Nie zdziwiło jej, że nie przestał płakać. Wood nie miała podjeścia do dzieci, nie znała się na nich wcale, definitywnie to wyczuł. Co wcale nie ułatwiało sprawy. Musiała sobie jednak z tym jakoś poradzić, nie miała innego wyjścia.
Kiedy złapała go w swoje ramiona poczuła, jaki drobny był. Pod palcami miała jego żebra. Czyżby go głodzili? Może to taki wiek? Nie był to odpowiedni moment, żeby stawiać jakiekolwiek oskarżenia.
Z rozmyślań wyrwały ją słowa Brenny, która krzyknęła, żeby go stąd wyniosła. - Się robi. - Odpowiedziała partnerce, żeby miała ona świadomość o postępach w sprawie. Wood wstała i wzięła chłopca na ręce. Była silna, a on nie należał do specjalnie dużych dzieci. Nie miała więc z tym większego problemu. - Uciekaj stamtąd. - Krzyknęła jeszcze do Longbottom, żeby nie zostawała dłużej w okolicy budynku, który zamierzał się chyba rozsypać doszczętnie. Nie chciała, żeby Brennie stała się krzywda.
Wood oddalała się jak najdalej od budynku, licząc na to, że jak przeniesie chłopca, to jego magia zacznie działać na coś innego, a nie na ten budynek w którym znajdowała się Longbottom. Dlatego też szła bardzo szybko przed siebie, bo zależało jej na czasie.