— Hm... Można spytać kogoś... Ale jeśli zgłosimy to do Ministerstwa, to już nie będzie nasz problem, co nie? — odpowiedziałam. No bo co więcej można tutaj zrobić? Nie jesteśmy przecież detektywami wkręconymi w jakieś śledztwo.
— Będę wdzięczna, jeśli to zrobisz, bo ja... Powiedzmy, że załatwiałam jedną sprawę w Ministerstwie i trochę się zraziłam... — Roześmiałam się niezręcznie. Odzyskiwanie sprzętu po Beltane było tragedią. Zachowało się jedynie urządzenie do kopiowania rysunków... Ale tylko fizycznie. Jego magiczne właściwości przestały istnieć. To było niesamowicie frustrujące. Dwa razy w ciągu pół roku straciłam wszystkie swoje prace z powodu ognia. Za każdym razem, jak o tym myślałam, to chciało mi się płakać i zmieniać medium na rzeźbę. Marmurowe posągi nie strawią płomienie, co nie?
— Oh nie, spokojnie. Jestem w stanie to załatwić z magią i bez — wyjaśniłam. Wstałam otrzepałam trawę z pupy i poklepałam traktor jak dobrego znajomego. — Zaraz ci pokażę...
Poklepałam się po bokach i dotarło do mnie, że nie miałam ze sobą ważnego narzędzia.
— Cóż, albo i nie. Zostawiłam różdżkę w domu.
Kolejny nerwowy śmiech. Cóż za karykatura czarodzieja ze mnie jest. No trudno. Poprawiłam kapelusz i okulary.
— Uhm... To ten... Będę już lecieć.
Trzeci niezręczny śmiech. Czy to mój rekord? Oczywiście, że nie.