Pozwoliła Danielle na to, aby ją obadała, pomachała różdżką i sprawdziła, co musiała. Nie protestowała, nie wyrywała się. Czuła się zagubiona i nie rozumiała tego dziwnego uczucia w serce, które momentami bolało. Czuła, że Godryk jest tam gdzieś, że żyje i coś robi, ale nie wiedziała, co a to wywoływało w niej pokłady zazdrości i smutku, że nie mogła na niego znowu spojrzeć. Tak wyglądało porzucenie? Tak wyglądał brak kontaktu z kimś kogo się kochało? Jej mętne spojrzenie powędrowało do Augustusa – kiedyś za nim tak tęskniła, ale nie potrafiła sobie przypomnieć nawet kiedy to było, ani dlaczego to czuła. Jego słowa składały się z dźwięków, których nie potrafiła przyswoić. Czuła się tak jakby była pijana, w odległej krainie Godryka, gdzie nie ma nic poza jego uśmiechem i głosem. Kiedyś lubiła rozmawiać z Augustusem, lubiła mu docinać, lubiła się z nim droczyć, a dzisiaj było jej to wszystko obojętne.
Gdy Dani pozwoliła jej zrobić herbatę – zrobiła to, a gdy ta ją zawołała do siebie podeszła do niej bez słowa. Usiadła naprzeciw niej na podłodze i spojrzała na świeczki. Były ładne. Jej wzrok wrócił do twarzy przyjaciółki. Przekrzywiła głowę i spojrzała na nią pytająco.– Co będziesz robić? Odszukasz go tak? – zapytała.
Nie wiedziała, czy Danielle miała umiejętności szukania ludzi za pomocą świeczek, nie była nawet teraz pewna, czy było to możliwe, bo nie potrafiła przeszukać swojej głowy w poszukiwaniu odpowiednich informacji, a Avelina do głupich przecież nie należała.
– A ty nie pamiętasz? – odcięła się na chwilę wracając do samej siebie, na chwilę przypominając sobie, że Augustus czasami był irytujący w tych swoich manipulacjach i grach, które tworzył. Spojrzała na Danielle. – Chciała, aby mi pomógł. Nie mogłam się na niczym skupić, a tobie nie chciałam zawracać głowy, ale Rookwood powiedział, że wiesz, gdzie jest Godryk – mruknęła wyjaśniając odrobinę sytuację obecności mężczyzny w tym domu.