Odetchnęła i pogratulowała sobie w duchu, że od razu zabrała się za gaszenie pożaru. Nie chciała iść na dno, nie póki nie zebrali się tutaj wszyscy, a przede wszystkim martwiła się o Laurenta i nie wyobrażała sobie stąd uciec bez niego. Nigdzie go jednak nie było. Były za to żywe trupy, upiorna kobieta i płonące deski statku.
Była tak zaaferowana tym, co tu się działo, że nawet nie zwróciła w pierwszej chwili uwagi na to, że leżą tutaj trzy ciała – ta dziwna kobieta miała od początku jej pełną uwagę. Całe szczęście (tak sądziła), że udało się ją odepchnąć i uderzyła tak, że najwyraźniej zabolało. Bo przynajmniej przestała machać różdżką na lewo i prawo, podpalając kolejne części statku. Tylko, że wtedy zainteresowały się nimi trupy. Jeden szedł na nią, drugi na Gerry… I wtedy zobaczyła dwa inne, które szły w kierunku… ciał?
Czy to nie byli Brenna, Atreus i Mavelle…?
Szlag. Szlag!
– Trzeba zgasić ten ogień – rzuciła, ale najpierw trzeba się było pozbyć trupów. Geraldine zajęła się „swoim”, Victoria skierowała więc różdżkę do tego, który chciał zaatakować ją – i chciała go potraktować tak jak trupa, który zatrzymał ich na schodach, czyli ściąć mu łeb, bo to wyglądało na najbardziej skuteczne. – Brenna! – krzyknęła, chcąc zwrócić na siebie uwagę pozostałej trójki. Miała nadzieję, że dojdą do siebie na tyle szybko, że te dwa trupy, które szły w ich stronę, nic im nie zrobią. – Gerry… nadal wszędzie czujesz potwory? – chciała wiedzieć, czy ciągle byli otoczeni, czy może cokolwiek się zmieniło… Chciała na razie zneutralizować zagrożenie tutaj, bo bardzo to przeszkadzało w wyciągnięciu Erika… z dziury. Najwyraźniej mieli to rodzinne. Najważniejsze było, że żył.
Kształtowanie
Sukces!
Sukces!