Poprzedniej nocy Jackie bardzo długo nie mogła zasnąć. Lato było ciepłe, a ona z natury przyzwyczajona do spania na świeżym powietrzu, pod gołym niebem, nie czuła się wygodnie we własnym łóżku. Czuła, że wilk w niej jeszcze dobrze nie "usnął" po ostatnich ekscesach i pełzał mrowieniem tuż pod jej skórą, sprawiając że przechodziły ją ciarki. Kilkukrotnie wstawała, podchodziła do okna, schodziła na dół po szklankę wody i kładła się z powrotem - wszystko na nic. Kiedy w końcu zmorzył ją sen, za oknem już prawie świtało.
Śniło jej się, że biegnie przed siebie i nie dlatego, że przed czymś ucieka a raczej, że biegnie do kogoś. Nie wiedziała do kogo, ani dlaczego tak bardzo chciała do tej osoby dotrzeć. Najgorsze było jednak to, że jej własny umysł nie mógł się zdecydować we śnie, czy jest człowiekiem czy wilkiem i jej sen przeskakiwał co chwilę między dwoma ciałami i dwoma, bardzo różnymi, sposobami poruszania się. Potem sen zmienił się i śniło jej się, że unosi się w wodzie, przyjemnie otoczona przez cichą i mroczną wodę.
Kiedy obudziła się rano, nie czuła się wyspana. Usiadła dość nagle i przez chwilę nasłuchiwała - czuła, że obudził ją jakiś ruch, lub wstrząs, ale obecnie nic takiego nie czuła. Czuła jednak, że i tak nie będzie już w stanie zasnąć, więc zeszła na dół, wciąż ubrana tylko w pidżamę i rozejrzała się po kuchni. Wyglądało na to, że Sam już wstał i nawet zrobił sobie śniadanie. Miała już zająć się swoim, uznając, że pewnie jej brat jest już w warsztacie, kiedy zobaczyła jego sylwetkę przez drzwi kuchenne.
- Wszystko okay?- zapytała, a potem sama rozdziawiła usta ze zdumienia. Czemu do cholery jej brat postanowił z rana przewalić drzewo, które od zawsze rosło w ogrodzie? A nie, Sam nie miał w ręce różdżki, więc to nie mogła być jego robota. - Co tu się, na hipogryfi zadek, odchrzaniło? - zapytała, tak jakby spodziewała się, że brat faktycznie będzie miał gotowe wytłumaczenie.