28.10.2023, 01:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.10.2023, 01:59 przez Sarah Macmillan.)
Nie lubiła piwa kremowego. Ale lubiła alternatywy. Postarał się dla niej, to było miłe. A za bycie dla niej miłym ludzie zasługiwali na to, żeby przymykała oko na pewne rzeczy...
- Niech będzie.
Ale na pewno nie na aprobatę na tyle silną, żeby nalała sobie to piwo sama.
- Chciałbyś świata, w któhym bogowie mieszają się w sphrawy śmiehtelników? - Oczywiście, że powiedział za dużo, ale jednocześnie powiedział za mało - za dużo, aby nie utwierdzać siostry w przekonaniu, w jakim kierunku skręcił w ciągu ostatnich dwóch lat, za mało, aby zaczęła sądzić, że brał udział w ataku na sabat. - Ale samo to, że to mówisz, świadczy o tym, że nie masz pojęcia o splawie poza pieldołami, jakie zechciano ci wmówić... Wiedziałbyś jak silny boski piehwiastek był w tym zawa'ty, gdybyś tylko był z nami, kiedy Bulst'ode się obudził. Albo gdybyś chociaż sphróbował wysłuchać mugoli w Dolinie... Ale to przecież mugole, plawda, Muhtagh?
Ona widziała wszystko, co tylko dane było zobaczyć niewalczącym. Widziała sceny zaraz przed potyczkami, widziała uciekających ludzi i nacierające na nie, zamaskowane potwory. Widziała Zimnych, dotykała ciała Atreusa, doświadczyła siły rytuału Beltane, przez który miała aktualnie złamane serce. No i najważniejsze - słyszała opowieści. Opowieści wykraczające całkowicie poza dotychczasowe postrzeganie świata i magii.
Była pewna, że na przestrzeni kolejnych dni wszystko może się jeszcze zmienić.
- I nie 'ozśmieszaj mnie, małe dziecko uma'ło na moich oczach, a ja mogłam tylko patrzeć, jak przyklywają jego ciało kocem. Ulodziłam się dziedziczką Slythelina, ale gdybym stała w złym miejscu o złym czasie, to odwiedzałbyś mnie na moim globie, nikt mi nie wmówi, że za tymi działaniami stoi coś więcej niż żądza zdobycia mocy. Spostrzegłam to, nie posiadając szczególnie tęgiego umysłu, więc i inni wklótce przekonają się o plawdzie tych działań.
Obraziła samą siebie, ale było w tym coś jeszcze - ślepota na to, że ona dokładnie wiedziała, czego oczekiwał od nich Salazar Slytherin i nie był to wcale przelew czarodziejskiej krwi.
- Oh, czyli nie przeszkadza ci wcale to, że jestem „jak owieczka”, o ile pasterzem jest ktoś phowadzący mnie zgodnie z twoją nayyacją... - Z narracją pieprzonych potworów! Ściszyła głos, tak żeby nikt ich na pewno nie usłyszał mimo wiszących w pomieszczeniu emocji. - Tego właśnie chcesz? Żebym posłuchała tych słów, zaczęła zabijać ludzi? - Tak jak podejrzewała, że robi to on? I miała ku temu silne powody - nawet nie jego zachowanie, nie odrzucenie rodzinnych wartości - ale jej własny umysł. Sarah słyszała te podszepty coraz częściej, coraz intensywniej i z każdym kolejnym dniem wydawały jej się o ziarnko piasku bardziej przekonujące. Ile miała jeszcze wytrzymać, zanim pójdzie w jego ślady? Z jakiegoś powodu obawiała się, że wcale nie tak długo jakby chciała, ale nie wyobrażała sobie, w jaki sposób miałaby dokonać tego, o co była proszona. Nie skrzywdziłaby muchy, jakim wariatem musiał być jej przodek, jeżeli żądał od niej skrzywdzenia człowieka? - Co lobisz, kiedy nie ma cię w domu? Twoja placa nie wygląda na szczególnie zajmującą, skolo możesz w tlakcie popijać sobie whiskey.
- Niech będzie.
Ale na pewno nie na aprobatę na tyle silną, żeby nalała sobie to piwo sama.
- Chciałbyś świata, w któhym bogowie mieszają się w sphrawy śmiehtelników? - Oczywiście, że powiedział za dużo, ale jednocześnie powiedział za mało - za dużo, aby nie utwierdzać siostry w przekonaniu, w jakim kierunku skręcił w ciągu ostatnich dwóch lat, za mało, aby zaczęła sądzić, że brał udział w ataku na sabat. - Ale samo to, że to mówisz, świadczy o tym, że nie masz pojęcia o splawie poza pieldołami, jakie zechciano ci wmówić... Wiedziałbyś jak silny boski piehwiastek był w tym zawa'ty, gdybyś tylko był z nami, kiedy Bulst'ode się obudził. Albo gdybyś chociaż sphróbował wysłuchać mugoli w Dolinie... Ale to przecież mugole, plawda, Muhtagh?
Ona widziała wszystko, co tylko dane było zobaczyć niewalczącym. Widziała sceny zaraz przed potyczkami, widziała uciekających ludzi i nacierające na nie, zamaskowane potwory. Widziała Zimnych, dotykała ciała Atreusa, doświadczyła siły rytuału Beltane, przez który miała aktualnie złamane serce. No i najważniejsze - słyszała opowieści. Opowieści wykraczające całkowicie poza dotychczasowe postrzeganie świata i magii.
Była pewna, że na przestrzeni kolejnych dni wszystko może się jeszcze zmienić.
- I nie 'ozśmieszaj mnie, małe dziecko uma'ło na moich oczach, a ja mogłam tylko patrzeć, jak przyklywają jego ciało kocem. Ulodziłam się dziedziczką Slythelina, ale gdybym stała w złym miejscu o złym czasie, to odwiedzałbyś mnie na moim globie, nikt mi nie wmówi, że za tymi działaniami stoi coś więcej niż żądza zdobycia mocy. Spostrzegłam to, nie posiadając szczególnie tęgiego umysłu, więc i inni wklótce przekonają się o plawdzie tych działań.
Obraziła samą siebie, ale było w tym coś jeszcze - ślepota na to, że ona dokładnie wiedziała, czego oczekiwał od nich Salazar Slytherin i nie był to wcale przelew czarodziejskiej krwi.
- Oh, czyli nie przeszkadza ci wcale to, że jestem „jak owieczka”, o ile pasterzem jest ktoś phowadzący mnie zgodnie z twoją nayyacją... - Z narracją pieprzonych potworów! Ściszyła głos, tak żeby nikt ich na pewno nie usłyszał mimo wiszących w pomieszczeniu emocji. - Tego właśnie chcesz? Żebym posłuchała tych słów, zaczęła zabijać ludzi? - Tak jak podejrzewała, że robi to on? I miała ku temu silne powody - nawet nie jego zachowanie, nie odrzucenie rodzinnych wartości - ale jej własny umysł. Sarah słyszała te podszepty coraz częściej, coraz intensywniej i z każdym kolejnym dniem wydawały jej się o ziarnko piasku bardziej przekonujące. Ile miała jeszcze wytrzymać, zanim pójdzie w jego ślady? Z jakiegoś powodu obawiała się, że wcale nie tak długo jakby chciała, ale nie wyobrażała sobie, w jaki sposób miałaby dokonać tego, o co była proszona. Nie skrzywdziłaby muchy, jakim wariatem musiał być jej przodek, jeżeli żądał od niej skrzywdzenia człowieka? - Co lobisz, kiedy nie ma cię w domu? Twoja placa nie wygląda na szczególnie zajmującą, skolo możesz w tlakcie popijać sobie whiskey.
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.