13.11.2022, 10:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.11.2022, 18:29 przez Castiel Flint.)
Burgund przyciągnął jego wzrok bardziej niż wysoko uniesiony podbródek kobiety. Z niewyjaśnionej przyczyny ten kolor go speszył co zdradził pospieszny ruch oczu uciekających od szeleszczącej gładko sukni. Coś w nim drgnęło, to pytanie dlaczego ubrała się tak elegancko, nie informując uprzednio, że tego oczekuje. Niezbadane są ścieżki jej myślenia. Z tego co słyszał to jest tak nieprzewidywalna jak i piękna.
- Wyglądasz zjawiskowo, Loretto. Jak zawsze. - wysilił się na powitalny komplement, doskonale wiedząc, że to mile połechta jej ego. W jego ocenie prezentowała się odrobinę zbyt zjawiskowo, a to rodziło w nim coraz więcej pytań. Bez chwili zwłoki weszli do kawiarni gdzie po krótkiej wymianie informacji zostali skierowani do odpowiedniego stolika. Nie zastanawiał się nad tym co robi kiedy odsuwał dla niej krzesło i czekał aż usiądzie. Wpojone silnie maniery stały się dlań naturalne niczym rześki oddech o poranku. Zsunął kaptur z głowy i wysłał okrycie do stojaka, zauważając kątem oka, że pogoda za oknem stawała się coraz przyjemniejsza. Gdyby był odważnym romantykiem (i gdyby Loretta nie posiadała dosyć porywczego narzeczonego) to podziękowałby jej za rozpogodzenie dnia. Nie chciał jednak karmić jej komplementami bo jednak co za dużo to niezdrowo. Po zajęciu miejsca uniósł lekko jasną brew na widok papierośnicy skierowanej w jego stronę. Nim zdołał wypowiedzieć choć jedno słowo to kobieta bezpardonowo rozpaliła papierosa, którego z jakiejś przyczyny trzymał między palcami. Miał uśmiechnąć się lecz w połowie wędrówki kącika ust usłyszał jej słowa. Mogła poczuć na sobie uważne spojrzenie poważnego człowieka.
- Trafiłaś zatem pod zły adres. - akcentując swoją oschłą odpowiedź zmiażdżył końcówkę rozżarzonego papierosa o popielniczkę. Rozumiał poniekąd jej zachwyt władania nad innymi ludźmi, zachłyśnięcie się popularnością, reakcją świata na swój widok ale wolał regularnie uprzedzać ją, że nie z nim te numery. Może go testowała? Trudno stwierdzić. Za wachlarzem tych rzęs kryło się tysiące myśli i nie potrafił żadnej odgadnąć. Złożył zamówienie, uprzednio ustępując pierwszeństwa kobiecie w wybraniu dla siebie napoju. Nie spojrzał na kelnera nawet na pół sekundy bo jego uwagę przykuwała Loretta. Ta jej poza... wszystko się tutaj gryzło i wpędzało w dezorientację.
- Udajmy, że nie mówiłaś tego, co przed chwilą powiedziałaś. Zdradź mi zatem czemu zawdzięczam tak zjawiskową kreację w moim skromnym towarzystwie. - przelotnie przesunął wzrokiem po tym hipnotyzującym burgundzie. Na brodę Merlina, dlaczego tak łatwo przychodzi mu skupić się na czarnomagicznym przedmiocie, a przy kolorze tej sukni jest to znacznie cięższe?
- Wyglądasz zjawiskowo, Loretto. Jak zawsze. - wysilił się na powitalny komplement, doskonale wiedząc, że to mile połechta jej ego. W jego ocenie prezentowała się odrobinę zbyt zjawiskowo, a to rodziło w nim coraz więcej pytań. Bez chwili zwłoki weszli do kawiarni gdzie po krótkiej wymianie informacji zostali skierowani do odpowiedniego stolika. Nie zastanawiał się nad tym co robi kiedy odsuwał dla niej krzesło i czekał aż usiądzie. Wpojone silnie maniery stały się dlań naturalne niczym rześki oddech o poranku. Zsunął kaptur z głowy i wysłał okrycie do stojaka, zauważając kątem oka, że pogoda za oknem stawała się coraz przyjemniejsza. Gdyby był odważnym romantykiem (i gdyby Loretta nie posiadała dosyć porywczego narzeczonego) to podziękowałby jej za rozpogodzenie dnia. Nie chciał jednak karmić jej komplementami bo jednak co za dużo to niezdrowo. Po zajęciu miejsca uniósł lekko jasną brew na widok papierośnicy skierowanej w jego stronę. Nim zdołał wypowiedzieć choć jedno słowo to kobieta bezpardonowo rozpaliła papierosa, którego z jakiejś przyczyny trzymał między palcami. Miał uśmiechnąć się lecz w połowie wędrówki kącika ust usłyszał jej słowa. Mogła poczuć na sobie uważne spojrzenie poważnego człowieka.
- Trafiłaś zatem pod zły adres. - akcentując swoją oschłą odpowiedź zmiażdżył końcówkę rozżarzonego papierosa o popielniczkę. Rozumiał poniekąd jej zachwyt władania nad innymi ludźmi, zachłyśnięcie się popularnością, reakcją świata na swój widok ale wolał regularnie uprzedzać ją, że nie z nim te numery. Może go testowała? Trudno stwierdzić. Za wachlarzem tych rzęs kryło się tysiące myśli i nie potrafił żadnej odgadnąć. Złożył zamówienie, uprzednio ustępując pierwszeństwa kobiecie w wybraniu dla siebie napoju. Nie spojrzał na kelnera nawet na pół sekundy bo jego uwagę przykuwała Loretta. Ta jej poza... wszystko się tutaj gryzło i wpędzało w dezorientację.
- Udajmy, że nie mówiłaś tego, co przed chwilą powiedziałaś. Zdradź mi zatem czemu zawdzięczam tak zjawiskową kreację w moim skromnym towarzystwie. - przelotnie przesunął wzrokiem po tym hipnotyzującym burgundzie. Na brodę Merlina, dlaczego tak łatwo przychodzi mu skupić się na czarnomagicznym przedmiocie, a przy kolorze tej sukni jest to znacznie cięższe?