Dagur nie za bardzo rozumiał postawę tych ludzi, za którą naprawdę musiało kryć się coś więcej. Byłoby prościej temu wszystkiemu zaradzić, gdyby pozwolili sobie pomóc, przestali się kierować złością, byli mniej nerwowi i starali się dobrze bawić. Mogliby się napić przyniesionego przez nich napitku. Od razu ten świat wydałby się im weselszym miejscem.
Starszy Nordgersim wychodził z założenia, że jak przychodzi się na biesiadę nie należy mieć nosa spuszczonego na kwintę albo przyjść w takim stanie, wypić sobie, pojeść w doborowym towarzystwie i od razu robi się weselej, jakoś tak lżej na sercu. Nie pozostawało mu nic innego, jak niezbyt przekonująco udawać, że rozumie. Nie było sensu ich zatrzymywać, skoro nie chcieli biesiadować. Zwłaszcza, że mogli stracić dobry nastrój przez to wszystko, co wszyscy odczuwali. Sam się z tym zmagał, podobnie jak tego samego doświadczał jego syn. Dlatego starał się temu zaradzić, także po to aby samemu poczuć się lepiej. Dla swojej rodziny chciał być skałą, filarem, kimś na kim zawsze mogą polegać niezależnie od sytuacji, w jakiej się znaleźli. Tego żadna magia nie zmieni.
— Hjalmar dobrze prawi, panie powinny dobrze się bawić. — Zwrócił się do obu kobiet zanim one się oddaliły. Oni się starali to robić, pomimo wszystkich przeciwności losu, z jakimi teraz przyszło się im zmierzyć. Wszechświat mógł im nie sprzyjać, jednak to nie mogło ich teraz powstrzymać.
— Sąsiedzi powinni sobie pomagać, bez względu na wszystko. Nasz dom pozostanie dla Was otwarty, jeśli zmienicie zdanie. — Jeśli nie chcieli przyjąć od nich pomocy w tym momencie to może zwrócą się do nich w późniejszym czasie. Nawet jeśli nie będzie ona dotyczyć tego co akurat ich trapi.
— Słucham Cię, synu. — Niezależnie od tego, czy Hjalmar chciał o coś go zapytać czy po prostu wskazać mu ten kieliszek, miał pełnię jego uwagi. Kieliszek oczywiście przyjął i nieśmiało do tego zachęcał Connora i Blair. — Skál! — Zawołał do syna, unosząc kieliszek w ramach toastu. Po tych wszystkich doznaniach to chciał aby zrobiło mu się milej na duszy. Tak można było to osiągnąć.
— Taka miała wyjść. Ma mocno kopać po pierwszym kieliszku. — Przyznał z nieukrywanym zadowoleniem. Alkohol podawany podczas spożywania Hákarl i pasujący zarówno do Surströmming musi mocniej trzepnąć na wejściu. Początkowo uniósł jedną z brwi, słysząc słowa swojego pierworodnego odnośnie ich fachu, stojące w pewnej sprzeczności z tym co sam twierdził - mianowicie to, że ich fach lepszy od angielskiego.
— Nawet te gobliny nie wydają się złe... jak już wspominasz o islandzkim i angielskim rzemiośle. — Po tym jak przestał czuć się samotny, poczuł się... maleńki w obliczu wszechświata, zaledwie pyłem i dostrzegł sens w słowach syna, burzący jego niezachwiany dotąd światopogląd. To wiekopomna chwila, kiedy po raz pierwszy nie obrzuca goblinów stosem wyzwisk i nie posądza ich o wszystko, co najgorsze. Wina księżyca. Po tym wydarzeniu będzie chciał spuścić na to ciężką zasłonę milczenia.