Bella zdecydowanie dużo bardziej lubiła Londyn. Nie znosiła wsi i lasów, nie były to miejsca, w których czuła się dobrze. Natura nigdy jej nie pociągała, roiło się tu od różnego robactwa. Jednak wiadomo, jak jest, czasem trzeba się poświęcić dla większego dobra. Jako amnezjatorka często bywała w takich miejscach, mugole pojawiali się wszędzie i trzeba było czyścić im pamięć. Nie mogła demenstrować swojego niezadowolenia. Musiała dobrze wtapiać się w tłum, żeby Czarny Pan miał swoich w departamencie. Najchętniej to by w ogóle nie pracowała i na pełny etat zaangażowała się w pomoc Lordowi Voldemortowi, póki co jednak nie było takiej możliwości. Musiała więc działać na dwa etaty, co powodowało, że nie miała czasu na własne życie, jednak nie było to istotne - była skłonna poświęcić wszystko dla swojego władcy.
Musieli opuścić to miejsce jak najszybciej. W każdej chwili mogli pojawić się tutaj jej współpracownicy. Jeszcze nie do końca wiedziała, gdzie powinni się udać, ale pewnie zaraz i to wymyśli. Musiała poczekać chwilę na Lou, aby jej w tym wszystkim pomógł. Wylądował trochę dalej od ich grupy. Nie czekała jednak długo, aż do nich podszedł. Pięknie się prezentował w tym blasku księżyca i szacie śmierciożercy. Wyglądał potężnie, był jej kuzynem, rosło jej serce, kiedy go takiego widziała. Oj szczęście ogromne miała jego narzeczona. Nawet sobie nie zdawała sprawy, jak wielkie.
- Najlepiej będzie, jak się rozdzielicie. Trudniej będzie was zlokalizować. Może parami? - Wydawało jej się to najbardziej logiczne. Nie będą się czuli samotni, ale też nie znajdą się w jednym miejscu, więc większa szansa na to, że chociaż części z nich nie znajdą pracownicy ministerstwa.
- Tę dwójkę, może do Liverpoolu? - Wskazała dłonią na tych dwóch mugoli, którzy byli bardziej wystraszeni. W ogóle nie pytała ich o zdanie, raczej oznajmiła, że to na nich padło. - Umówmy się jutro w jakimś charakterystycznym miejscu, dam wam pieniądze, przynajmniej na poczatek. Później będziecie sobie musieli radzić sami. - Nie zamierzała jednak ich zostawić bez żadnej pomocy, jednak o tym wspomni później. - Wy traficie do Newcastle, tak samo, pojawię się jutro, dam wam gotówkę. - Trudniej będzie ich znaleźć, jeśli na początku zaszyją się w jakichś norach.
Mugole spoglądali na Lou i Bellę dosyć niepewnie. Nie do końca wiedzieli, jak się tam dostaną, ani co się będzie z nimi działo, tyle, że właściwie nie mieli innego wyjścia. Musieli skorzystać z wyciągniętej dłoni, bo inaczej obudzą się tu jutro niczego nie świadomi.