Zamrugałam kilka razy. Rodzaje duchów otwierały nowe, przerażające możliwości. Nie tego chciałam.
— Jakie są rodzaje duchów? Kompletnie się na tym nie znam!
Rzeczywistość wymykała się mi spod palców. Czy gdybym została te dwa lata dłużej w Durmstrangu, nie czułabym się aż tak zagubiona? Ale przecież stojący przede mną czarodziej najpewniej ukończył cały Hogwart. Opuszczanie szkoły po pierwszych egzaminach było rzadkie z tego co słyszałam. Czy więc i on niczego o tym nie wiedział? A może nie ukończył Hogwartu tylko pobierał naukę w inny sposób? Nie ma sensu nawet o tym myśleć. Fakt jest taki, że żadne z nas nie wiedziało, co zaszło, co się dzieje i co z tym zrobić.
— Uhm... Oczywiście, że nie... Ale nie mam innych pomysłów... Czy... Czy może powinniśmy zadzwonić na milicję? Straż pożarną? Zgłosić to gdziekolwiek? Oh, jakim cudem nie mam pojęcia nawet jak się robi takie rzeczy tutaj...
Ciągnęłam się za warkocze, żeby jakoś pobudzić mój mózg do pracy. Lysandra nie było teraz w domu, więc nie mogłam po prostu iść i go spytać. Ale ten tu chłopak powinien wiedzieć chociażby, czy powinniśmy kogoś poinformować o zaistniałej sytuacji. Być może Ministerstwo Magii prowadziło rejestr dziwnych zdarzeń? Szczególnie tych, które potencjalnie mogły mieć związek z Beltane?