29.10.2023, 22:45 ✶
Była nieco zbita z tropu, kiedy do mieszkania wszedł kot. Odwróciła gwałtownie głowę w kierunku kanapy, gdy kątem oka spostrzegła, że coś czmychnęło oknem, bo gościa się spodziewała, a i owszem, ale po pierwsze drzwiami frontowymi, a po drugie w formie człowieka. Rozejrzała się dookoła czujnie, na twarzy zdezorientowana, jakby się chciała upewnić, czy aby na pewno nie znalazła się w ukrytej kamerze. Nie odnalazłszy niczego takiego, spojrzała ponownie na futrzaka, a potem znowu na okno, przez które przemknął.
Jebany wszedł na pierwsze piętro? Jak?! Po ścianie? Jak pająk???
Zrobiła krok do przodu, żeby rudzielca złapać i ewakuować tą samą drogą, którą przyszedł. Tak, miała zamiar wywalić go oknem i to z rozmachem. Nie obchodziło ją, czy zwierzak wyląduje na tych czterech łapach z telemarkiem czy bez, chciała się go pozbyć, zanim zacznie się piekło. I nie chodziło tutaj o rozmowę z Leo, o nie, nie, tu chodziło o coś zdecydowanie bardziej traumatycznego.
Mewa lubiła tylko jednego kota, a i to nie zawsze. Był to Sauriel i ta sympatia głównie brała się stąd, że był to kot jedynie z przydomku, toteż futra nie miał. Prawdziwe sierściuchy omijała szerokim łukiem lub ćwiczyła na nich Depulso, bo sama ich obecność wywoływała u niej świąd, kręcenie w nosie i nieposkromioną złość z tym związaną.
Nie zdążyła złapać gałgana, bo zaczął się przemieniać. Kurwa mać, animag. Wtedy też kichnęła siarczyście, prosto na ten notatnik Eldirra, co go otworzyła, w efekcie czego teraz przepowiednie były nie tylko oszalałe, ale też osmarkane. Chciała wytrzeć sobie nos rękawem marynarki, co ją z denata zdjęła, ale nim udało jej się podnieść rękaw do twarzy, kichnęła ponownie. Super robota, ekstra będzie. Śmiech na sali, krzesła puste.
Nim odpowiedziała mu na serię pierwszych pytań, wyjęła z kieszeni jakąś chusteczkę, wytarła nos, a następnie - niby to ukradkiem - rzuciła okiem na zapiski. Szukała czegoś, co mogło być odpowiedzią, ale musiało być odklejone na tyle, by brzmiało w stylu Toma.
- Oczekiwanie jest szeptem wieczności, a w jego przyciszonych tonach odnajdujemy echa naszego przeznaczenia - wyrecytowała głosem Eldirra, tak à propos tego czekania na dostawę. Nie chciała się wydawać łasa na ten eliksir, bo jeszcze każe jej go wyzerować tu i teraz, a ona nawet nie wiedziała, na co to jest. Sauriel wspominał, że Tom bierze coś na trzeźwość umysłu, ale Maeve wbrew własnej woli była trzeźwa zawsze, więc obawiała się, że w najlepszym wypadku dostanie po tym specyfiku zgagi, a w najgorszym zacznie słyszeć kolory.
Przeniosła spojrzenie na Leo, wyczekując jego reakcji. Chciała wiedzieć, jakie O'Dwyer ma podejście do tych rewelacji z notatnika, może też w nie wierzy? Miała cichą nadzieję, że jednak nie, ale z drugiej strony - łatwowiernymi idiotami można manipulować.
- Fizycznie czuję się dobrze, Leo - oświadczył Tom Eldirr, po czym kichnął tak siarczyście, że chyba opluł wszystko w promieniu dwóch metrów. Może nawet samego Leo. Gdyby Maeve wyglądała jak ona sama, uśmiechnęłaby się teraz nonszalancko, żeby swoją urodą odwrócić uwagę od wysłanych przed chwilą sprzecznych sygnałów, ale Pan Zagadka nie był nawet w ćwierci tak urodziwy, więc plan spaliłby na panewce. - Zresztą, prawdziwe zdrowie to nie brak choroby, ale obecność równowagi. Niczym taniec cieni i światła, jedno nie może istnieć bez drugiego. - To wymyśliła sama, czując przy tym żenadę w kościach, bo nie wierzyła, że taki bezsens jej przez gardło przeszedł. Otworzyła okno szerzej i stanęła przy nim, licząc, że świeże powietrze ulży jej reakcji alergicznej. Jak będzie tragicznie, to się najwyżej przeżegna i skoczy.
- Ale myśli, Leo, myśli nie dają mi chwili wytchnienia. Głosy pędzą, walczą ze sobą o prym, a skąd mam wtedy wiedzieć, która z nich wskaże mi prawdziwą drogę? Co jeśli znalazł się kłamca wśród proroków? - Siedząca w środku Mewa uśmiechnęła się, bo ten fałszywy prorok to ona była przecież, we własnej osobie. Pierdoliła od rzeczy aż miło, może zaraz wymyśli nową religię, antytezę mitologii egipskiej, w której koty będą zakazane i zabijane jak tylko wejdą w zasięg wzroku. - Twoje eliksiry sprawiają, że moje trzecie oko odzyskuje wzrok, chłopcze. Dlatego nie mogę pozwolić, abyś wymknął się z moich rąk - mówiąc to, nie była pewna, czy to dobry moment, by zacząć doktorkowi podprogowo grozić i testować reakcje, ale dobyła różdżki Eldirra i skierowała ją w kierunku O'Dwyera. Trzymała ją pewnie, ale nie chciała jej używać, bo w zasadzie nie wiedziała, czy będzie w ogóle w stanie jej użyć. Tego nie zdążyła przetestować, a i zupełnie zapomniała. Może wcale nie będzie trzeba.
Jebany wszedł na pierwsze piętro? Jak?! Po ścianie? Jak pająk???
Zrobiła krok do przodu, żeby rudzielca złapać i ewakuować tą samą drogą, którą przyszedł. Tak, miała zamiar wywalić go oknem i to z rozmachem. Nie obchodziło ją, czy zwierzak wyląduje na tych czterech łapach z telemarkiem czy bez, chciała się go pozbyć, zanim zacznie się piekło. I nie chodziło tutaj o rozmowę z Leo, o nie, nie, tu chodziło o coś zdecydowanie bardziej traumatycznego.
Mewa lubiła tylko jednego kota, a i to nie zawsze. Był to Sauriel i ta sympatia głównie brała się stąd, że był to kot jedynie z przydomku, toteż futra nie miał. Prawdziwe sierściuchy omijała szerokim łukiem lub ćwiczyła na nich Depulso, bo sama ich obecność wywoływała u niej świąd, kręcenie w nosie i nieposkromioną złość z tym związaną.
Nie zdążyła złapać gałgana, bo zaczął się przemieniać. Kurwa mać, animag. Wtedy też kichnęła siarczyście, prosto na ten notatnik Eldirra, co go otworzyła, w efekcie czego teraz przepowiednie były nie tylko oszalałe, ale też osmarkane. Chciała wytrzeć sobie nos rękawem marynarki, co ją z denata zdjęła, ale nim udało jej się podnieść rękaw do twarzy, kichnęła ponownie. Super robota, ekstra będzie. Śmiech na sali, krzesła puste.
Nim odpowiedziała mu na serię pierwszych pytań, wyjęła z kieszeni jakąś chusteczkę, wytarła nos, a następnie - niby to ukradkiem - rzuciła okiem na zapiski. Szukała czegoś, co mogło być odpowiedzią, ale musiało być odklejone na tyle, by brzmiało w stylu Toma.
- Oczekiwanie jest szeptem wieczności, a w jego przyciszonych tonach odnajdujemy echa naszego przeznaczenia - wyrecytowała głosem Eldirra, tak à propos tego czekania na dostawę. Nie chciała się wydawać łasa na ten eliksir, bo jeszcze każe jej go wyzerować tu i teraz, a ona nawet nie wiedziała, na co to jest. Sauriel wspominał, że Tom bierze coś na trzeźwość umysłu, ale Maeve wbrew własnej woli była trzeźwa zawsze, więc obawiała się, że w najlepszym wypadku dostanie po tym specyfiku zgagi, a w najgorszym zacznie słyszeć kolory.
Przeniosła spojrzenie na Leo, wyczekując jego reakcji. Chciała wiedzieć, jakie O'Dwyer ma podejście do tych rewelacji z notatnika, może też w nie wierzy? Miała cichą nadzieję, że jednak nie, ale z drugiej strony - łatwowiernymi idiotami można manipulować.
- Fizycznie czuję się dobrze, Leo - oświadczył Tom Eldirr, po czym kichnął tak siarczyście, że chyba opluł wszystko w promieniu dwóch metrów. Może nawet samego Leo. Gdyby Maeve wyglądała jak ona sama, uśmiechnęłaby się teraz nonszalancko, żeby swoją urodą odwrócić uwagę od wysłanych przed chwilą sprzecznych sygnałów, ale Pan Zagadka nie był nawet w ćwierci tak urodziwy, więc plan spaliłby na panewce. - Zresztą, prawdziwe zdrowie to nie brak choroby, ale obecność równowagi. Niczym taniec cieni i światła, jedno nie może istnieć bez drugiego. - To wymyśliła sama, czując przy tym żenadę w kościach, bo nie wierzyła, że taki bezsens jej przez gardło przeszedł. Otworzyła okno szerzej i stanęła przy nim, licząc, że świeże powietrze ulży jej reakcji alergicznej. Jak będzie tragicznie, to się najwyżej przeżegna i skoczy.
- Ale myśli, Leo, myśli nie dają mi chwili wytchnienia. Głosy pędzą, walczą ze sobą o prym, a skąd mam wtedy wiedzieć, która z nich wskaże mi prawdziwą drogę? Co jeśli znalazł się kłamca wśród proroków? - Siedząca w środku Mewa uśmiechnęła się, bo ten fałszywy prorok to ona była przecież, we własnej osobie. Pierdoliła od rzeczy aż miło, może zaraz wymyśli nową religię, antytezę mitologii egipskiej, w której koty będą zakazane i zabijane jak tylko wejdą w zasięg wzroku. - Twoje eliksiry sprawiają, że moje trzecie oko odzyskuje wzrok, chłopcze. Dlatego nie mogę pozwolić, abyś wymknął się z moich rąk - mówiąc to, nie była pewna, czy to dobry moment, by zacząć doktorkowi podprogowo grozić i testować reakcje, ale dobyła różdżki Eldirra i skierowała ją w kierunku O'Dwyera. Trzymała ją pewnie, ale nie chciała jej używać, bo w zasadzie nie wiedziała, czy będzie w ogóle w stanie jej użyć. Tego nie zdążyła przetestować, a i zupełnie zapomniała. Może wcale nie będzie trzeba.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —