28.10.2023, 19:55 ✶
W ostatnich tygodniach miał pełne ręce roboty. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie stresowała go ilość spraw jaką był obarczany codziennie w pracy, a to się w jego trzydziestoletnim życiu jeszcze nigdy wcześniej nie zdarzyło. Przynajmniej nie na tak długi okres. Odmawianie sobie przyjemności nie leżało w jego naturze, tak uważał. Głównie dlatego zirytowanie rosło z każdym dniem, a możliwość jego zelżenia znikała za horyzontem niekończących się spotkań, które mogły być listami.
Chciał poświęcać czas tym, którzy na niego zasługiwali, a nie pretensjom i ciągłemu stresowi. Oczywiście nie był świadomy, że problemem w tym wszystkim wcale nie był natłok obowiązków, a fakt, że w całym swoim dotychczasowym życiu nie musiał wykonywać faktycznej pracy. Zmęczenie, frustracja w pracy czy niemożność pogodzenia życia zawodowego z prywatnym były Elliottowi Malfoyowi dotychczas obce.
Zawsze musi być ten pierwszy raz, ale nie zawsze jest przyjemny - Malfoy niezbyt zdawał sobie z tego sprawę.
Chociażby teraz, po raz pierwszy był w stanie poczuć niesamowicie wielką frustracje połączoną z ogromnym natłokiem wstydu w bardzo irracjonalnej sytuacji. Nie codziennie wszak człowiek zatrzaskuje się w kiblu podczas istotnego eventu, na którym jest ogromna ilość ważnych i znajomych osób.
Przeklinał siebie z przeszłości, który uznał, że załatwienie tego, co załatwić potrzebował, będzie lepszym pomysłem poza domem niż w jego czterech ścianach. Wszystko z powodu źle wyprasowanej koszuli, zmiany marynarki po raz czwarty i innych czynników, które jak na złość właśnie pojawiły się akurat w tamtym momencie.
Siedział na muszli klozetowej i rozmyślał nad sensem istnienia.
Była zamknięta, rzecz jasna.
Zatrzasnął się w kabinie prawie w tym samym momencie, gdy wydarzeni się rozpoczynało. W końcu kim by był, gdyby nie spóźnił się te 10-15 minut? Nie mógł pojawić się na czas; pokazać, że tak bardzo mu zależy. A poza tym, jego wejście musiało być odpowiednio zauważone... no cóż, teraz na pewno będzie. Zwłaszcza jeżeli ktoś odkryje, że cały pojedynek siedział zatrzaśnięty na klopie, a żadna magia nie mogła pomóc mu się z tej sytuacji wydostać.
Nie był pewien czy wolał być znaleziony teraz czy zostawiony tu na całą noc, aby nikt nie zorientował się, że w ogóle przyszedł.
Przerażającym było, że chylił się ku drugiej opcji.
Co za wstyd.
Zaczął myśleć, że to wszystko to jakiś idiotyczny żart. Że ktoś to zrobił specjalnie, ale przecież to nie miałoby żadnego sensu.
Ale czy na pewno?
Eden nie mogła zrobić mu krzywdy, ale rzucenie niewinnej klątwy, która miała uprzykrzyć mu funkcjonowanie wcale nie zagrażało jego życiu.
Westchnął głęboko.
Merlin jeden wie gdzie by się znalazł jakby spróbował 'stworzyć sobie' wyjście przez sufit albo podłogę. Wolał nie ryzykować spadania czy znalezienia się w jakimś odpływie. Sytuacja i tak była już wystarczająco okropna, nie potrzebował jej pogarszać.
Oparł nogi na drzwiach spoglądając na idealnie wypolerowane buty.
Jak dobrze, że zaklęcia które mam najlepiej opanowane to te, które prostują koszule i marynarki z małych odgnieceń. Na pewno mi się teraz przydadzą, pomyślał zaczynając irytować się na każdą, jedną myśl, jaka pojawiała się w jego umyśle.
Spojrzał w sufit bez krzty nadzieji w oczach.
Czy ktoś uratuje go z tej opresji?
Chciał poświęcać czas tym, którzy na niego zasługiwali, a nie pretensjom i ciągłemu stresowi. Oczywiście nie był świadomy, że problemem w tym wszystkim wcale nie był natłok obowiązków, a fakt, że w całym swoim dotychczasowym życiu nie musiał wykonywać faktycznej pracy. Zmęczenie, frustracja w pracy czy niemożność pogodzenia życia zawodowego z prywatnym były Elliottowi Malfoyowi dotychczas obce.
Zawsze musi być ten pierwszy raz, ale nie zawsze jest przyjemny - Malfoy niezbyt zdawał sobie z tego sprawę.
Chociażby teraz, po raz pierwszy był w stanie poczuć niesamowicie wielką frustracje połączoną z ogromnym natłokiem wstydu w bardzo irracjonalnej sytuacji. Nie codziennie wszak człowiek zatrzaskuje się w kiblu podczas istotnego eventu, na którym jest ogromna ilość ważnych i znajomych osób.
Przeklinał siebie z przeszłości, który uznał, że załatwienie tego, co załatwić potrzebował, będzie lepszym pomysłem poza domem niż w jego czterech ścianach. Wszystko z powodu źle wyprasowanej koszuli, zmiany marynarki po raz czwarty i innych czynników, które jak na złość właśnie pojawiły się akurat w tamtym momencie.
Siedział na muszli klozetowej i rozmyślał nad sensem istnienia.
Była zamknięta, rzecz jasna.
Zatrzasnął się w kabinie prawie w tym samym momencie, gdy wydarzeni się rozpoczynało. W końcu kim by był, gdyby nie spóźnił się te 10-15 minut? Nie mógł pojawić się na czas; pokazać, że tak bardzo mu zależy. A poza tym, jego wejście musiało być odpowiednio zauważone... no cóż, teraz na pewno będzie. Zwłaszcza jeżeli ktoś odkryje, że cały pojedynek siedział zatrzaśnięty na klopie, a żadna magia nie mogła pomóc mu się z tej sytuacji wydostać.
Nie był pewien czy wolał być znaleziony teraz czy zostawiony tu na całą noc, aby nikt nie zorientował się, że w ogóle przyszedł.
Przerażającym było, że chylił się ku drugiej opcji.
Co za wstyd.
Zaczął myśleć, że to wszystko to jakiś idiotyczny żart. Że ktoś to zrobił specjalnie, ale przecież to nie miałoby żadnego sensu.
Ale czy na pewno?
Eden nie mogła zrobić mu krzywdy, ale rzucenie niewinnej klątwy, która miała uprzykrzyć mu funkcjonowanie wcale nie zagrażało jego życiu.
Westchnął głęboko.
Merlin jeden wie gdzie by się znalazł jakby spróbował 'stworzyć sobie' wyjście przez sufit albo podłogę. Wolał nie ryzykować spadania czy znalezienia się w jakimś odpływie. Sytuacja i tak była już wystarczająco okropna, nie potrzebował jej pogarszać.
Oparł nogi na drzwiach spoglądając na idealnie wypolerowane buty.
Jak dobrze, że zaklęcia które mam najlepiej opanowane to te, które prostują koszule i marynarki z małych odgnieceń. Na pewno mi się teraz przydadzą, pomyślał zaczynając irytować się na każdą, jedną myśl, jaka pojawiała się w jego umyśle.
Spojrzał w sufit bez krzty nadzieji w oczach.
Czy ktoś uratuje go z tej opresji?
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦