25.10.2023, 00:04 ✶
— Pochlebca. — Uśmiechnęła się, dalej oglądając materiał.
Przywykła do komplementów, jednak aż nader często miała do czynienia z pustymi, pięknymi słówkami, które wiele obiecywały, ale nie oferowały zbyt wiele poza tym. W takich sytuacjach zazwyczaj po prostu wymieniała uprzejmości, jednak spotkanie z Laurentem było na tyle nieoczekiwane, że nie do końca wiedziała, jak się zachować. A co należało robić, gdy nie wiedziało się, co powiedzieć? Mówić mniej, ale dobitniej.
— Owszem, oddaję do użytku tylko odzież z wyższej półki — potwierdziła z nutką dumy w głosie. — Jednak każdy potrzebuje w życiu jakiejś odskoczni, prawda? Tylko dlatego, że czytam kryminały, nie znaczy, że nigdy nie sięgnę po reportaż, czyż nie? Można to odnieść również do mody.
Poza tym, dobrze znaną prawdą było to, że ludzie nie lubili się przemęczać i mieli nad wyraz niepokojącą skłonność zwaną lenistwem, która sprawiała, że aż nazbyt często sięgali po to, co akurat mieli pod ręką, zamiast faktycznie przemyśleć swoje decyzje. ”Tak samo jest z mężczyznami, Mercy!”, pomyślała z przekąsem panna Rosier, naśladując ton głosu jednej ze swoich ciotek. Facet mógł na co dzień otaczać się doświadczonymi, kulturalnymi, pięknymi i bystrymi kobietami, a i tak coś mogło skierować jego uwagę na kogoś młodszego i mniej wymagającego. A to wszystko w imię taniej podniety.
— Mam nadzieję, mój drogi, że nigdy nie będziesz zmuszony ubierać się w pierwszej lepszej sieciówce, zamiast w naszym domu mody. — Westchnęła ciężko, przesuwając się nieco na bok, aby mogli w spokoju dotyczyć dyskusję, nie ryzykując potrącenia innych gości. — Zasługujesz na najlepsze, co jest dostępne do rynku. Nawet jeśli ściągnięcie niektórych egzotycznych tkanin jest... czasłochonne.
Delikatnie mówiąc. Merkuria nie miała nic przeciwko temu, aby dostosować się do oczekiwań swoich klientów, jednak nawet jej cierpliwość miała pewne granice. Nigdy jednak nie dawała po sobie znać, że coś jej nie pasowało. Transport niektórych towarów z kontynentu na Wyspy Brytyjskie mógł przyprawiać ją o migreny, ale za nic w świecie nie przyznałaby publicznie do skali tego problemu. Duma jej nie pozwalała, poza tym uznałaby to za słabość. Dla Rosierów nie było rzeczy niemożliwych. Zwłaszcza jeśli chodziło o ubrania.
— Och, a więc to tutaj chodzi? — Jej oczy rozbłysły w zrozumieniu. To wiele wyjaśniało. Prewettowie byli znani śmietance towarzyskiej magicznego Londynu. Ciężko było ich nie kojarzyć. Bądź co bądź, maczali swoje palce w kilku dosyć lukratywnych interesach. — Już myślałam, że szef departamentu planuje rozdać naszej reprezentacji quidditcha kolejną partię medalów. To by wyjaśniało obecność tych panów. — Wskazała na grupę wysokich, barczystych mężczyzn zebranych pod ścianą. — Przysięgam, że przed chwilą był tam jeszcze jeden, tylko dużo mniejszy. Wyglądał jak ten... — Pstryknęła palcami. — Szukający.
Merkuria zmarszczyła nos na kolejne słowa Laurenta. Zamilkła na dłuższą chwilę, pozwalając sobie na przyjrzenie się kolejnym gościom. Po mężczyznach jedynie skakała wzrokiem, ale kobietom poświęcała więcej czasu. W jej mniemaniu moda męska była... prostsza. Szata albo garnitur. Proste. Coraz rzadziej widywało się tradycyjne szaty, które ustępowały mugolskim krojom. Jej ojciec dostawał szewskiej pasji, ilekroć jego klient rezygnował z szykownej szaty wyjściowej na rzecz prostego garnituru. A kobiety... Miały większą wolność w tym, jak się wyrażą poprzez swój strój.
— Widzę kilka sukienek z zeszłego sezonu — poinformowała rzeczowym wzrokiem swego kompana. — Tiary ze sklepów drugiej kategorii. Kilka szat, które z powodzeniem mogłyby wylądować w muzeum. — Wydęła dolną wargę na widok przysadzistej starszej czarownicy we wściekle żółtej sukni, która sprawiała, że wyglądała jak kanarek. Brakowało jej tylko kapelusza z czerwonymi piórami. — A ty? Ktoś ci dzisiaj wpadł w oko?
Zerknęła na niego. Czego by nie powiedzieć o Prewettcie, ten zawsze traktował jej hobby – i obecny zawód – z szacunkiem. Towarzyszył jej, gdy z upiorem maniaka cerowała po raz dziesiąty jedną i tą samą koszulę w Pokoju Wspólnym Slytherinu, aby osiągnąć wymarzony efekt. Poza tym miał swoje własne poczucie stylu i klasę. Wymiana spostrzeżeń mogła im nieco umilić spędzony tu czas.
Przywykła do komplementów, jednak aż nader często miała do czynienia z pustymi, pięknymi słówkami, które wiele obiecywały, ale nie oferowały zbyt wiele poza tym. W takich sytuacjach zazwyczaj po prostu wymieniała uprzejmości, jednak spotkanie z Laurentem było na tyle nieoczekiwane, że nie do końca wiedziała, jak się zachować. A co należało robić, gdy nie wiedziało się, co powiedzieć? Mówić mniej, ale dobitniej.
— Owszem, oddaję do użytku tylko odzież z wyższej półki — potwierdziła z nutką dumy w głosie. — Jednak każdy potrzebuje w życiu jakiejś odskoczni, prawda? Tylko dlatego, że czytam kryminały, nie znaczy, że nigdy nie sięgnę po reportaż, czyż nie? Można to odnieść również do mody.
Poza tym, dobrze znaną prawdą było to, że ludzie nie lubili się przemęczać i mieli nad wyraz niepokojącą skłonność zwaną lenistwem, która sprawiała, że aż nazbyt często sięgali po to, co akurat mieli pod ręką, zamiast faktycznie przemyśleć swoje decyzje. ”Tak samo jest z mężczyznami, Mercy!”, pomyślała z przekąsem panna Rosier, naśladując ton głosu jednej ze swoich ciotek. Facet mógł na co dzień otaczać się doświadczonymi, kulturalnymi, pięknymi i bystrymi kobietami, a i tak coś mogło skierować jego uwagę na kogoś młodszego i mniej wymagającego. A to wszystko w imię taniej podniety.
— Mam nadzieję, mój drogi, że nigdy nie będziesz zmuszony ubierać się w pierwszej lepszej sieciówce, zamiast w naszym domu mody. — Westchnęła ciężko, przesuwając się nieco na bok, aby mogli w spokoju dotyczyć dyskusję, nie ryzykując potrącenia innych gości. — Zasługujesz na najlepsze, co jest dostępne do rynku. Nawet jeśli ściągnięcie niektórych egzotycznych tkanin jest... czasłochonne.
Delikatnie mówiąc. Merkuria nie miała nic przeciwko temu, aby dostosować się do oczekiwań swoich klientów, jednak nawet jej cierpliwość miała pewne granice. Nigdy jednak nie dawała po sobie znać, że coś jej nie pasowało. Transport niektórych towarów z kontynentu na Wyspy Brytyjskie mógł przyprawiać ją o migreny, ale za nic w świecie nie przyznałaby publicznie do skali tego problemu. Duma jej nie pozwalała, poza tym uznałaby to za słabość. Dla Rosierów nie było rzeczy niemożliwych. Zwłaszcza jeśli chodziło o ubrania.
— Och, a więc to tutaj chodzi? — Jej oczy rozbłysły w zrozumieniu. To wiele wyjaśniało. Prewettowie byli znani śmietance towarzyskiej magicznego Londynu. Ciężko było ich nie kojarzyć. Bądź co bądź, maczali swoje palce w kilku dosyć lukratywnych interesach. — Już myślałam, że szef departamentu planuje rozdać naszej reprezentacji quidditcha kolejną partię medalów. To by wyjaśniało obecność tych panów. — Wskazała na grupę wysokich, barczystych mężczyzn zebranych pod ścianą. — Przysięgam, że przed chwilą był tam jeszcze jeden, tylko dużo mniejszy. Wyglądał jak ten... — Pstryknęła palcami. — Szukający.
Merkuria zmarszczyła nos na kolejne słowa Laurenta. Zamilkła na dłuższą chwilę, pozwalając sobie na przyjrzenie się kolejnym gościom. Po mężczyznach jedynie skakała wzrokiem, ale kobietom poświęcała więcej czasu. W jej mniemaniu moda męska była... prostsza. Szata albo garnitur. Proste. Coraz rzadziej widywało się tradycyjne szaty, które ustępowały mugolskim krojom. Jej ojciec dostawał szewskiej pasji, ilekroć jego klient rezygnował z szykownej szaty wyjściowej na rzecz prostego garnituru. A kobiety... Miały większą wolność w tym, jak się wyrażą poprzez swój strój.
— Widzę kilka sukienek z zeszłego sezonu — poinformowała rzeczowym wzrokiem swego kompana. — Tiary ze sklepów drugiej kategorii. Kilka szat, które z powodzeniem mogłyby wylądować w muzeum. — Wydęła dolną wargę na widok przysadzistej starszej czarownicy we wściekle żółtej sukni, która sprawiała, że wyglądała jak kanarek. Brakowało jej tylko kapelusza z czerwonymi piórami. — A ty? Ktoś ci dzisiaj wpadł w oko?
Zerknęła na niego. Czego by nie powiedzieć o Prewettcie, ten zawsze traktował jej hobby – i obecny zawód – z szacunkiem. Towarzyszył jej, gdy z upiorem maniaka cerowała po raz dziesiąty jedną i tą samą koszulę w Pokoju Wspólnym Slytherinu, aby osiągnąć wymarzony efekt. Poza tym miał swoje własne poczucie stylu i klasę. Wymiana spostrzeżeń mogła im nieco umilić spędzony tu czas.