13.11.2022, 08:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.11.2022, 08:42 przez Elliott Malfoy.)
Ciszę zasianą monumentalnością starego zamczyska przerywały raz po raz łapane oddechy i obcasy butów, igrały ze stojącymi wzdłuż korytarzy zbrojami rycerzy i wykrzywionymi gargulcami na zewnętrznych dziedzińcach. Światło księżyca i jaśniejących gwiazd przedzierało się przez strzeliste okna zamku rozświetlając ciemne zakamarki korytarzy i spirali schodów, gdy charakterystyczny chłód i zapach wilgoci ciężko opadał na zmęczone całym dniem ramiona wraz z rozdzierająca ciszą, która przerywali swoją obecnością.
Podążał za Perseusem w skupieniu, nie chcąc, aby zaskoczyli ich patrolujący korytarze Prefekci czy nauczyciele, głównie dlatego jego zazwyczaj stoicki wyraz twarzy wykrzywił się teatralnie w grymasie niezadowolenia, gdy skok przyjaciela nie tylko spowodował, ze tumany kurzu wzbiły się w powietrze migając srebrzyście w łunie nocnego światła z różdżek, ale rozszedł się echem po wysokich sklepieniach korytarza.
- Ciiii - sarknął niezadowolony dołączając do Blacka w paru szybkich krokach; był znacznie mniejszy od niego, więc musiał szybciej ruszać nogami, aby dorównać tempa, poza tym zatrzymywał się co jakiś czas, aby sprawdzić czy wciąż są sami. Ostrożności nigdy za wiele, chociaż mógłby przysiąc, że Percy'ego możliwość zostania przyłapanym tylko popędzała do kolejnych, figlarnie niebezpiecznych skoków. Elliott przygryzł wnętrze policzka - Postradałeś zmysły? Może jeszcze ubierz na siebie jedną z tych idiotycznych zbroi. - wciąż mówił głośnym szeptem - Co z tego, ze nikogo tu nie ma, zaraz może przyjść jak uwidzi ci się skakać jak ta rozjechana żaba, której podobiznę przypomina cały ten gwiazdozbiór. - sarknął, bo daleko mu było do tego Elliotta w garniturze, przedzierajacego się przez korytarze Ministerstwa z gracją i gromiącym spojrzeniem.
Po wizycie w Lecznicy Dusz wolał nie ryzykować i nawet najmniejsze aktywności sprawiające, że krew w żyłach przyspieszała, a adrenalina popędzała oddechy uważał za zbyt niebezpieczne. Nieprzyjemny stukot myśli o spędzonych w ciasnym pokoju nocach mierził umysł, powodował, że włosy stawały dęba, a pewność siebie i chęć do przejścia przez kolejny dzień znikały, prawie że bezpowrotnie. Serce ściskało się na samą myśl, a gula stawała w gardle nie pozwalając wziąć oddechu, gdy ciemność zdawała się pożerać ostatnie okruchy przyjemnych emocji, jakie w sobie nosił, wciągać go w spiralę zwątpienia, gdy trzymał się z całych sił ostatniej deski, która nie utonęła w granacie bezkresnej złudy.
Nie mógł odmówić Blackowi tej przyjemności, chciał z nim spędzić czas, pozwolić wypełnić sobie myśli sentencjami o oddalonych o lata świetlne gwiazdy, delektować się przejęciem, z jakim brunet wypowiadał się na te tematy, czuć jak szczera ekscytacja przepływa z jednego słowa na drugie, zanurzyć się w barwie głosu.
Zatonąwszy w myślach nie zorientował się jako pierwszy, że ktoś nadchodzi, o ironio. Pociągnięty gwałtownie poczuł jak serce przyspiesza rytmu, jak robi mu się gorąco, jak nerwy i adrenalina przejmują kontrolę. Nim się obejrzał byli już w innym pomieszczeniu, a drzwi się za nimi zamknęły. Nie myśląc wiele rzucił na nie zaklęcie, póki kroki wydawały się na tyle oddalone, że wypowiedzenie inkantacji na głos nie było ryzykowne; późniejsze odblokowanie ich alohomorą będzie bardzo proste, a tak może dostaną więcej czasu na ukrycie się, jeżeli patrolująca korytarze osoba postanowi z jakiegoś powodu zaglądnąć do, jak się zorientował, damskiej toalety.
Zmarszczył brwi spoglądając na swojego towarzysza widząc, że ten już otwiera usta, aby wyrzucić z siebie, sam Merlin wie co, prawdopodobnie kolejne okrzyki ekscytacji, znając instynkt samozachowawczy Blacka. Skorzystał z tego, że stali blisko siebie i, że drugi chłopiec trzymał go za nadgarstek, a adrenalina wciąż dyktowała warunki umysłowi, przez co przycisnął Perseusa do ściany swoim ciałem, tak, aby nie było ich widać zza rogu kabin. Zasłonił mu też usta dłonią samemu oddychając ciężko. Idealnie zaczesane blond włosy teraz wymknęły się zza ucha łaskocząc Elliotta w twarz, ale nie ruszył się ani o centymetr patrząc w ciemne oczy, prawdopodobnie teraz przepełnione zaskoczeniem; prawie stykali się nosami, a Malfoy czuł przyspieszone bicie serca drugiego chłopca harmonizujące z jego własnym, chcącym wyrwać się z piersi, gdy nasłuchiwał kroków.
- Chyba po wszystkim. - mruknął wciąż nie ściągając ręki z ust Blacka - Mówiłem żebyś nie skakał. - dodał dość kontrolującym i naglącym tonem dopiero wtedy zabrawszy dłoń.
- Co jest? - zapytał zaraz, bo Percy wpatrywał się w coś za nim - Nie mów mi, że ktoś za mną stoi - jęknął, bo chyba nie zniósłby tego, ze zamknął się w łazience z kimś w środku, prawdopodobnie przeżywającym rozstanie z chłopakiem albo inną chorobę żołądkową. Tylko tego im brakowało.
Podążał za Perseusem w skupieniu, nie chcąc, aby zaskoczyli ich patrolujący korytarze Prefekci czy nauczyciele, głównie dlatego jego zazwyczaj stoicki wyraz twarzy wykrzywił się teatralnie w grymasie niezadowolenia, gdy skok przyjaciela nie tylko spowodował, ze tumany kurzu wzbiły się w powietrze migając srebrzyście w łunie nocnego światła z różdżek, ale rozszedł się echem po wysokich sklepieniach korytarza.
- Ciiii - sarknął niezadowolony dołączając do Blacka w paru szybkich krokach; był znacznie mniejszy od niego, więc musiał szybciej ruszać nogami, aby dorównać tempa, poza tym zatrzymywał się co jakiś czas, aby sprawdzić czy wciąż są sami. Ostrożności nigdy za wiele, chociaż mógłby przysiąc, że Percy'ego możliwość zostania przyłapanym tylko popędzała do kolejnych, figlarnie niebezpiecznych skoków. Elliott przygryzł wnętrze policzka - Postradałeś zmysły? Może jeszcze ubierz na siebie jedną z tych idiotycznych zbroi. - wciąż mówił głośnym szeptem - Co z tego, ze nikogo tu nie ma, zaraz może przyjść jak uwidzi ci się skakać jak ta rozjechana żaba, której podobiznę przypomina cały ten gwiazdozbiór. - sarknął, bo daleko mu było do tego Elliotta w garniturze, przedzierajacego się przez korytarze Ministerstwa z gracją i gromiącym spojrzeniem.
Po wizycie w Lecznicy Dusz wolał nie ryzykować i nawet najmniejsze aktywności sprawiające, że krew w żyłach przyspieszała, a adrenalina popędzała oddechy uważał za zbyt niebezpieczne. Nieprzyjemny stukot myśli o spędzonych w ciasnym pokoju nocach mierził umysł, powodował, że włosy stawały dęba, a pewność siebie i chęć do przejścia przez kolejny dzień znikały, prawie że bezpowrotnie. Serce ściskało się na samą myśl, a gula stawała w gardle nie pozwalając wziąć oddechu, gdy ciemność zdawała się pożerać ostatnie okruchy przyjemnych emocji, jakie w sobie nosił, wciągać go w spiralę zwątpienia, gdy trzymał się z całych sił ostatniej deski, która nie utonęła w granacie bezkresnej złudy.
Nie mógł odmówić Blackowi tej przyjemności, chciał z nim spędzić czas, pozwolić wypełnić sobie myśli sentencjami o oddalonych o lata świetlne gwiazdy, delektować się przejęciem, z jakim brunet wypowiadał się na te tematy, czuć jak szczera ekscytacja przepływa z jednego słowa na drugie, zanurzyć się w barwie głosu.
Zatonąwszy w myślach nie zorientował się jako pierwszy, że ktoś nadchodzi, o ironio. Pociągnięty gwałtownie poczuł jak serce przyspiesza rytmu, jak robi mu się gorąco, jak nerwy i adrenalina przejmują kontrolę. Nim się obejrzał byli już w innym pomieszczeniu, a drzwi się za nimi zamknęły. Nie myśląc wiele rzucił na nie zaklęcie, póki kroki wydawały się na tyle oddalone, że wypowiedzenie inkantacji na głos nie było ryzykowne; późniejsze odblokowanie ich alohomorą będzie bardzo proste, a tak może dostaną więcej czasu na ukrycie się, jeżeli patrolująca korytarze osoba postanowi z jakiegoś powodu zaglądnąć do, jak się zorientował, damskiej toalety.
Zmarszczył brwi spoglądając na swojego towarzysza widząc, że ten już otwiera usta, aby wyrzucić z siebie, sam Merlin wie co, prawdopodobnie kolejne okrzyki ekscytacji, znając instynkt samozachowawczy Blacka. Skorzystał z tego, że stali blisko siebie i, że drugi chłopiec trzymał go za nadgarstek, a adrenalina wciąż dyktowała warunki umysłowi, przez co przycisnął Perseusa do ściany swoim ciałem, tak, aby nie było ich widać zza rogu kabin. Zasłonił mu też usta dłonią samemu oddychając ciężko. Idealnie zaczesane blond włosy teraz wymknęły się zza ucha łaskocząc Elliotta w twarz, ale nie ruszył się ani o centymetr patrząc w ciemne oczy, prawdopodobnie teraz przepełnione zaskoczeniem; prawie stykali się nosami, a Malfoy czuł przyspieszone bicie serca drugiego chłopca harmonizujące z jego własnym, chcącym wyrwać się z piersi, gdy nasłuchiwał kroków.
- Chyba po wszystkim. - mruknął wciąż nie ściągając ręki z ust Blacka - Mówiłem żebyś nie skakał. - dodał dość kontrolującym i naglącym tonem dopiero wtedy zabrawszy dłoń.
- Co jest? - zapytał zaraz, bo Percy wpatrywał się w coś za nim - Nie mów mi, że ktoś za mną stoi - jęknął, bo chyba nie zniósłby tego, ze zamknął się w łazience z kimś w środku, prawdopodobnie przeżywającym rozstanie z chłopakiem albo inną chorobę żołądkową. Tylko tego im brakowało.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦