13.11.2022, 11:15 ✶
Uderzył go ten powitalny uśmiech. Zachowywała się jakby naprawdę cieszyła się na jego widok, mimo że nie dostrzegł na jej twarzy ulgi. To go speszyło, jak wiele rzeczy na tym świecie. Ukrył to jednak za spokojnym uśmiechem i delikatnym acz stanowczym uściśnięciem jej dłoni. Wszedł do środka pomieszczenia i z uprzejmością zdjął buty, a następnie lekki płaszcz.
- Moja siostra czyta ten magazyn, ja nie miałem tej okazji. Jak się domyślam, napisali same głupoty tylko po to, aby uzyskać wyższe zyski sprzedaży? - do czasopism podchodził ze sporą rezerwą. Miał nadzieję, że nigdy tam nie trafi; zdecydowanie wolał starego, dobrego Proroka Codziennego, którego czytał namiętnie dzień w dzień.
- Może się o ciebie zmartwiła? - wskazał zgrabnie dziewczynie inny punkt widzenia jej konfliktu. Wbrew wszelkim oczekiwaniom Castiel nie bał się jej zdenerwować. Nie miał tego oczywiście na celu jednak wierzył, że poradzi sobie w przypadku wybuchu klątwy. Mimo wszystko wolał rozmawiać z bardzo wesołą Heather bo wtedy miała większą szansę zapanować nad tym, co ją trawi.
- W tej walizeczce jest coś dla ciebie i dla twojej klątwy. - odparł nieco łagodniej. - Mogę? - wskazał na stolik, przy którym zamierzał się lekko rozłożyć. Dwa pstryknięcia zasygnalizowały otwarcie się walizki. Wyciągnął z niej pudełko kandyzowanych owoców i skierował je w stronę dziewczyny.
- Na niespokojne wody i sztormy najlepiej działa śpiew jednak w twoim przypadku pomyślałem, że odrobina trójglicerydów może w tym pomóc. To bardzo prosta i tania sztuczka na poprawę nastroju. Bardzo polecam. - spodziewać by się można po Łamaczu Klątw jakichś mikstur, tajemniczych zaklęć a tu proszę, zaczął od czegoś banalnego.
- Czy właściciele wspólnoty mieszkaniowej zainwestowali w końcu w zaklęcia przeciwpowodziowe? Twoi rodzice dostali ode mnie specjalne pismo w zeszłym miesiącu, które miało pomóc przekonać właścicieli do tego wydatku. - co prawda znajdowali się w środku Londynu i takie czary były bardzo niepotrzebne jednak posiadanie mieszkanki z taką klątwą sporo zmienia.
- Dotarłem do pewnych zapisków dotyczących twojej klątwy. Zajęło mi to trochę dużo czasu ale teraz przynajmniej wiemy na czym stoimy.
- Moja siostra czyta ten magazyn, ja nie miałem tej okazji. Jak się domyślam, napisali same głupoty tylko po to, aby uzyskać wyższe zyski sprzedaży? - do czasopism podchodził ze sporą rezerwą. Miał nadzieję, że nigdy tam nie trafi; zdecydowanie wolał starego, dobrego Proroka Codziennego, którego czytał namiętnie dzień w dzień.
- Może się o ciebie zmartwiła? - wskazał zgrabnie dziewczynie inny punkt widzenia jej konfliktu. Wbrew wszelkim oczekiwaniom Castiel nie bał się jej zdenerwować. Nie miał tego oczywiście na celu jednak wierzył, że poradzi sobie w przypadku wybuchu klątwy. Mimo wszystko wolał rozmawiać z bardzo wesołą Heather bo wtedy miała większą szansę zapanować nad tym, co ją trawi.
- W tej walizeczce jest coś dla ciebie i dla twojej klątwy. - odparł nieco łagodniej. - Mogę? - wskazał na stolik, przy którym zamierzał się lekko rozłożyć. Dwa pstryknięcia zasygnalizowały otwarcie się walizki. Wyciągnął z niej pudełko kandyzowanych owoców i skierował je w stronę dziewczyny.
- Na niespokojne wody i sztormy najlepiej działa śpiew jednak w twoim przypadku pomyślałem, że odrobina trójglicerydów może w tym pomóc. To bardzo prosta i tania sztuczka na poprawę nastroju. Bardzo polecam. - spodziewać by się można po Łamaczu Klątw jakichś mikstur, tajemniczych zaklęć a tu proszę, zaczął od czegoś banalnego.
- Czy właściciele wspólnoty mieszkaniowej zainwestowali w końcu w zaklęcia przeciwpowodziowe? Twoi rodzice dostali ode mnie specjalne pismo w zeszłym miesiącu, które miało pomóc przekonać właścicieli do tego wydatku. - co prawda znajdowali się w środku Londynu i takie czary były bardzo niepotrzebne jednak posiadanie mieszkanki z taką klątwą sporo zmienia.
- Dotarłem do pewnych zapisków dotyczących twojej klątwy. Zajęło mi to trochę dużo czasu ale teraz przynajmniej wiemy na czym stoimy.