Jego udawane oburzenie nie trwało długo, bowiem na zapewnienie syna roześmiał się wesoło, uśmiechając się od ucha do ucha. Zdecydowanie coś takiego spodziewał po swoim pierworodnym, w którym pod wieloma względami rozpoznawał siebie.
— Jeszcze nie jestem stary aby nagle zapominać! — Zawołał w jego stronę, nie kryjąc swojego rozbawienie. Za jakieś sześćdziesiąt może zacznie narzekać na problemy z pamięcią, ale jak dotąd był w sile wieku i miał więcej pary, niż niejeden młodszy czarodziej. Odstawał od wielu rodziców, zwłaszcza od tych, którzy nie mieli ze swoimi pociechami tak dobrego kontaktu jak on miał.
— Dobrze ująłeś o co mi chodzi jako ich ojcu. Są moimi oczkami w głowie i nie oddam moich cór pierwszemu lepszemu, nawet jak będą do niego robić maślane oczy. Wobec swoich zięciów będę mieć ogromne wymagania. Natomiast Ty, chłopcze... jesteś moim pierworodnym i wychowałem Cię na przyzwoitego człowieka. Ojcowie nie muszą trzymać swoich cór pod kluczem dla ochrony ich przed Tobą. — Przyznał rację Hjalmarowi odnośnie odmiennego podejścia jego ożenku, a zamążpójścia jego sióstr. Kobieta, która zostanie żoną jego syna, będzie najszczęśliwszą kobietą na świecie. Nie zamierzał trzymać przy sobie Hjalmara, gdyż taka była kolej rzeczy, że dzieci opuszczały dom rodzin i zakładały własne gniazdo. Nie zamierzał też trzymać przy sobie córek, tylko jako ojciec musiał być bardziej surowy dla wszystkich kandydatów, starających się o ich rękę.
— Jeśli z takim zapałem będziesz się tego uczyć jak tajników kowalstwa i jubilerstwa to w mig to opanujesz. — Zapewnił go z typową dla siebie wiarą. W jego oczach Hjalmar od zawsze był zdolnym i pojętnym uczniem, tylko w przeszłości miał siano w głowie i potrzebował dorosnąć aby zrozumieć to, co powtarzał mu od zawsze. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do Hjalmara, sam nie miał takiej możliwości kształcić się w Durmstrangu. Jako ojciec chciał zapewnić mu szansę na lepsze życie, do którego kluczem miało być zdobyte wykształcenie zamiast posiadana wyłącznie fachu w dłoni.
— To doskonały pomysł, synu! Zorganizujemy takie zawody. Zobaczę w ten sposób czego się nauczyłeś. — Nie kryjąc swojego entuzjazmu Dagur klasnął w swoje potężne dłonie, po czym sam wlał w swoje gardło potężny łyk piwa. Takie współzawodnictwo było bardzo motywujące. Poza tym to był doskonały sposób na sprawdzenie tego, czego Hjalmar nauczył się od niego. Bo nie będzie mu wtedy pomagać. O tym, czego nie zamierzał mu powiedzieć, było to że jako wprawny piwowar i gorzelnik ma jeszcze kilka asów w rękawie.
— O nich akurat nie mówiłem, bo nawet dla mnie są jak rodzina. Nie wszyscy twoi przyjaciele będą tacy jak oni. — Sprostował uspokajająco. Doskonale wiedział, że Njala i Ivar wskoczyliby za jego syna w ogień. Jego syn potrzebował kogoś takiego w swoim życiu i bardzo cieszyło go, że ma przy sobie tych dwoje. — Wdała się pod tym względem w waszą matkę. Chciałbym tego dla niej, oznaczałoby to awans. — Dostrzegał podobieństwo swojej córki do swojej żony, która charyzmy miała za dwóch i umiała nawet jemu porządnie przygadać, a przecież sam miał sporo charyzmy i zawsze mówił prosto z mostu w całej swej mądrości życiowej.
— Mam nadzieję, że oni wszyscy skończą w tym... jak nazywało się to więzienie dla czarodziejów? — Wyraził płonne nadzieje, uważając, że ci wszyscy fanatycy nie zasługują na wszelką pomoc, tylko właśnie na więzienie. W najlepszym razie. Bo to jednostki, które powinny zostać usunięte ze społeczeństwa tak jak wycina się wrzód z organizmu aby on wyzdrowiał.
— Tak mówiłem synu... chcę tylko powiedzieć, że im szybciej wzbijesz się w powietrze, tym upadek będzie bardziej bolesny. Nie znaczy, że Ci tego życzę, tylko chcę Cię przed tym przestrzec. — Starał się przekazać swojemu pierworodnemu punkt widzenia na całą sprawę, bo to nigdy nie było tak, że każda z jego rad pasowała do każdej sytuacji. W mierzeniu wysoko nie było nic złego, ale w przecenieniu swoich możliwości - już tak. — Ja również tego chcę, synu. Nie tylko przez wolę mojego ojca i jego ojca. Właśnie po to, jednak na wszystko jest czas i miejsce. — Przyznał się do tego. Stanowiło to jeden z jego zawodowych celów do zrealizowania w perspektywie kilku najbliższych lat.
— Te sprawy trochę się od siebie różnią. Bo zawsze mogliśmy wrócić, gdyby Anglia nam nie spodobałaby się. Jednak nam się udało. — Nie stawiał ich obok siebie. Podzielał ambicje syna i sam chciał aby ich rodzina coś znaczyła na tych wyspach. W swoim czasie będzie znaczyć. Młodzi chcieliby wszystko mieć od razu. Podczas prowadzenia interesów nie należało działać pochopnie. Spoglądając również w dal dostrzegł migoczący punkt. Poczuł ogarniającą go trwogę, obawiając się właśnie najgorszego - pożaru właśnie.
— Widzę i biegnę złapać beczkę! — Zakrzyknął po tym jak z pewnym żalem odrzucił swój róg w dal, rozlewając pozostałe w nim piwo. Poderwał się z miejsca i prędko popędził do beczki z wodą, którą miał wykorzystać do ugaszenia tego ognia. Beczka swoje ważyła, ale co do dla takiego siłacza, jak on. Po przytaszczeniu beczki z wodą po prostu wylał jej zawartość na ten płonący krzew, co okazało się równie skuteczne jak próba wyplenienia z terenu ich posesji szczurów. Krzew nadal płonął, kiedy odrzucał od siebie pustą beczkę. Nie należało od niego oczekiwać, że będzie specjalistą od zjawisk nadnaturalnych.
— Nadal płonie! Na jaja Odyna...! Tego znam, widziałem go w gazecie... prezentował się znacznie lepiej. — Zakrzyknął spoglądając na ten płonący krzew. Gwałtownie cofnął się o krok na widok sylwetki nieprzytomnego mężczyzny, z połamanymi palcami. Dagur regularnie czytał czarodziejską prasę. Potem zarówno krzew, jak i mężczyzna zwyczajnie zniknęli.
— Co to było?! — Spojrzał z szeroko otwartymi oczami na syna. To pytanie będzie musiało pozostać bez odpowiedzi, bo podejrzewał, że oboje jej nie znają.