Lizzy zadawała panom pytania, a oni po kolei na nie odpowiadali. Widownia żywo reagowała na wydarzenia na scenie, bo już od początku sporo się działo.
Kandydat numer jeden spytany został o najbardziej niebezpieczną sytuację, w jakiej się znalazł.
— W sumie to całkiem ciekawe pytanie, daje trochę do myślenia, ale mam wrażenie, że jest też odrobinę podchwytliwe — zaczął. — W każdym razie, myślę że do takich sytuacji można zaliczyć ostatnie Beltane, a raczej wydarzenia, które rozegrały się na polanie ognisk. Należałem do osób, które brały czynne udział w walkach z napastnikami, którzy pojawili się tamtej nocy. — Jego ton, mimo że mówił o święcie, które wciąż wydawało się jątrzyć w pamięci niektórych, pozostawał swobodny.
Rozległy się szepty na sali. Yvone wyglądała na zaskoczoną, a jednocześnie była pod wrażeniem.
— Mamy tutaj bohatera! Jakie to ekscytujące! Lizzy, co ty na to? — rzuciła do Wybierającej.
Kandydat numer dwa został spytany o alternatywny zawód.
— W pracy kreatywnej, Lizzy — odpowiedział po krótkiej chwili namysłu. - I takiej, która pozwoliłaby mi na stały kontakt z mediami. Redakcja poczytnej gazety, rozgłośnia radiowa – to właśnie w to bym celował. - Całe szczęście tutaj nie musiał naginać za bardzo prawdy, a po prostu mówił prosto z serca. - Rozejrzałbym się również za czymś, co pozwoliłoby mi pracować z domu, bez niepotrzebnych podróży do centrum miasta.
Na tym zakończył swój wywód, pozwalając reszcie kandydatów odpowiedzieć na swoje pytania. Poprawił tylko lekko swoją maskę, czekając na dalszy rozwój zdarzeń. Nie bardzo wiedział, czemu rozmawiali o pracy już na tym etapie znajomości. Czy nie powinni poznać swoich zainteresowań i charakterów? Cóż, może to tylko taka zmyłka, a naprawdę ciekawe pytania pojawią się dopiero na późniejszym etapie wieczoru?
— Oho, coś czuję, że jeśli nie wybierzesz tego pana, ja mogę się zainteresować — Yvone puściła Lizzy oczko.
Kandydata numer trzy spytano o ulubione gatunki drożdży i mąki.
— Wybrać ulubioną mąkę, to jak wybrać swoje ulubione dziecko, ślicznotko. — Zaciął się na dłuższy moment, jeszcze myśli nad dalszą częścią wypowiedzi, a zegar tyka... — Moja dusza jest ciemna jak chleb razowy, więc to z nim czuję największą więź, jeżeli chodzi o chleby, ALE... Jeżeli mam wybrać mój ulubiony wypiek, to będzie to ciasto, ale nie takie po prostu słodkie, tylko słodkie i słone jednocześnie. Taki słony precel p-polany czekoladą...
Pomimo interesującej i zdecydowanej odpowiedzi, kandydat brzmiał dosć nieśmiało.
— Smakowicie... — uśmiechnęła się Yvone wciskając swoje trzy knuty.
Pana numer cztery spytano o stosunek do postępu. Ten zastanowił się krótko nad słowami kobiety, zanim udzielił odpowiedzi.
— Lubię zmiany — stwierdził prosto. — Ale być może znam zbyt wielu dobrych wróżbitów, by docenić nowości i zdobycze postępu. Dzisiejsze, yyy, "nowinki"? Ledwo się pojawią, już są dla mnie niczym wczorajsza gazeta wyrzucona do śmieci.
— O, widzisz, Lizzy? Klasyka i postęp mogą iść w parze — skomentowała Yvone.
Po każdej odpowiedzi (i wtrąceniu Yvone), Wybierająca miała czas na skomentowanie odpowiedzi. Po całej rundzie, prowadząca rozsiadła się wygodniej.
— I jak? Czy udało ci się lepiej wyobrazić sobie naszych kandydatów? — spytała.