Spojrzała na Rabastana bardzo morderczym wzrokiem. Nie przepadała za dziećmi, wiadomo, że te z rodziny traktowała nieco inaczej, bo były ich nadzieją, lepszym jutrem, przyszłością. To by było na tyle. - Myślisz, że w przedszkolu można rzucać imperiusa? - Powiedziała cicho, tak, aby ten żart dotarł tylko do uszu przyjaciela. Nie wyobrażała sobie, jak inaczej można by zapanować nad zgrają rozwrzeszczanych bachorów.
Zapewne by się z nim pokłóciła o to, jak surowo oceniał swój żywot. W oczach Belli był zawsze pocieszny, przyjacielski i nigdy nie odmawiał pomocy. Może trochę gnił w swojej jaskini, ale jej to wcale nie przeszkadzało.
- Wiesz co, niby zaangażowani, ale nic się tam nie dzieje. - Powiedziała obserwując pojedynek. - Spodziewałam się większych fajerwerków, jak widać, jak zawsze się przeliczyłam. - Ziewnęła przy tym teatralnie, aby pokazać przyjacielowi, co tak naprawdę o tym myśli.
- Brakuje mi krwi, to zdecydowanie dodało by nieco teatralności. - Lubiła oglądać przemoc, taką najbardziej przyziemną, a tutaj nic specjalnego się nie działo. Żaden z nich nie dał się porządnie uszkodzić, a szkoda, jeszcze większa szkoda, że nie spotkało to tego, całego Notta.
- Ty to masz wyobraźnie, na taki pojedynek chętniej bym poszła! - Zachwycił ją pomysł Rabastana. Walka w przestworzach brzmiała na taką, która byłaby naprawdę interesująca.
- Przynajmniej szybko poszło, ciekawe, czy Lou planuje po tym jakieś świętowanie, chociaż, czy ma co świętować? - Rzuciła pytanie w eter, bo właściwie nie wiedziała kto wygrał. Czy nie powinni walczyć do skutku, aż któryś zwycięży? Może spotkają się drugi raz, chociaż wątpiła, aby kolejne takie wydarzenie cieszyło się, aż takim zainteresowaniem.