13.11.2022, 14:31 ✶
Wierzył jej na słowo, że potrafi być przekonywująca jeśli na coś się uprze. Posiadała umiejętności charyzmatyczne na takim poziomie jakiego Castiel nigdy nie osiągnie. Wystarczyło aby pojawiło się w jego towarzystwie przynajmniej dwoje obcych osób a już przytrafiały mu się problemy z układaniem zdania czy chociażby jednostajną intonacją. Jak miło jest posiedzieć czasem w swojej klitce.
- Dokładnie tak. Czasem ktoś nie wie co kupuje i od tego jesteś ty i twoja brygada. - uśmiechnął się jednym policzkiem kiedy przygotowywał sobie jeszcze miejsce do badań. Teoretycznie powinien zająć się tym w Banku Gringrotta ale między nim a jego przełożonym jest taka cicha umowa, że diagnozy wstępne można przeprowadzać poza miejscem pracy inaczej utonęliby w zgłoszeniach.
- Zdajesz sobie sprawę Bren, że wystarczy, że dasz mi odpowiednio wcześniej znać to przed balem przejrzę przedmioty potrzebne do licytacji? Możemy to podeprzeć formularzami zgłoszeniowymi o wynajęciu przez Biuro Aurorów kogoś z Biur Łamaczy Klątw żeby zgadzała się papierologia. - przynajmniej ojciec nie będzie go tak usilnie namawiał na uczestnictwo ("może byś znalazł sobie w końcu żonę, co? czy ja mam ci znaleźć?") kiedy powie, że ciężko pracuje i wspiera w organizacji choćby to miała być taka forma o jakiej mówili.
- Diagnostyka wstępna zajmuje od kilku do kilkudziesięciu minut na jeden przedmiot. Cokolwiek "brudnego" od czarnej magii jest już na tym etapie wyczuwalne. Ty czujesz tego smród, ja zobaczę kolor i nasycenie. - zaoferował bo bardzo lubił rodzinę Longbottom i współpracowanie z nimi byłoby dla niego samą przyjemnością.
Jak się okazało, dobrze było dmuchać na zimne. Przewrażliwienie Brenny pomogło odkryć prawdę jednak gdyby usłyszał jej myśl, że chciała zakładać na siebie wszystko, co podejrzane... oj, mogłoby wrócić do niego to krwistoczerwone zdenerwowanie w obliczu zachowania skrajnie nieodpowiedzialnego. Badał, a jak się okazuje przy badaniu doszło do wyładowania elektrycznego. Nie pierwszy i nie ostatni raz obrywał od takich przedmiotów dlatego nie wydawał się wstrząśnięty. Położył rękę na nadgarstku Brenny kiedy z taką paniką do niego doskoczyła.
- Spokojnie, Bren. Okład z lodu albo zaklęcie schładzające powinno pomóc. To wyładowanie pierwszego stopnia, czyli obronne. Domyślam się, że to ustrojstwo ma większy arsenał obronny. Teraz dało ostrzeżenie. - jak zdał sobie sprawę, że dotknął jej nadgarstka to pospiesznie cofnął rękę. Podniósł różdżkę i z pomocą zaklęć zamknął fiolkę eliksiru i schował ją z powrotem do szufladki. Naszyjnik znów wydawał się zwyczajny choć wszyscy w tym pomieszczeniu wiedzieli, że tak nie jest.
- Nie badaj takich rzeczy, Brenna bo jeszcze stanie ci się coś złego. Przynoś to mnie. Obiecaj, że przyniesiesz to mnie, choćby to miało być o północy w środku srogiej zimy. - aż popatrzył jej w oczy (!) przez te kilka sekund. Jego może atakować przedmiot ale nie kobiety, nigdy. Nie mógłby tego wytrzymać.
- Zatrzymam ten naszyjnik na parę dni. W Banku Gringrotta mamy odpowiednie szkatułki wytłumiające na takie specjalności. Do tego czasu będziesz wiedzieć o nim wszystko. Na moje oko może to być jeden z pomniejszych elementów naszyjnika królowej wiwerny. Mój kolega po fachu natknął się na coś podobnego dwa lata temu. Z tego co mówił to pojedyncze części mają regularnie, stopniowo i niemal niezauważalnie wysyłać drobne ładunki do krwioobiegu. Po dłuższym czasie regularnego noszenia tego naszyjnika, moc tych ładunków mogłaby wzrosnąć do poziomu wstrząsów padaczkowych. Wszystkie elementy - a jest ich siedem - w skrajnym przypadku mogą zatrzymać akcję serca. Równie dobrze może to być tania podróbka a ten ładunek może być jedynym efektem magicznym. - ona będzie mogła tymczasem zebrać resztę poszlak i wtedy wszcząć dochodzenie czy poprzedni właściciel biżuterii wiedział co trzyma w rękach. Zakrył palcami poparzoną rękę i zginał przy tym kłykcie, mimo że nie było to przyjemne. Czekało go sporo pracy - ocena tworzywa, określenie czasu stworzenia, prześwietlenie w poszukiwaniu grawera z zapisaną inkantacją... ale to wszystko sprawiało mu przyjemność, takie odkrywanie tego, co nieznane. Głęboko westchnął i ułożył na twarzy pokrzepiający uśmiech. Tego raczej nie sprzeda na balu...
- Dokładnie tak. Czasem ktoś nie wie co kupuje i od tego jesteś ty i twoja brygada. - uśmiechnął się jednym policzkiem kiedy przygotowywał sobie jeszcze miejsce do badań. Teoretycznie powinien zająć się tym w Banku Gringrotta ale między nim a jego przełożonym jest taka cicha umowa, że diagnozy wstępne można przeprowadzać poza miejscem pracy inaczej utonęliby w zgłoszeniach.
- Zdajesz sobie sprawę Bren, że wystarczy, że dasz mi odpowiednio wcześniej znać to przed balem przejrzę przedmioty potrzebne do licytacji? Możemy to podeprzeć formularzami zgłoszeniowymi o wynajęciu przez Biuro Aurorów kogoś z Biur Łamaczy Klątw żeby zgadzała się papierologia. - przynajmniej ojciec nie będzie go tak usilnie namawiał na uczestnictwo ("może byś znalazł sobie w końcu żonę, co? czy ja mam ci znaleźć?") kiedy powie, że ciężko pracuje i wspiera w organizacji choćby to miała być taka forma o jakiej mówili.
- Diagnostyka wstępna zajmuje od kilku do kilkudziesięciu minut na jeden przedmiot. Cokolwiek "brudnego" od czarnej magii jest już na tym etapie wyczuwalne. Ty czujesz tego smród, ja zobaczę kolor i nasycenie. - zaoferował bo bardzo lubił rodzinę Longbottom i współpracowanie z nimi byłoby dla niego samą przyjemnością.
Jak się okazało, dobrze było dmuchać na zimne. Przewrażliwienie Brenny pomogło odkryć prawdę jednak gdyby usłyszał jej myśl, że chciała zakładać na siebie wszystko, co podejrzane... oj, mogłoby wrócić do niego to krwistoczerwone zdenerwowanie w obliczu zachowania skrajnie nieodpowiedzialnego. Badał, a jak się okazuje przy badaniu doszło do wyładowania elektrycznego. Nie pierwszy i nie ostatni raz obrywał od takich przedmiotów dlatego nie wydawał się wstrząśnięty. Położył rękę na nadgarstku Brenny kiedy z taką paniką do niego doskoczyła.
- Spokojnie, Bren. Okład z lodu albo zaklęcie schładzające powinno pomóc. To wyładowanie pierwszego stopnia, czyli obronne. Domyślam się, że to ustrojstwo ma większy arsenał obronny. Teraz dało ostrzeżenie. - jak zdał sobie sprawę, że dotknął jej nadgarstka to pospiesznie cofnął rękę. Podniósł różdżkę i z pomocą zaklęć zamknął fiolkę eliksiru i schował ją z powrotem do szufladki. Naszyjnik znów wydawał się zwyczajny choć wszyscy w tym pomieszczeniu wiedzieli, że tak nie jest.
- Nie badaj takich rzeczy, Brenna bo jeszcze stanie ci się coś złego. Przynoś to mnie. Obiecaj, że przyniesiesz to mnie, choćby to miało być o północy w środku srogiej zimy. - aż popatrzył jej w oczy (!) przez te kilka sekund. Jego może atakować przedmiot ale nie kobiety, nigdy. Nie mógłby tego wytrzymać.
- Zatrzymam ten naszyjnik na parę dni. W Banku Gringrotta mamy odpowiednie szkatułki wytłumiające na takie specjalności. Do tego czasu będziesz wiedzieć o nim wszystko. Na moje oko może to być jeden z pomniejszych elementów naszyjnika królowej wiwerny. Mój kolega po fachu natknął się na coś podobnego dwa lata temu. Z tego co mówił to pojedyncze części mają regularnie, stopniowo i niemal niezauważalnie wysyłać drobne ładunki do krwioobiegu. Po dłuższym czasie regularnego noszenia tego naszyjnika, moc tych ładunków mogłaby wzrosnąć do poziomu wstrząsów padaczkowych. Wszystkie elementy - a jest ich siedem - w skrajnym przypadku mogą zatrzymać akcję serca. Równie dobrze może to być tania podróbka a ten ładunek może być jedynym efektem magicznym. - ona będzie mogła tymczasem zebrać resztę poszlak i wtedy wszcząć dochodzenie czy poprzedni właściciel biżuterii wiedział co trzyma w rękach. Zakrył palcami poparzoną rękę i zginał przy tym kłykcie, mimo że nie było to przyjemne. Czekało go sporo pracy - ocena tworzywa, określenie czasu stworzenia, prześwietlenie w poszukiwaniu grawera z zapisaną inkantacją... ale to wszystko sprawiało mu przyjemność, takie odkrywanie tego, co nieznane. Głęboko westchnął i ułożył na twarzy pokrzepiający uśmiech. Tego raczej nie sprzeda na balu...