26.10.2023, 01:45 ✶
Przytaknęła dodatkowo na jego słowa, a uśmiech — pogodny i wesoły, nie schodził jej z twarzy. Każdy człowiek miał w sobie coś pięknego i wyjątkowo, niezależnie od pochodzenia lub krwi, dlatego też zupełnie nie rozumiała, co tym wszystkim psychopatom podążającym za tym całym Voldemortem przeszkadzało'w otaczającym ich świecie. Wystarczająco nieszczęść było dookoła i bez tego cyrku na Beltane. Westchnęła bezgłośnie, zgarniając włosy do tyłu, wciąż nieco poirytowana ilością tiulu.
- Chętnie spróbuję wypieków i mogę zaoferować w zamian naprawę czegoś lub przygotowanie mapy nieba. Przysługa za przysługę. - zaproponowała z delikatnym wzruszeniem ramion. Skoro on chciał poświęcić czas na te bezy, ona mogła zrobić coś dla niego, jeśli tego potrzebował.
Szpilki były i złe i dobre, zależnie od podłoża. Od małego umiała w nich chodzić, bo matka bardzo zwracała uwagę na wygląd i dodatki, a obcas prezentował się lepiej, niż płaska podeszwa. Trawa się jednak zupełnie nie nadawała, chociaż teraz, gdy czuła ją pod bosymi stopami, było całkiem przyjemnie. - O, byłoby cudownie. Tiulu też się pozbędziemy?
Zapytała z nadzieją w głosie, a potem jej uwagę kupił Alastor, na którego widok się faktycznie rozpromieniła.
- Nieee. Nadal jesteś całkiem przystojny, tylko bardziej dojrzały. I widzisz? Jest ten łobuzerski uśmiech, który miał ratować przed szlabanami. - odparła mu dość pewnie, pozbawiona jakiegokolwiek skrępowania na komplement, który przecież wypowiedziała na głos. Pandora nie była nieśmiałą dziewczynką, niezależna i silna, zwykle mówiła to, co myślała. Alastor może nie był w jej typie, ale nie był też brzydki. Lubiła go, tak po prostu. Wywoływał uśmiech u ludzi, a to była cenna umiejętność. I nie, Pandorka nie miała absolutnie pojęcia, że ktokolwiek w szkole się za nią oglądał, była zbyt zajęta swoimi sprawami. Nieco zaskoczyły ją słowa Bertiego, że zjawiskowa kobieta u jego boku nie była z żadnym z nich, bo z byłym kapitanem, tworzyli wizualnie bardzo ładną parę.
- Oh, proszę mi wybaczyć w takim razie, mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam swoim stwierdzeniem. Mam nadzieję, że nie doskwiera bez niego nuda? Pamiętam, Alastor zawsze umiał rozweselić towarzystwo. - tym razem ciemne oczy Turczynki skupiły się wyłącznie na niej. Była elegancka, znacznie bardziej wytworna niż ona sama — oh, Ayday by zapłaciła tysiące, żeby Pandora, chociaż wypowiadała się w taki sposób, mniej beztroski i chłopięcy. Przytaknęła na słowa Eden. Nie zwracała uwagi na takie rzeczy, to nie była jej sprawa. - Najważniejsze, żeby dobrze wykorzystać dzisiejszą noc, dobrze się bawić. Czasem dobrze uciec od codzienności.
Ugryzła się w język, aby nie dodać, że kobieta wcale nie potrzebuje do cudownego wieczora męża. I od męża, matki, rodzeństwa, kochanków, ojców. Od wszystkiego.
Uśmiechnęła się do kobiety, a w głowie przesunęły się jej obrazy z Hogwartu, na co roześmiała się cicho pod nosem. Miał gadane. Przeniosła na niego wzrok, a wyraz twarzy się nieco zmienił, bo wyglądał, jakby się zachwiał i nieco zbladł. - Wszystko w porządku?
Widząc, że Eden się nim zajęła, uśmiechnęła się tylko i przeniosła uwagę na Bartiego, który zajął się w tym czasie jej butami. Z tyłu głowy jednak to zachwianie miała, zerkała więc na Moodyego, jakby z obawą, że im tu zemdleje.
- To bardzo dobry wybór, tych butów. - z ulgą wsunęła je na stopy, wiedząc, że obcas się już nie zatopi i nie będzie mogła się kolejny raz wywrócić. Odchyliła głowę, spoglądając na księżyc — był dziś niezwykły. Jacy wszyscy byli maleńcy przy nim, jaki człowiek był nieznaczący na tle całego wszechświata.. Zacisnęła wargi, przymykając na chwilę oczy, a dłonie puściła wolno wzdłuż ciała, jakby porwały ją myśli w głęboki labirynt, z którego kilkanaście sekund szukała wyjścia. Uwielbiała noc, niebo i gwiazdy, ale dziś było inaczej, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że coś wisiało w powietrzu. A może to tylko świadomość o tym, jak krótkim mrugnięciem dla takiego księżyca jest człowiek? Gdy uniosła powieki, spojrzała na Bertiego, posyłając mu delikatny uśmiech, autentycznie wdzięczna za buty i fakt, że się dzięki niemu nie połamała. - Jeszcze raz dziękuje za ratunek i buty. No i za bezy. - przeniosła wzrok na Eden i Alastora. - Może powinniśmy usiąść? Chcecie się czegoś napić?
- Chętnie spróbuję wypieków i mogę zaoferować w zamian naprawę czegoś lub przygotowanie mapy nieba. Przysługa za przysługę. - zaproponowała z delikatnym wzruszeniem ramion. Skoro on chciał poświęcić czas na te bezy, ona mogła zrobić coś dla niego, jeśli tego potrzebował.
Szpilki były i złe i dobre, zależnie od podłoża. Od małego umiała w nich chodzić, bo matka bardzo zwracała uwagę na wygląd i dodatki, a obcas prezentował się lepiej, niż płaska podeszwa. Trawa się jednak zupełnie nie nadawała, chociaż teraz, gdy czuła ją pod bosymi stopami, było całkiem przyjemnie. - O, byłoby cudownie. Tiulu też się pozbędziemy?
Zapytała z nadzieją w głosie, a potem jej uwagę kupił Alastor, na którego widok się faktycznie rozpromieniła.
- Nieee. Nadal jesteś całkiem przystojny, tylko bardziej dojrzały. I widzisz? Jest ten łobuzerski uśmiech, który miał ratować przed szlabanami. - odparła mu dość pewnie, pozbawiona jakiegokolwiek skrępowania na komplement, który przecież wypowiedziała na głos. Pandora nie była nieśmiałą dziewczynką, niezależna i silna, zwykle mówiła to, co myślała. Alastor może nie był w jej typie, ale nie był też brzydki. Lubiła go, tak po prostu. Wywoływał uśmiech u ludzi, a to była cenna umiejętność. I nie, Pandorka nie miała absolutnie pojęcia, że ktokolwiek w szkole się za nią oglądał, była zbyt zajęta swoimi sprawami. Nieco zaskoczyły ją słowa Bertiego, że zjawiskowa kobieta u jego boku nie była z żadnym z nich, bo z byłym kapitanem, tworzyli wizualnie bardzo ładną parę.
- Oh, proszę mi wybaczyć w takim razie, mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam swoim stwierdzeniem. Mam nadzieję, że nie doskwiera bez niego nuda? Pamiętam, Alastor zawsze umiał rozweselić towarzystwo. - tym razem ciemne oczy Turczynki skupiły się wyłącznie na niej. Była elegancka, znacznie bardziej wytworna niż ona sama — oh, Ayday by zapłaciła tysiące, żeby Pandora, chociaż wypowiadała się w taki sposób, mniej beztroski i chłopięcy. Przytaknęła na słowa Eden. Nie zwracała uwagi na takie rzeczy, to nie była jej sprawa. - Najważniejsze, żeby dobrze wykorzystać dzisiejszą noc, dobrze się bawić. Czasem dobrze uciec od codzienności.
Ugryzła się w język, aby nie dodać, że kobieta wcale nie potrzebuje do cudownego wieczora męża. I od męża, matki, rodzeństwa, kochanków, ojców. Od wszystkiego.
Uśmiechnęła się do kobiety, a w głowie przesunęły się jej obrazy z Hogwartu, na co roześmiała się cicho pod nosem. Miał gadane. Przeniosła na niego wzrok, a wyraz twarzy się nieco zmienił, bo wyglądał, jakby się zachwiał i nieco zbladł. - Wszystko w porządku?
Widząc, że Eden się nim zajęła, uśmiechnęła się tylko i przeniosła uwagę na Bartiego, który zajął się w tym czasie jej butami. Z tyłu głowy jednak to zachwianie miała, zerkała więc na Moodyego, jakby z obawą, że im tu zemdleje.
- To bardzo dobry wybór, tych butów. - z ulgą wsunęła je na stopy, wiedząc, że obcas się już nie zatopi i nie będzie mogła się kolejny raz wywrócić. Odchyliła głowę, spoglądając na księżyc — był dziś niezwykły. Jacy wszyscy byli maleńcy przy nim, jaki człowiek był nieznaczący na tle całego wszechświata.. Zacisnęła wargi, przymykając na chwilę oczy, a dłonie puściła wolno wzdłuż ciała, jakby porwały ją myśli w głęboki labirynt, z którego kilkanaście sekund szukała wyjścia. Uwielbiała noc, niebo i gwiazdy, ale dziś było inaczej, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że coś wisiało w powietrzu. A może to tylko świadomość o tym, jak krótkim mrugnięciem dla takiego księżyca jest człowiek? Gdy uniosła powieki, spojrzała na Bertiego, posyłając mu delikatny uśmiech, autentycznie wdzięczna za buty i fakt, że się dzięki niemu nie połamała. - Jeszcze raz dziękuje za ratunek i buty. No i za bezy. - przeniosła wzrok na Eden i Alastora. - Może powinniśmy usiąść? Chcecie się czegoś napić?