26.10.2023, 00:06 ✶
Interesy naprawdę świetnie musiały iść Czarnemu Mruczkowi ostatnio, wyśmienicie wręcz, skoro puścił te wszystkie podśmiechujki mimo uszu. Nawet dołożył do nich swoje pięć knutów, a nie rzucił się do bitki, co było niecodzienne, ale zdecydowanie mile widziane. Maeve uśmiechnęła się jakby z dumą, będąc pod wrażeniem ucywilizowania, na jakie się zdobył.
- Czyżby ktoś tu dla odmiany wstał z trumny prawą nogą? - Zagaiła, trącając go łokciem zaczepnie. Nie miała zamiaru ukrywać, że podniósł ją na duchu ten dobry humor Sauriela, bo to oznaczało, że naprawdę miał cały ten skok pod kontrolą i wykiwanie Leosia miało być tylko formalnością. Przecież ona sama w życiu nie podejrzewałaby się o możliwość skiepszczenia sprawy. Była zbyt pewna siebie, swoich umiejętności, a przede wszystkim głupoty płci przeciwnej.
Kiedy wspomniał o Rudej, Mewa wyraźnie zmarszczyła brwi. Konsternacja na jej twarzy zarysowała się nagle, acz wyraźnie; ona sama podparła się pod boki, przechyliła głowę, jakby chciała się Rookwoodowi przyjrzeć pod innym kątem. Choć doskonale wiedziała, że kwestia się nie rozjaśni tylko dlatego, że z tej perspektywy światło będzie inaczej padało na jakiego głupią gębę.
- Do kogo? - Maeve zdawała się zupełnie nie czaić, o kim mówi. Czy raczej - o czym. - O ile mi wiadomo, Victoria nie jest ruda. A przynajmniej nie była podczas naszej ostatniej randki - mówiąc ostatnie zdanie próbowała za wszelką cenę utrzymać pełną powagę, chociaż ewidentnie dźgała niedźwiedzia kijem przez pręty klatki. Średnio jej szła ta grobowa mina, bo usta jej drgały niekontrolowanie, chcąc za wszelką cenę uformować się w uśmiech, przez co musiała przygryzać wargi, by utrzymać je w ryzach. Koniec końców, patrząc tak przy okazji na twarz Sauriela, nie wytrzymała i zarechotała. Wprost uwielbiała sugerować, że pod jego postacią obraca mu laskę, czy była to prawda, czy nie.
- Jak barany chyba - odburknęła na sugestię dotyczącą owiec, wzdychając przy tym z ciężkością. Miał poniekąd rację, ludzie podążali za stadem, ale to wcale nie tłumaczyło, czemu podążali za najbardziej żenującymi osobnikami. Mądrego to aż miło posłuchać, ale z tego co póki co się dowiedziała, to Eldirr z mądrością miał tyle wspólnego, co Maeve i Sauriel z kodeksem karnym. Mianowicie - kiedyś o nim słyszeli, coś dzwoniło, ale nie wiadomo, w którym kościele.
- Nie wszystko kręci się wokół ciebie - skrzywiła się w odpowiedzi, widząc, jak dumny jest ze swojej rozwikłanej zagadki. - Wiem, że nie musi mieć sensu, ale nadal musi być przekonujące, rozumiesz? Musi mieć ręce i nogi po prostu, nawet jeśli ich ilość nie jest do końca istotna. - Podparła się pod boki, jakby naprawdę była w potrzasku i potrzebowała chwili, żeby się zastanowić. No bo jak to ugryźć? Była troszeczkę pomylona, ale na pewno nie była niespełna rozumu. Bogowie, nawet nie mogła się naćpać, żeby potłuczonego zasymulować. Musiała odgrywać pierdolniętą zupełnie świadomie i to jeszcze na czuja.
- Ja mam ci mówić? A nie mówiłeś, że masz to wszystko zaplanowane na picuś glancuś? - Uniosła brwi w zwątpieniu. - Weź się zastanów czasem, Crookwood, bo mnie z tobą popierdoli. Jeśli zajebiesz gościa na oczach medyka, to mogłeś mnie równie dobrze nie wołać, bo zamiana w Eldirra minie się z celem. Jak ty to sobie wyobrażasz? Dźgasz typa na oczach Leo, ja potem się zamieniam w denata i wchodzę cała na biało, krzycząc "Haha, dałeś się nabrać, ja tylko żartowałem! Tak naprawdę żyję!"? - Udając naczelnego kawalarza na krótki moment przybrała postać Toma, po czym uniosła ręce i pomachała nimi niczym magik, który właśnie zrobił turbo mierną sztuczkę i był z siebie zajebiście dumny. Po tym jednak od razu twarz Maeve wróciła do stanu wyjściowego, a mina jej zdecydowanie zrzedła.
- No nie! Według mnie najlepiej będzie zgarnąć Tomeczka zanim wejdzie do środka, posłać go do aniołków gdzieś za winklem, ja wtedy hyc, kradnę mu tożsamość i idę przekonać O'Dwyera, że dołączenie do naszej szajki to prawie jak złapanie jakiegoś boga za nogi. Nie musi wiedzieć, że przewodzi nam debil - zaproponowała podług własnej logiki, po czym spojrzała na Sauriela wyczekująco, licząc, że zauważy w brak sensu w swojej propozycji, a potem jego obecność w propozycji Changówny.
- Czyżby ktoś tu dla odmiany wstał z trumny prawą nogą? - Zagaiła, trącając go łokciem zaczepnie. Nie miała zamiaru ukrywać, że podniósł ją na duchu ten dobry humor Sauriela, bo to oznaczało, że naprawdę miał cały ten skok pod kontrolą i wykiwanie Leosia miało być tylko formalnością. Przecież ona sama w życiu nie podejrzewałaby się o możliwość skiepszczenia sprawy. Była zbyt pewna siebie, swoich umiejętności, a przede wszystkim głupoty płci przeciwnej.
Kiedy wspomniał o Rudej, Mewa wyraźnie zmarszczyła brwi. Konsternacja na jej twarzy zarysowała się nagle, acz wyraźnie; ona sama podparła się pod boki, przechyliła głowę, jakby chciała się Rookwoodowi przyjrzeć pod innym kątem. Choć doskonale wiedziała, że kwestia się nie rozjaśni tylko dlatego, że z tej perspektywy światło będzie inaczej padało na jakiego głupią gębę.
- Do kogo? - Maeve zdawała się zupełnie nie czaić, o kim mówi. Czy raczej - o czym. - O ile mi wiadomo, Victoria nie jest ruda. A przynajmniej nie była podczas naszej ostatniej randki - mówiąc ostatnie zdanie próbowała za wszelką cenę utrzymać pełną powagę, chociaż ewidentnie dźgała niedźwiedzia kijem przez pręty klatki. Średnio jej szła ta grobowa mina, bo usta jej drgały niekontrolowanie, chcąc za wszelką cenę uformować się w uśmiech, przez co musiała przygryzać wargi, by utrzymać je w ryzach. Koniec końców, patrząc tak przy okazji na twarz Sauriela, nie wytrzymała i zarechotała. Wprost uwielbiała sugerować, że pod jego postacią obraca mu laskę, czy była to prawda, czy nie.
- Jak barany chyba - odburknęła na sugestię dotyczącą owiec, wzdychając przy tym z ciężkością. Miał poniekąd rację, ludzie podążali za stadem, ale to wcale nie tłumaczyło, czemu podążali za najbardziej żenującymi osobnikami. Mądrego to aż miło posłuchać, ale z tego co póki co się dowiedziała, to Eldirr z mądrością miał tyle wspólnego, co Maeve i Sauriel z kodeksem karnym. Mianowicie - kiedyś o nim słyszeli, coś dzwoniło, ale nie wiadomo, w którym kościele.
- Nie wszystko kręci się wokół ciebie - skrzywiła się w odpowiedzi, widząc, jak dumny jest ze swojej rozwikłanej zagadki. - Wiem, że nie musi mieć sensu, ale nadal musi być przekonujące, rozumiesz? Musi mieć ręce i nogi po prostu, nawet jeśli ich ilość nie jest do końca istotna. - Podparła się pod boki, jakby naprawdę była w potrzasku i potrzebowała chwili, żeby się zastanowić. No bo jak to ugryźć? Była troszeczkę pomylona, ale na pewno nie była niespełna rozumu. Bogowie, nawet nie mogła się naćpać, żeby potłuczonego zasymulować. Musiała odgrywać pierdolniętą zupełnie świadomie i to jeszcze na czuja.
- Ja mam ci mówić? A nie mówiłeś, że masz to wszystko zaplanowane na picuś glancuś? - Uniosła brwi w zwątpieniu. - Weź się zastanów czasem, Crookwood, bo mnie z tobą popierdoli. Jeśli zajebiesz gościa na oczach medyka, to mogłeś mnie równie dobrze nie wołać, bo zamiana w Eldirra minie się z celem. Jak ty to sobie wyobrażasz? Dźgasz typa na oczach Leo, ja potem się zamieniam w denata i wchodzę cała na biało, krzycząc "Haha, dałeś się nabrać, ja tylko żartowałem! Tak naprawdę żyję!"? - Udając naczelnego kawalarza na krótki moment przybrała postać Toma, po czym uniosła ręce i pomachała nimi niczym magik, który właśnie zrobił turbo mierną sztuczkę i był z siebie zajebiście dumny. Po tym jednak od razu twarz Maeve wróciła do stanu wyjściowego, a mina jej zdecydowanie zrzedła.
- No nie! Według mnie najlepiej będzie zgarnąć Tomeczka zanim wejdzie do środka, posłać go do aniołków gdzieś za winklem, ja wtedy hyc, kradnę mu tożsamość i idę przekonać O'Dwyera, że dołączenie do naszej szajki to prawie jak złapanie jakiegoś boga za nogi. Nie musi wiedzieć, że przewodzi nam debil - zaproponowała podług własnej logiki, po czym spojrzała na Sauriela wyczekująco, licząc, że zauważy w brak sensu w swojej propozycji, a potem jego obecność w propozycji Changówny.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —