spowodowało dawało zachętę.
- Nikt tego nie lubi. Są trochę jak wredne dzieciaki w szkole, które karmią się na twojej złości, tyle, że im za to płacą, więc mają powód. - podsumował, ale zaraz pozwolił zmarszczkom w kącikach ust uwydatnić cień uśmiech - Cóż, prasa ma to do siebie, że skupia się na najbardziej ludzkich odruchach, żeruje na nich, bo przecież jak to możliwe, że tak popularna osoba jak sam Erik Longbottom przewraca oczami? To trochę jak te działy z celebrytami opowiadające o tym jak bardzo przykładają się do opieki nad własnymi dziećmi albo, że pomimo kariery aktorskiej wciąż gotują sobie sami śniadania. Tylko pogratulować, sensacja. - sam pozwolił sobie na odrobinę mimiki wywracając oczyma, w odrobine przekory, a zarazem winszując żartobliwemu tonowi całej tej konwersacji - Ups, miejmy nadzieję, że nikt nie zrobił mi zdjęcia. - nie powstrzymał się, bo mimo idealnego kamuflowania przykrej i bolesnej części swoich myśli w opanowywaniu lekkiego podpicia nie był już taki dobry, zwłaszcza, ze nie grzeszył ciężkością swoich gabarytów, więc trunki zdawały się działać nań szybciej i intensywniej. Odchrząknął jednak, balansując na cienkiej linii przyzwoitości, ale zaraz Erik zaczął się kłopotać z wymową słowa, więc przez zostało to przełamane krótkim parsknięciem i padającym po nim szybkim 'wybacz, kontynuuj'. Nie chciał przecież mężczyzny urazić, po prostu pozwolił bardziej ludzkiej reakcji przebić się przez chłodną maskę obojętności i przyzwoitości.
- W takim razie nie jestem odważny. - spoważniał jakby po tej krótkiej chwili śmiechu i przedrzeźniania. Po raz kolejny w sowim życiu uświadomił sobie jak bardzo podporządkowany był ojcowskiej tyranii podążając w życiu za palcem wskazującym byłego Ministra Magii, westchnął krótko - Ale, jeżeli mogę tak powiedzieć w tej kwestii, ty chyba też nie. - dodał odważniej i przymrużył oczy - Pamiętam jeszcze ze szkoły, Brygada Uderzeniowa i kariera w tym kierunku jest raczej tym, co było dla Ciebie odpowiednie. Myślałeś kiedyś o robieniu czegoś innego? - zagaił mimochodem i pozwolił kolejnemu nieprzyjemnemu wspomnieniu wbić się w klatkę piersiową, doskonale pamiętając swoje własne ambicje o dostaniu się na staż Aurorski. Zamiast tego, jego własna bliźniaczka, z czystej złośliwości zrobiła to za niego, gdy ojciec skrzętnie układał plany o karierze w Departamencie Skarbu.
Mimowolnie spojrzał w kierunku baru, gdzie wskazał jego rozmówca.
- Naturalnie, że tak. Trudniejszą sztuką jest nie pozwolenie na to, aby emocje przebiły się przez cienką warstwę półprawdy. - dopowiedział tylko, bo zgadzał się z tym, co powiedział Erik. Wszyscy potrzebowali 'nowej osobowości', jaką traktowali znajomych w pracy czy ludzi na przyjęciach, klientów we własnym biurze czy nieznajomych przechodniów na ulicy Pokątnej. Elliott przez większość wypowiedzi skupiał wzrok na rękach drugiego mężczyzny obserwując jak wnosi i burzy piramidy tak samo zwinnie jak wznosił kolejne emocje w Elliocie i burzył niektóre z postawionych przez niego murów.
Przy kolejnej wypowiedzi znów chciał uciec spojrzeniem, przed czym powstrzymał się biorąc, bardzo nieodpowiedzialnie, kolejny, mały łyk ze szklanki. Cieszył się w tym momencie, że temperatura pomieszczenia w pomieszaniu z alkoholem przyprawiała jego bladą cerę o spore wypieki, bo mógłby przysiąc, ze jego policzki zrobiły się gorące pod naporem kolejnych, pochlebiających słów. Automatycznie poczuł się dziwnie przyjemnie i niekomfortowo. Chciał podważać wypowiadane słowa i robił to w myślach, chociaż przecież zdawał się znać swoją wartość. Przełknął ślinę zabarwioną o resztki posmaku ostrych procentów.
- Obawiam się, że musisz pozwolić mi na oddech pomiędzy tym, a następnym komplementem - zaśmiał się gorzko, a pytanie o kontynuowaniu wybrzmiało mu w głowie dziwnie władczo, kontrolujący w ten przyjemny sposób, który pozwalał zobaczyć, że to nie on był jedyną kontrolującą rozmowę osobą, tak jak zazwyczaj się zdarzało. przyjemnie było stanąć obok kogoś, kto zdawał się być na podobnym poziomie, kto potrafił przyprawić o ... oh, zawrót głowy? To na pewno wina alkoholu.
Nie potrafił podziękować, nie wiedział jak reagować na szczere, miłe słowa, które nie były pochlebstwami mającymi wypowiadającemu załatwić dostęp do lepszej kariery zawodowej lub pozycji społecznej. Nie rozumiał dlaczego Erik obdarzał go tak pozytywnymi słowami po tym jak nie rozmawiali tyle lat, było to dla niego zachowanie kompletnie nowe i nienaturalne, wręcz wprawiające w pewny rodzaj szoku i osłupienia, które, wciąż i tez z czystej samozachowawczości i przyzwyczajenia, maskował nawet w momencie, gdy udało mu się wymusić na wiecznie spiętej powinnością twarzy mimikę zahaczającą o prawdziwą i szczerą radość.
- Pytanie było czy się uważasz, a nie czy jesteś. - wycelował w niego oskarżycielsko palcem, acz w przyjacielskim geście łapiąc za słówko, bo akurat w tej wypowiedzi było ono istotne - Ja uważam, że mógłbyś myśleć o sobie jako o idealiście, czasami nawet nie w pozytywny sposób, czasami w momentach, gdy coś nie poszło po twojej myśli, ale masz wystarczająco oliwy w głowie, aby nie dążyć ślepo do celu, zresztą, pokazałeś to w poprzedniej wypowiedzi na temat Leacha. Idealista o wiele bardziej przyłożyłby się do tego, aby powiedzieć mi dlaczego nie mam racji, a ty w pewnym stopniu zgodziłeś się z moimi uwagami na jego temat. - Malfoy zazwyczaj stronił od wyrażania swojego zdania, od wygłaszania opinii z bardzo prostego powodu - było to niebezpiecznie. Ludzie lubili brać innych pod włos, wykorzystywać słowa jako broń. Nie mógł być pewny, że Longbottom tego nie zrobi, sparaliżowany paranoją umysł Elliotta nie pozwalał mu zaufać nikomu w pełni, ale czasami opierał się na intuicji. Po tym co drugi mężczyzna powiedział blondyn zdążył wywnioskować, że nie jest w najlepszych stosunkach z dziennikarzami, a przynajmniej z ich etosem pracy, więc nie spodziewał się też, że będzie go ciągnął za język, że będzie chciał plotek, a może faktów w temacie odejścia byłego Ministra. Pozostawał jednak czujny, choć tę czujność mogła zaburzać ilość wypitego alkoholu. Elliott był paranoikiem, ale nawet to nie czyniło go istotą idealną - popełnił w życiu tyle błędów, że można by było nimi wybrukowwać Pokątną, a i tak zostałoby na Aleję Horyzontalną. Przynajmniej tak uważał.
- Spaczyli? Oh nie wydaje mi się, jeżeli o to chodzi to już teraz nie powinniśmy o tym rozmawiać, bo moje 'rodzinne spaczenie' wiecznego wspominania Wizengamotu jest tak ogromne, że nawet nie chcesz sobie tego wyobrażać. Aż tak złe zdanie masz na temat prawników? - poniekąd zażartował, bo nawet odrobinę się uśmiechnął, ale w prawdzie takie były fakty. Ojciec wytrenował w domu jego i Eden w taki sposób jakby to u niego musieli zdawać egzamin na adwokata i to w wieku lat 7.
Chęć zachowania dynastii w niezmienionej formie, aby historia nie osądziła danego pokolenia, jako to, które doprowadziło do upadku lub obniżenia statusu w społeczeństwie. Presja pokoleń., słowa te uderzyły w odpowiednie nuty, bo oczy Elliotta pociemniały, gdy przypomniał sobie o tym z jakim rozwścieczeniem ojciec zareagował, gdy widoki na drugą kadencję odebrała mu podrzędna szlama. Satysfakcja jaką młody Malfoy wtedy odczuwał, gdy widział ojca miotającego się, nie potrafiącego pogodzić się z porażką nie równała się z niczym, co przyszło mu wcześniej czuć. Zapragnął podzielić się z Longbottomem tą myślą, ale wiedział, ze nie mógł tego zrobić, byłoby to zbyt podejrzane, stawiało Fortinbrasa w cieniu podejrzeń młodego detektywa, a tak nie mogło się stać. Zamiast tego w pociemniałym jeszcze chwilę temu spojrzeniu pojawiły się podjudzone pozytywnym wspomnieniem ogniki satysfakcji.
- Niestety, zbytnia upartość też może doprowadzić do upadku spowodowanego nie przez kogoś z zewnątrz, a przez daną grupę społeczną. Sami możemy spisać swój los na pergaminie i dodać 'koniec' na samym dole jeżeli będziemy zbyt ślepo patrzeć w zatrważającą ilość przyzwyczajeń i historii, zdaję sobie z tego sprawę, wiem, ale wciąż uważam, że dobrze się stało iż osoba z tak radykalnym pomysłem na zmiany musiała ustąpić ze stanowiska, cokolwiek to spowodowało. Jego działania mogły wzbudzić więcej niezadowolenia, sprzeciwu, zaognić konflikt. Wydaje mi się, że umiejętność zrozumienia wyśrodkowania niektórych poglądów jest bardzo dobre w polityce. - wyraził swoją ostateczną opinię na temat pozbycia się mugolskiego Ministra, ale był bardzo zadowolony ze sposobu w jaki to zrobił.
- Swoją drogą, wiem, że jest to nie na miejscu, aby zapytać, ale czy byłbyś w stanie towarzyszyć mi w drodze do domu? Powinienem był skończyć dwie szklanki temu, fakt, dam radę iść prosto, ale nie wiem czy czuję się pewnie, aby to robić. Trzeba wiedzieć kiedy poprosić o pomoc, aby wyjść z twarzą, nawet jeżeli wyjście oznacza wytoczenie się z baru w środku nocy. - widać było, ze jest mu poniekąd głupio o to pytać, zwłaszcza, że zakładał, iż Erik jest osobą, która takiej prośbie nie odmówi - Zwracam przysługi, a takowa u mnie na pewno Ci się przyda. - dodał, aby poczuć się w tej prośbie trochę lepiej.
Bezwzględna gilotyna absolutu przecięła cienką linkę pozwalającą na przepływ gromadzących się powoli w zgaszonym sercu emocji do dzielnie broniącego się umysłu. Alkohol działał odprężająco, miękkie słowa, chociaż wypuszczane przez Erika w dobrej wierze zapalały lampiony odległych krzywd. Ciepło i skumulowane, pijackie oddechy ciasnego pomieszczenia sprawiły, że oparł głowę na dłoni z trudem powstrzymując się, aby nie przymknąć szczypiących oczu. Potrzebował odetchnąć świeżym powietrzem, spojrzeć na pogrążone w ciemności szare i białe cegły imperialnej stolicy, aby przywrócić swojej postawie chłód, do którego przywykła. Ocucić świadomość i instynkt samozachowawczy, ostudzić krzywdy i rozpalone logiczną argumentacją zmysły. Uległ zaledwie podchmieleniu, ciężkości stukotu wspomnień, ale tylko na krótką chwilę, jakby cały świat nagle miał się zatrzymać i ... Przesunął palcami po skroni mierzwiąc odrobinę jasne brwi powróciwszy do swojej wcześniejszej pozycji.
Brzmi jak randka, czyli jesteśmy umówieni?, chciał powiedzieć, ale roześmiał się jedynie do swoich myśli, gdy młoda twarz małżonki stanęła mu przed oczyma, a zaraz za nią przygalopował portret ojca, zawziętego, uśmiechającego się w ten obrzydliwy sposób, który świadczył o wygranej, o tym że zgarnął wszystkie pionki, że szach stał się matem.
- Czyli wystarczy kolacja, abyś już myślał o odkrywaniu kolejnych kart? Strach pomyśleć co by było jakbym zaproponował wspólny, krótki wypad do Portugalii. - kontynuacja żartu przyszła mu naturalnie, a słowa, pomimo nękających umysł myśli, brzmiały wciąż odpowiednio wyważenie, ton głosu pozostał filuternie zaczepny, a gardło odpowiednio zachrypnięte. Automatycznie zaczął się zastanawiać się czym mógłby Erikowi pachnie eliksir miłości, czymś z odległego, acz przyjemnego wspomnienia? Perfumami najbliższej osoby? Nutą natury? Rodzinym domem? A może jabłecznikiem ulubionym napojem? Sam dobrze pamiętał wyrazistą nutę cedru, czarnej herbaty i wypolerowanych drewnianych podłóg, jaką poczuł pierwszy raz, gdy przyszło mu obcować z Amortencją.
Jakby na zawołanie poczuł ciepło przebijających się przez zaciętość oceanicznego powiewu promieni słonecznych, oplecionych w biel lnu; przekierowywanych przez rondo kapelusza; odbijanych od ciemnobeżowych szkieł okularów; zapadających się pomiędzy cienką granicą lenistwa, a odprężenia; rozkwitających w szkle kryształowego kieliszka. Czuł jak z każdą chwilą jego myśli odpływają i to nie dlatego, ze cała rozmowa go nudziła. Ilość alkoholu jaką zdążył w siebie wlać, zanim jeszcze zaczął rozmawiać z Longbottomem nie była wcale mała, a przymus wyłączania emocji w momentach, gdy rozmowa sięgała w regiony o wiele mniej komfortowe dla zmęczonego umysłu był mordęgą. Nie miał zamiaru kapitulować, ścisnął przedziwne fantazje o wakacjach nad Atlantykiem w zaciągnięciu się kolejnym papierosem, którego zdążył odpalić i odgoniwszy zmęczenie powiedział sobie wprost 'ogarnij się' - ironicznie proste, acz działało. W gorszych momentach potrzebował, aby ktoś taki jak Eden postawił go do pionu, a najgorszych, niestety ojciec, ale z tak niewielkimi kwestiami jak podróże myśli po meandrach wspomnień i niespełnionych pragnień sam nauczył się już dawno odcinać stając zdecydowanym krokiem na rurce dostarczającej nadziejom ostatki paliwa.
Fakt, każda z powyższych emocji wzięła go z zaskoczenia. Spodziewał się, że Erik dotrzyma mu towarzystwa, aby skończyć napoczęty drink, nie zakładał, że rzuci się na głęboką wodę mroźnego jeziora nostalgii, którego dno było pogrążone w granacie niedoczekań i rozczarowań. Większość osób zapewne cieszyłaby się ze spotkania przyjaciela z lat szkolnych, w wypadku Elliotta wiązało się to z ogromnym bagażem nigdy nie rozpakowanych emocji z tamtych lat, większość nie dotyczyła samego Longbottoma, ale w stanie nietrzeźwości wszystko przychodziło prościej, zwłaszcza ckliwość myśli. Poniekąd, fakt, że ta sytuacja pozwoliła mu sięgnąć ręką do dogasającego ogniska i odrobinę się poparzyć nie poskutkowało wcale niechęcią, wręcz odwrotnie, ekscytacja i wzrost adrenaliny, jakie poparzenie spowodowało dawało zachętę.
- Nikt tego nie lubi. Są trochę jak wredne dzieciaki w szkole, które karmią się na twojej złości, tyle, że im za to płacą, więc mają powód. - podsumował, ale zaraz pozwolił zmarszczkom w kącikach ust uwydatnić cień uśmiech - Cóż, prasa ma to do siebie, że skupia się na najbardziej ludzkich odruchach, żeruje na nich, bo przecież jak to możliwe, że tak popularna osoba jak sam Erik Longbottom przewraca oczami? To trochę jak te działy z celebrytami opowiadające o tym jak bardzo przykładają się do opieki nad własnymi dziećmi albo, że pomimo kariery aktorskiej wciąż gotują sobie sami śniadania. Tylko pogratulować, sensacja. - sam pozwolił sobie na odrobinę mimiki wywracając oczyma, w odrobine przekory, a zarazem winszując żartobliwemu tonowi całej tej konwersacji - Ups, miejmy nadzieję, że nikt nie zrobił mi zdjęcia. - nie powstrzymał się, bo mimo idealnego kamuflowania przykrej i bolesnej części swoich myśli w opanowywaniu lekkiego podpicia nie był już taki dobry, zwłaszcza, ze nie grzeszył ciężkością swoich gabarytów, więc trunki zdawały się działać nań szybciej i intensywniej. Odchrząknął jednak, balansując na cienkiej linii przyzwoitości, ale zaraz Erik zaczął się kłopotać z wymową słowa, więc przez zostało to przełamane krótkim parsknięciem i padającym po nim szybkim 'wybacz, kontynuuj'. Nie chciał przecież mężczyzny urazić, po prostu pozwolił bardziej ludzkiej reakcji przebić się przez chłodną maskę obojętności i przyzwoitości.
- W takim razie nie jestem odważny. - spoważniał jakby po tej krótkiej chwili śmiechu i przedrzeźniania. Po raz kolejny w sowim życiu uświadomił sobie jak bardzo podporządkowany był ojcowskiej tyranii podążając w życiu za palcem wskazującym byłego Ministra Magii, westchnął krótko - Ale, jeżeli mogę tak powiedzieć w tej kwestii, ty chyba też nie. - dodał odważniej i przymrużył oczy - Pamiętam jeszcze ze szkoły, Brygada Uderzeniowa i kariera w tym kierunku jest raczej tym, co było dla Ciebie odpowiednie. Myślałeś kiedyś o robieniu czegoś innego? - zagaił mimochodem i pozwolił kolejnemu nieprzyjemnemu wspomnieniu wbić się w klatkę piersiową, doskonale pamiętając swoje własne ambicje o dostaniu się na staż Aurorski. Zamiast tego, jego własna bliźniaczka, z czystej złośliwości zrobiła to za niego, gdy ojciec skrzętnie układał plany o karierze w Departamencie Skarbu.
Mimowolnie spojrzał w kierunku baru, gdzie wskazał jego rozmówca.
- Naturalnie, że tak. Trudniejszą sztuką jest nie pozwolenie na to, aby emocje przebiły się przez cienką warstwę półprawdy. - dopowiedział tylko, bo zgadzał się z tym, co powiedział Erik. Wszyscy potrzebowali 'nowej osobowości', jaką traktowali znajomych w pracy czy ludzi na przyjęciach, klientów we własnym biurze czy nieznajomych przechodniów na ulicy Pokątnej. Elliott przez większość wypowiedzi skupiał wzrok na rękach drugiego mężczyzny obserwując jak wnosi i burzy piramidy tak samo zwinnie jak wznosił kolejne emocje w Elliocie i burzył niektóre z postawionych przez niego murów.
Przy kolejnej wypowiedzi znów chciał uciec spojrzeniem, przed czym powstrzymał się biorąc, bardzo nieodpowiedzialnie, kolejny, mały łyk ze szklanki. Cieszył się w tym momencie, że temperatura pomieszczenia w pomieszaniu z alkoholem przyprawiała jego bladą cerę o spore wypieki, bo mógłby przysiąc, ze jego policzki zrobiły się gorące pod naporem kolejnych, pochlebiających słów. Automatycznie poczuł się dziwnie przyjemnie i niekomfortowo. Chciał podważać wypowiadane słowa i robił to w myślach, chociaż przecież zdawał się znać swoją wartość. Przełknął ślinę zabarwioną o resztki posmaku ostrych procentów.
- Obawiam się, że musisz pozwolić mi na oddech pomiędzy tym, a następnym komplementem - zaśmiał się gorzko, a pytanie o kontynuowaniu wybrzmiało mu w głowie dziwnie władczo, kontrolujący w ten przyjemny sposób, który pozwalał zobaczyć, że to nie on był jedyną kontrolującą rozmowę osobą, tak jak zazwyczaj się zdarzało. przyjemnie było stanąć obok kogoś, kto zdawał się być na podobnym poziomie, kto potrafił przyprawić o ... oh, zawrót głowy? To na pewno wina alkoholu.
Nie potrafił podziękować, nie wiedział jak reagować na szczere, miłe słowa, które nie były pochlebstwami mającymi wypowiadającemu załatwić dostęp do lepszej kariery zawodowej lub pozycji społecznej. Nie rozumiał dlaczego Erik obdarzał go tak pozytywnymi słowami po tym jak nie rozmawiali tyle lat, było to dla niego zachowanie kompletnie nowe i nienaturalne, wręcz wprawiające w pewny rodzaj szoku i osłupienia, które, wciąż i tez z czystej samozachowawczości i przyzwyczajenia, maskował nawet w momencie, gdy udało mu się wymusić na wiecznie spiętej powinnością twarzy mimikę zahaczającą o prawdziwą i szczerą radość.
- Pytanie było czy się uważasz, a nie czy jesteś. - wycelował w niego oskarżycielsko palcem, acz w przyjacielskim geście łapiąc za słówko, bo akurat w tej wypowiedzi było ono istotne - Ja uważam, że mógłbyś myśleć o sobie jako o idealiście, czasami nawet nie w pozytywny sposób, czasami w momentach, gdy coś nie poszło po twojej myśli, ale masz wystarczająco oliwy w głowie, aby nie dążyć ślepo do celu, zresztą, pokazałeś to w poprzedniej wypowiedzi na temat Leacha. Idealista o wiele bardziej przyłożyłby się do tego, aby powiedzieć mi dlaczego nie mam racji, a ty w pewnym stopniu zgodziłeś się z moimi uwagami na jego temat. - Malfoy zazwyczaj stronił od wyrażania swojego zdania, od wygłaszania opinii z bardzo prostego powodu - było to niebezpiecznie. Ludzie lubili brać innych pod włos, wykorzystywać słowa jako broń. Nie mógł być pewny, że Longbottom tego nie zrobi, sparaliżowany paranoją umysł Elliotta nie pozwalał mu zaufać nikomu w pełni, ale czasami opierał się na intuicji. Po tym co drugi mężczyzna powiedział blondyn zdążył wywnioskować, że nie jest w najlepszych stosunkach z dziennikarzami, a przynajmniej z ich etosem pracy, więc nie spodziewał się też, że będzie go ciągnął za język, że będzie chciał plotek, a może faktów w temacie odejścia byłego Ministra. Pozostawał jednak czujny, choć tę czujność mogła zaburzać ilość wypitego alkoholu. Elliott był paranoikiem, ale nawet to nie czyniło go istotą idealną - popełnił w życiu tyle błędów, że można by było nimi wybrukowwać Pokątną, a i tak zostałoby na Aleję Horyzontalną. Przynajmniej tak uważał.
- Spaczyli? Oh nie wydaje mi się, jeżeli o to chodzi to już teraz nie powinniśmy o tym rozmawiać, bo moje 'rodzinne spaczenie' wiecznego wspominania Wizengamotu jest tak ogromne, że nawet nie chcesz sobie tego wyobrażać. Aż tak złe zdanie masz na temat prawników? - poniekąd zażartował, bo nawet odrobinę się uśmiechnął, ale w prawdzie takie były fakty. Ojciec wytrenował w domu jego i Eden w taki sposób jakby to u niego musieli zdawać egzamin na adwokata i to w wieku lat 7.
Chęć zachowania dynastii w niezmienionej formie, aby historia nie osądziła danego pokolenia, jako to, które doprowadziło do upadku lub obniżenia statusu w społeczeństwie. Presja pokoleń., słowa te uderzyły w odpowiednie nuty, bo oczy Elliotta pociemniały, gdy przypomniał sobie o tym z jakim rozwścieczeniem ojciec zareagował, gdy widoki na drugą kadencję odebrała mu podrzędna szlama. Satysfakcja jaką młody Malfoy wtedy odczuwał, gdy widział ojca miotającego się, nie potrafiącego pogodzić się z porażką nie równała się z niczym, co przyszło mu wcześniej czuć. Zapragnął podzielić się z Longbottomem tą myślą, ale wiedział, ze nie mógł tego zrobić, byłoby to zbyt podejrzane, stawiało Fortinbrasa w cieniu podejrzeń młodego detektywa, a tak nie mogło się stać. Zamiast tego w pociemniałym jeszcze chwilę temu spojrzeniu pojawiły się podjudzone pozytywnym wspomnieniem ogniki satysfakcji.
- Niestety, zbytnia upartość też może doprowadzić do upadku spowodowanego nie przez kogoś z zewnątrz, a przez daną grupę społeczną. Sami możemy spisać swój los na pergaminie i dodać 'koniec' na samym dole jeżeli będziemy zbyt ślepo patrzeć w zatrważającą ilość przyzwyczajeń i historii, zdaję sobie z tego sprawę, wiem, ale wciąż uważam, że dobrze się stało iż osoba z tak radykalnym pomysłem na zmiany musiała ustąpić ze stanowiska, cokolwiek to spowodowało. Jego działania mogły wzbudzić więcej niezadowolenia, sprzeciwu, zaognić konflikt. Wydaje mi się, że umiejętność zrozumienia wyśrodkowania niektórych poglądów jest bardzo dobre w polityce. - wyraził swoją ostateczną opinię na temat pozbycia się mugolskiego Ministra, ale był bardzo zadowolony ze sposobu w jaki to zrobił.
- Swoją drogą, wiem, że jest to nie na miejscu, aby zapytać, ale czy byłbyś w stanie towarzyszyć mi w drodze do domu? Powinienem był skończyć dwie szklanki temu, fakt, dam radę iść prosto, ale nie wiem czy czuję się pewnie, aby to robić. Trzeba wiedzieć kiedy poprosić o pomoc, aby wyjść z twarzą, nawet jeżeli wyjście oznacza wytoczenie się z baru w środku nocy. - widać było, ze jest mu poniekąd głupio o to pytać, zwłaszcza, że zakładał, iż Erik jest osobą, która takiej prośbie nie odmówi - Zwracam przysługi, a takowa u mnie na pewno Ci się przyda. - dodał, aby poczuć się w tej prośbie trochę lepiej.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦