13.11.2022, 15:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.11.2022, 15:42 przez Castiel Flint.)
Potrafił przyjąć odmowę więc tylko uśmiechnął się w odpowiedzi. Musiał zaufać jej intuicji, która jak się okazuje, nie zawiodła. Wyczuła, że coś jest nie tak i postąpiła odpowiedzialnie, przynosząc mu to. Dzięk temu zapobiegli cudzym kłopotom, a i ten naszyjnik powinien wylądować tam, gdzie jego miejsce - głęboko w podziemiach Banku Gringrotta w tajnej skrytce. Tym jednak zajmą się już i jego, i Brenny zwierzchnicy. Oni wykonywali główną pracę a resztę decyzji zostawiali swoim przełożonym. Najważniejsze, że udało się wyłapać to, co może szkodzić.
Rozejrzał się po klitce, naiwnie wierząc, że pojawi się tu jakikolwiek lód. Nie chciał robić kłopotów i choć doceniał troskę Brenny to unosił się dumą i chciał sobie poradzić sam z ledwie obrzękiem po poparzeniu. Miała rację, że ból stopniowo się zwiększy, a zamierzał dzisiaj popracować przynajmniej do dwudziestej pierwszej zanim deportuje się do domu. W końcu sięgnął po butelkę zwykłej wody mineralnej i zmroził ją najprostszym zaklęciem, aby później takim sposobem schłodzić zaczerwienioną skórę. Najgorzej, że to prawa ręka ucierpiała a więc rzucanie bardziej zaawansowanych czarów musi odłożyć w czasie. Nie ufał teraz swojej precyzji.
-Mogłabyś być tak uprzejma i schowała ten naszyjnik w szkatułce? Zaklęciami, rzecz jasna. Przewiozę to dzisiaj do Banku. Postaraj się tylko, proszę, celować czarem nie w sam środek tylko w okolicę wokół naszyjnika. Brakowałoby żeby jeszcze ciebie kopnęło. - nie była bezbronną i potrzebującą dzierlatką a silną kobietą. Mógł powierzyć jej takie zadanie. Kiedy przedmiot zniknął im z oczu to mógł się trochę rozluźnić. Uśmiechnął się z ulgą kiedy obiecała nie badać czarnomagicznych przedmiotów. Teoretycznie powinien być tego pewien jednak otrzymanie takiego słowa zwiększało poczucie komfortu.
- Jesteś świetna w tym, co robisz, Bren. - przyznał na głos bo rozsądku nie można jej odmówić. Wiedziała jak działać, jak odpowiadać, jak kombinować i na co zwracać uwagę. Była właściwą osobą we właściwym miejscu.
- Myślę, że mógł nie wiedzieć. Może wystraszył się właśnie tego, że nikt nie chciał tego kupić i zamiast przyjść do Banku to wolał się tego pozbyć, aby podejrzenia nie padły właśnie na niego. Ludzie niepotrzebnie się tego obawiają. My badamy, nie osądzamy. Oczywiście nietypowe osobistości są zgłaszane... ale weź to wytłumacz czarodziejom. - wzruszył ramionami. Nie znał dokładnej sytuacji ale liczył, że gdy wszystko się wyjaśni to chociaż dowie się czy pan Hunchins wiedział. Domyślał się, że Brenna nie będzie mogła podzielić się skutkami śledztwa, ale zawsze jest nadzieja, że coś tam mu uszczknie skoro miał w tym swoje trzy sykle.
- Klątwa antykulinarna? - uniósł brwi i miał ochotę się roześmiać. Widząc jednak coś na kształt powagi na twarzy dziewczyny powstrzymał śmiech.
- Nie sądzę... - ale nie chciał zostawiać jej z niepewnością więc na szybko przejrzał w myślach listę klątw, które miałyby szanse związku z gotowaniem. Potrząsnął głową. -Jedyne co teraz przychodzi mi do głowy to efekty uboczne po ugryzieniu przez langustnika ladaco czy jakoś tak. Nie znam nazwy tego cholerstwa, ale jak takowy dziabnie to wywołuje skutki pecha przez jakiś okres czasu. Można to zakwalifikować do jakiejś dziedziny... ale musisz dać mi więcej poszlak, objawów, a najlepiej całej historii. Tak ogólnikowo nie przychodzi mi nic do głowy. - oczywiście był przekonany, że niczego takiego nie ma.
- Ewentualnie można sprawdzić kuchnię czy jakiś poltergeist się nie przypałętał i nie płata figli czarami kiedy ktoś gotuje. - tutaj już nie wytrzymał i cicho się zaśmiał. Popatrzył na nią pytająco. Takie klątwy są nazywane potocznie antytalenciem na co i Castiel "chorował".
Rozejrzał się po klitce, naiwnie wierząc, że pojawi się tu jakikolwiek lód. Nie chciał robić kłopotów i choć doceniał troskę Brenny to unosił się dumą i chciał sobie poradzić sam z ledwie obrzękiem po poparzeniu. Miała rację, że ból stopniowo się zwiększy, a zamierzał dzisiaj popracować przynajmniej do dwudziestej pierwszej zanim deportuje się do domu. W końcu sięgnął po butelkę zwykłej wody mineralnej i zmroził ją najprostszym zaklęciem, aby później takim sposobem schłodzić zaczerwienioną skórę. Najgorzej, że to prawa ręka ucierpiała a więc rzucanie bardziej zaawansowanych czarów musi odłożyć w czasie. Nie ufał teraz swojej precyzji.
-Mogłabyś być tak uprzejma i schowała ten naszyjnik w szkatułce? Zaklęciami, rzecz jasna. Przewiozę to dzisiaj do Banku. Postaraj się tylko, proszę, celować czarem nie w sam środek tylko w okolicę wokół naszyjnika. Brakowałoby żeby jeszcze ciebie kopnęło. - nie była bezbronną i potrzebującą dzierlatką a silną kobietą. Mógł powierzyć jej takie zadanie. Kiedy przedmiot zniknął im z oczu to mógł się trochę rozluźnić. Uśmiechnął się z ulgą kiedy obiecała nie badać czarnomagicznych przedmiotów. Teoretycznie powinien być tego pewien jednak otrzymanie takiego słowa zwiększało poczucie komfortu.
- Jesteś świetna w tym, co robisz, Bren. - przyznał na głos bo rozsądku nie można jej odmówić. Wiedziała jak działać, jak odpowiadać, jak kombinować i na co zwracać uwagę. Była właściwą osobą we właściwym miejscu.
- Myślę, że mógł nie wiedzieć. Może wystraszył się właśnie tego, że nikt nie chciał tego kupić i zamiast przyjść do Banku to wolał się tego pozbyć, aby podejrzenia nie padły właśnie na niego. Ludzie niepotrzebnie się tego obawiają. My badamy, nie osądzamy. Oczywiście nietypowe osobistości są zgłaszane... ale weź to wytłumacz czarodziejom. - wzruszył ramionami. Nie znał dokładnej sytuacji ale liczył, że gdy wszystko się wyjaśni to chociaż dowie się czy pan Hunchins wiedział. Domyślał się, że Brenna nie będzie mogła podzielić się skutkami śledztwa, ale zawsze jest nadzieja, że coś tam mu uszczknie skoro miał w tym swoje trzy sykle.
- Klątwa antykulinarna? - uniósł brwi i miał ochotę się roześmiać. Widząc jednak coś na kształt powagi na twarzy dziewczyny powstrzymał śmiech.
- Nie sądzę... - ale nie chciał zostawiać jej z niepewnością więc na szybko przejrzał w myślach listę klątw, które miałyby szanse związku z gotowaniem. Potrząsnął głową. -Jedyne co teraz przychodzi mi do głowy to efekty uboczne po ugryzieniu przez langustnika ladaco czy jakoś tak. Nie znam nazwy tego cholerstwa, ale jak takowy dziabnie to wywołuje skutki pecha przez jakiś okres czasu. Można to zakwalifikować do jakiejś dziedziny... ale musisz dać mi więcej poszlak, objawów, a najlepiej całej historii. Tak ogólnikowo nie przychodzi mi nic do głowy. - oczywiście był przekonany, że niczego takiego nie ma.
- Ewentualnie można sprawdzić kuchnię czy jakiś poltergeist się nie przypałętał i nie płata figli czarami kiedy ktoś gotuje. - tutaj już nie wytrzymał i cicho się zaśmiał. Popatrzył na nią pytająco. Takie klątwy są nazywane potocznie antytalenciem na co i Castiel "chorował".