Jakoś udało jej się ruszyć z chłopcem do przodu. Zacisnęła zęby i szła przed siebie niczym taran z nadzieją, że uda im się stąd uciec. Nie miała pojęcia, co będzie dalej, jak wyjaśnią mu to wszystko, jednak nie była to pora na takie zmartwienia.
Malec bał się bardzo, trząsł się. Czuła to, gdy niosła go na rękach. Przykro jej było, że nie udało mu się wzbudzić w nim zaufania. Gdyby byli w bezpieczniejszym miejscu, zapewne dłużej by się starała go oswoić. Nie mieli jednak czasu, musieli iść stąd jak najszybciej bo budynek obok którego się znajdowali w każdej chwili mógł runąć.
Szła wolniej, teren nie był łatwy do takich manewrów. Zatrzymała się tuż przed dziurą, w którą omal nie wpadła. Nie dawała po sobie jednak znać, że coś jest nie tak. Nie chciała, żeby bał się jeszcze bardziej.
Brenna nie miała problemu z tym, żeby ich dogonić. Wood bowiem miała obiążenie i nawet jej sprawiało ono dyskomfort, przez co nie szła tak, jak normalnie.
- Czy ja wiem. - Odpowiedziała na pochwałę Brenny, miała wrażenie, że mogła to lepiej rozegrać, ale nie było sensu płakać nad rozlanym mlekiem. Grunt, że wszyscy byli bezpieczni.
Nadal trzymała chłopca na rękach, trochę jej ulżyło, gdy Longbottom odezwała się do dzieciaka, bo wydawało jej się, że Brenna ma zdecydowanie większe doświadczenie w podobnych sprawach. Tyle, że młody jakby trząsł się jeszcze bardziej. Może bał się konsekwencji jakie go spotkają?
- Nikt cię nie zbije. - Powiedziała bardzo pewnym tonem, nigdy w życiu by na to nie pozwoliła. Nie zostawi go na pewno w miejscu, w którym nie będzie bezpieczny.