27.10.2023, 21:45 ✶
Przełknąłem gulę w gardle. Tak bardzo nie chciałem by Laurent cierpiał, nie chciałem by płakał, wpadał w kolejną panikę, ale... wierzyłem, ba!, ja to wiedziałem, że kiedy przez to przejdzie, kiedy tylko spadnie na dno, wydrze z siebie to wszystko, co mu ciążyło i się uspokoi na koniec, to będzie mu lżej. Może magipsychiatrą nie byłem, ale swoje w życiu widziałem i czasami dobrze było się wypłakać, zgnoić totalnie by potem poczuć się lżej. To trochę jak z ta burzą. Tak, jak z ta burzą.
Siedziałem, popijając herbatę. Kontrolnie zerkałem na Laurenta by przypadkiem sobie nic nie zrobił. Skrzat stał nad nim bezradnie, więc machnąłem mu ręką by za przestał, a ja z kolei pognałem go po tusz, bo najwyraźniej mieliśmy mieć z Laurentem nieco dłuższe spotkanie, a zanim się ogarnie zapewne miało minąć setki kolejnych minut, które były mi na wagę złota. Jak nie zapanuję nad raportami i listami, jutro będę miał drugie tyle.
- Nigdzie nie wyjdziesz, Laurencie, póki na to nie pozwolę. Na daną chwilę możesz zapomnieć o błaganiach... Nie usłyszałem od ciebie odpowiedzi - odparłem na jego jęki, a też przypomniałem o swoim istnieniu i o istnieniu moich pytań, które zawisły bez odpowiedzi. - Dlaczego uważasz, że jesteś gorszy od Pandory? Skąd ta panika? Ten płacz? Czy ja robię ci coś złego, synu? - zapytałem, przesuwając się na prewettowskim tronie tak by widzieć go w pełnej krasie. W jednej ręce trzymałem spodek, a w drugiej filiżankę. Zdawałem się mieć czas, więc Laurent mógł się dowoli wypłakać, zjeść te czekoladki, nawet z podłogi, skoro preferował jedzenie z niej.
Tak się zastanawiałem, nie potrafiłem znaleźć momentu w naszej na pozór spokojnej rozmowie, w której ten cały spokój runął jak domek z kart.
- Jeśli potrzebujesz czasu dla siebie, to moja propozycja ze wschodnią wieżą jest jak najbardziej aktualna... Tylko na koniec pobytu w niej oczekuję dojrzałej rozmowy - odparłem już chłodno, popijając herbatkę. Cały drżał, zanosił się płaczem. Było mi go żal, ale w głowie mi się pojawiła myśl... czy to nie była jakaś manipulacja z jego strony? Może próbował uniknąć rozmowy, otwarcia się. Może tak naprawdę pragnął, bym machnął na wszystko ręką i jeszcze dał mu pokrzepiającego całusa na do widzenia? Cokolwiek to nie było, nie mogło tak być. Potrzebowałem wydrzeć prawdę z jego głowy.
Siedziałem, popijając herbatę. Kontrolnie zerkałem na Laurenta by przypadkiem sobie nic nie zrobił. Skrzat stał nad nim bezradnie, więc machnąłem mu ręką by za przestał, a ja z kolei pognałem go po tusz, bo najwyraźniej mieliśmy mieć z Laurentem nieco dłuższe spotkanie, a zanim się ogarnie zapewne miało minąć setki kolejnych minut, które były mi na wagę złota. Jak nie zapanuję nad raportami i listami, jutro będę miał drugie tyle.
- Nigdzie nie wyjdziesz, Laurencie, póki na to nie pozwolę. Na daną chwilę możesz zapomnieć o błaganiach... Nie usłyszałem od ciebie odpowiedzi - odparłem na jego jęki, a też przypomniałem o swoim istnieniu i o istnieniu moich pytań, które zawisły bez odpowiedzi. - Dlaczego uważasz, że jesteś gorszy od Pandory? Skąd ta panika? Ten płacz? Czy ja robię ci coś złego, synu? - zapytałem, przesuwając się na prewettowskim tronie tak by widzieć go w pełnej krasie. W jednej ręce trzymałem spodek, a w drugiej filiżankę. Zdawałem się mieć czas, więc Laurent mógł się dowoli wypłakać, zjeść te czekoladki, nawet z podłogi, skoro preferował jedzenie z niej.
Tak się zastanawiałem, nie potrafiłem znaleźć momentu w naszej na pozór spokojnej rozmowie, w której ten cały spokój runął jak domek z kart.
- Jeśli potrzebujesz czasu dla siebie, to moja propozycja ze wschodnią wieżą jest jak najbardziej aktualna... Tylko na koniec pobytu w niej oczekuję dojrzałej rozmowy - odparłem już chłodno, popijając herbatkę. Cały drżał, zanosił się płaczem. Było mi go żal, ale w głowie mi się pojawiła myśl... czy to nie była jakaś manipulacja z jego strony? Może próbował uniknąć rozmowy, otwarcia się. Może tak naprawdę pragnął, bym machnął na wszystko ręką i jeszcze dał mu pokrzepiającego całusa na do widzenia? Cokolwiek to nie było, nie mogło tak być. Potrzebowałem wydrzeć prawdę z jego głowy.