25.10.2023, 03:00 ✶
Brudzenie sobie rąk bezpośrednio nie było dobre dla jego ścieżki kariery komorniczej, dlatego też czasem korzystał ze swojego wisiorka i talentu zamkniętego w przenikliwym spojrzeniu. Jego przyjaciele wiedzieli, przynajmniej część z nich, a do tego nigdy nie zastosował hipnozy na którymkolwiek z nich, bo byłoby to zwyczajnie niehonorowe. Czasem chciał, owszem, gdy chcieli zrobić coś, co w oczach Antka było głupie lub niebezpieczne, bo to przecież on był impulsywnym klaunem, nie oni. Słuchał swojego brata, ciesząc się kanapą papierosami i towarzystwem. Zerkał czasem na Sauriela, człowieka bardziej doświadczonego, niż on sam, a jednocześnie wyglądającego, jakby wcale nie był zadowolony ze swojego losu. Mógł spróbować zajrzeć mu do głowy, ale tego też nie stosował wobec ludzi, których sobie cenił. Zgodziłby się jednak, że powrót do Hogwartu byłby miłą odmianą od dorosłego życia, w którym coraz więcej obowiązków spływało na ramiona. Jebane dziedziczenie i żona na przymus, a do tego niechęć Brenny do jego osoby i fakt, że Trixie była zaręczona z jakimś Rudolfem lub innym reniferem.
- Nudna? - powtórzył nieco zaskoczony, unosząc brew i zachęcając Rookwooda, aby ten kontynuował. Cóż, nie miał przyjemności nikogo jeszcze zabić, niezależnie czy magią, czy rękoma. Owszem, przyczyniał się do rozwoju wypadków, które owocowały zgonami, ale bezpośrednio nie brał w tym udziału, jedynie wydawał polecenia marionetkom, które podpalały Londyńskie speluny, gdy miał gorszy dzień. Wywołanie zamieszek i trybuny, pozbycie się głowy jakiegoś człowieka.. Cóż, mógł trafić gorzej. - Odwrócenie uwagi to dobra strategia, chociaż obawiam się, że jakikolwiek ogień sprawi, że zaczną się teleportować lub uciekać w popłochu. Łatwo będzie zgubić cel bez uprzedniego przygotowania. Może mogę go spotkać przed meczem? W jakimś pubie, klubie czy na dziwkach? - zapytał, stukając w fajkę tak, że żar spadł do popielniczki. Wydawane przez niego polecenia mogły działać rozciągnięte w czasie, więc otwierało im to kolejną opcję. Mógł też sprawić, że zwyczajnie zapomni, że kiedykolwiek z nim rozmawiał i w głowie będzie miał jakiś bezsensowny powód do tego, co Antek kazałby mu zrobić. - Każdy ma jakieś fetysze, głowy są trochę Borginowe.
Przyznał ostatecznie, posyłając im całkiem rozbawione spojrzenie i charakterystyczny dla siebie, zadziorny uśmiech. Zastanawiał się, czy sięgnąć po drugiego papierosa, ale ostatecznie machnął dłonią, kręcąc się na kanapie. - Nie muszę tam iść, jeśli spotkam go wcześniej, a do tego powiem, żeby o mnie zapomniał. Wtedy dostaniesz swoje trofeum i nie stracisz go z oczu. Te maski nie są zbyt... No wiesz, stylowe.
Wzruszył ramionami z odrobiną niezadowolenia, bo tyle, ile peleryny były całkiem sensowne i praktyczne, tak masek nie znosił, pomimo rozumienia sensu ich zakładania. On nie był jednak śmierciożercą, jeszcze nie miał okazji ich przywdziać. To znaczy, był, ale przecież nieoficjalnym. - To tylko cydr, a trzeba więcej, żeby mnie upić, niż tego.
Wykonał pozycję obronną na karcący wzrok Staszka, a potem zrobił kilka łyków orzeźwiającego trunku, całkiem zadowolony. Odpowiednio kwaśny i odpowiednio schłodzony. Obserwował, jak krążył, stuknął palcami w butelkę. Zaczął tak robić od jakiegoś czasu, zupełnie, jak dziadek, który też tak kręcił się po pokoju, gdy nad czymś rozmyślał. Olśniło go chyba, bo zaczął układać plan. Nie przerywał mu, wbijając w niego spojrzenie, przytakując czasem.
- Może załatwmy świstoklik? - zasugerował, bo kwestia teleportacji i ucieczki, mogła być faktycznie problematyczna. Nie wchodził też w grę jego motor. Na słowa Sauriela, zaklaskał w dłonie. - Pięknie to podsumowałeś.
Stanley wiedział, kogo zabrać. Obydwoje by zrobili wszystko, żeby mu pomóc, nawet jeśli czas, jak ludzie byliby przeciwko temu. Brenna i tak go nie chciała, jaki więc był sens w próbach pozostania dobrze wychowanym i dobrym facetem, skoro patrzyła na niego, jak na zło wcielone i nawet nie chciała z nim rozmawiać. W sumie podobnie jak ojciec. I zupełnie nie rozumiał, co jej zrobił, bo ojca to przecież rozczarował. Zwilżył usta, popijając cydrem.
Tak słuchał, przyglądał się — kurwa, obydwoje byli chyba doświadczeni w tym, co mieli zrobić. Mimowolnie przeniósł wzrok na swoją rękę, nie miał mrocznego znaku, oni już tak. Ostatecznie Antek sięgnął po następnego papierosa. - Zawsze mnie zaskakiwać będzie ten Twój ukryty rozsądek. Dobre spostrzeżenie z tym kominkiem.
- Nudna? - powtórzył nieco zaskoczony, unosząc brew i zachęcając Rookwooda, aby ten kontynuował. Cóż, nie miał przyjemności nikogo jeszcze zabić, niezależnie czy magią, czy rękoma. Owszem, przyczyniał się do rozwoju wypadków, które owocowały zgonami, ale bezpośrednio nie brał w tym udziału, jedynie wydawał polecenia marionetkom, które podpalały Londyńskie speluny, gdy miał gorszy dzień. Wywołanie zamieszek i trybuny, pozbycie się głowy jakiegoś człowieka.. Cóż, mógł trafić gorzej. - Odwrócenie uwagi to dobra strategia, chociaż obawiam się, że jakikolwiek ogień sprawi, że zaczną się teleportować lub uciekać w popłochu. Łatwo będzie zgubić cel bez uprzedniego przygotowania. Może mogę go spotkać przed meczem? W jakimś pubie, klubie czy na dziwkach? - zapytał, stukając w fajkę tak, że żar spadł do popielniczki. Wydawane przez niego polecenia mogły działać rozciągnięte w czasie, więc otwierało im to kolejną opcję. Mógł też sprawić, że zwyczajnie zapomni, że kiedykolwiek z nim rozmawiał i w głowie będzie miał jakiś bezsensowny powód do tego, co Antek kazałby mu zrobić. - Każdy ma jakieś fetysze, głowy są trochę Borginowe.
Przyznał ostatecznie, posyłając im całkiem rozbawione spojrzenie i charakterystyczny dla siebie, zadziorny uśmiech. Zastanawiał się, czy sięgnąć po drugiego papierosa, ale ostatecznie machnął dłonią, kręcąc się na kanapie. - Nie muszę tam iść, jeśli spotkam go wcześniej, a do tego powiem, żeby o mnie zapomniał. Wtedy dostaniesz swoje trofeum i nie stracisz go z oczu. Te maski nie są zbyt... No wiesz, stylowe.
Wzruszył ramionami z odrobiną niezadowolenia, bo tyle, ile peleryny były całkiem sensowne i praktyczne, tak masek nie znosił, pomimo rozumienia sensu ich zakładania. On nie był jednak śmierciożercą, jeszcze nie miał okazji ich przywdziać. To znaczy, był, ale przecież nieoficjalnym. - To tylko cydr, a trzeba więcej, żeby mnie upić, niż tego.
Wykonał pozycję obronną na karcący wzrok Staszka, a potem zrobił kilka łyków orzeźwiającego trunku, całkiem zadowolony. Odpowiednio kwaśny i odpowiednio schłodzony. Obserwował, jak krążył, stuknął palcami w butelkę. Zaczął tak robić od jakiegoś czasu, zupełnie, jak dziadek, który też tak kręcił się po pokoju, gdy nad czymś rozmyślał. Olśniło go chyba, bo zaczął układać plan. Nie przerywał mu, wbijając w niego spojrzenie, przytakując czasem.
- Może załatwmy świstoklik? - zasugerował, bo kwestia teleportacji i ucieczki, mogła być faktycznie problematyczna. Nie wchodził też w grę jego motor. Na słowa Sauriela, zaklaskał w dłonie. - Pięknie to podsumowałeś.
Stanley wiedział, kogo zabrać. Obydwoje by zrobili wszystko, żeby mu pomóc, nawet jeśli czas, jak ludzie byliby przeciwko temu. Brenna i tak go nie chciała, jaki więc był sens w próbach pozostania dobrze wychowanym i dobrym facetem, skoro patrzyła na niego, jak na zło wcielone i nawet nie chciała z nim rozmawiać. W sumie podobnie jak ojciec. I zupełnie nie rozumiał, co jej zrobił, bo ojca to przecież rozczarował. Zwilżył usta, popijając cydrem.
Tak słuchał, przyglądał się — kurwa, obydwoje byli chyba doświadczeni w tym, co mieli zrobić. Mimowolnie przeniósł wzrok na swoją rękę, nie miał mrocznego znaku, oni już tak. Ostatecznie Antek sięgnął po następnego papierosa. - Zawsze mnie zaskakiwać będzie ten Twój ukryty rozsądek. Dobre spostrzeżenie z tym kominkiem.